Reklama

Reklama

Z Sardynii do Chelsea!

Naprawdę strasznie się cieszę, że karuzela zaczyna się kręcić. Nowy trener, nowi zawodnicy, sporo zmian. Zobaczymy, co to nam w nowym sezonie przyniesie - zastanawia się bramkarz Chelsea Petr Czech, który spotkał się z czeskimi dziennikarzami przed odlotem do Anglii.

Krótki urlop po Euro spędził razem z żoną i córeczką Adelą na Sardynii, a także u rodziców w Pilźnie.

Pojawił się też w piłkarskiej szkole na praskim Strahowie.

- Zbyt wiele o zmianach kadrowych nie wiem. Wiem jednak o przyjściu trenera Scolariego, który ma szczęśliwą rękę. Jak dotąd gdzie się nie pojawi, tam odnosi sukcesy. Wierzę, że i z nami będzie je odnosił - podkreśla Czech. - Wiem też o pozyskaniu z Barcelony Deco i o tym, że udało się Chelsea zatrzymać w klubie Lamparda, co jest niesamowicie ważne.

Reklama

Znakomity bramkarz nie ukrywał, że ciągnęło go do powrotu do Anglii jak wilka do lasu. Wszystko przez to, że już pała chęcią odegrania się za ostatnie niepowodzenia. Nie dość, że w z Chelsea nie zdobył mistrzostwa Anglii, ani nie wygrał Ligi Mistrzów, to jeszcze z reprezentacją Czech Petr poniósł fiasko na Euro 2008. Po jego feralnym występie w meczu z Turcją "Czeskie Lwy" musiały wracać do domu już po fazie grupowej.

- W finale trzymałem kciuki za Niemcami. Głównie dlatego, że gra tam mój kolega Michael Ballack. Hiszpanie prezentowali bajeczny futbol. To im kibicowałem podczas całego turnieju, ale gdy przyszło do walki o "złoto" musiałem trzymać kciuki za mojego kolegę Ballacka - podkreśla.

Reklama

Reklama

Reklama