Reklama

Reklama

  • 1 .Manchester City (50 pkt.)
  • 2 .Chelsea Londyn (42 pkt.)
  • 3 .Liverpool FC (41 pkt.)
  • 4 .Arsenal Londyn (35 pkt.)
  • 5 .West Ham United FC (31 pkt.)
  • 6 .Manchester United (31 pkt.)
  • 7 .Tottenham Hotspur Londyn (30 pkt.)
  • 8 .Wolverhampton Wanderers FC (25 pkt.)

Włosi bronią Claudio Ranieriego

Claudio Ranieri, który doprowadził angielski prowincjonalny klub Leicester City do zwycięstwa w Premier League w ubiegłym sezonie, został zwolniony z pracy z powodów słabych wyników. „Lisy” zajmują obecnie czwarte miejsce od końca w tabeli i grozi im spadek do drugiej ligi. Ma temu zapobiec odejście włoskiego szkoleniowca, na którego miejsce miałby przyjść, według mediów, jego rodak Roberto Mancini. I tego Włosi już zupełnie nie rozumieją.

Włosi bardzo źle przyjęli tę wiadomość. "To przykład skrajnej niewdzięczności ze strony Anglików" - piszą bez wyjątku wszystkie tutejsze media. Irytacja z powodu rozstania z trenerem jest wyjątkowa w Rzymie, skąd pochodzi Ranieri. "Potraktowany został w sposób brutalny i bezwzględny" - uważa rzymski dziennik "La Repubblica", który krytykuje właścicieki i kibiców angielskiego klubu. "Dla wszystkich, tylko nie dla nich było oczywiste, że małe Leicester dostąpiło swego snu nocy letniej tylko raz i szaleństwem była nadzieja, że mógłby się on powtórzyć. Najwyraźniej ludziom z małego angielskiego miasteczka przewróciło się w głowie, jeśli wierzyli, że Ranieri dalej wygrywać będzie z Chelsea, Tottenhamem i Arsenalem oraz obu Manchesterami, a potem jeszcze w Lidze Mistrzów wyeliminuje Bayern albo Real Madryt" - pisze wyraźnie rozzłoszczony Maurizio Crosetti. 
"W rezultacie, uznany przed niespełna rokiem za najlepszego szkoleniowca świata, Ranieri został odprowadzony do drzwi, jak jakiś przybłęda" - dodaje. Autor żałuje, że włoski trener nie odszedł w momencie triumfu, który w przypadku Leicester był niepowtarzalny.

"Corriere della Sera" porównuje wrzucenie go z angielskiego klubu do królobójstwa, bo zamiast o zwolnieniu należałoby mówić o detronizacji. Sami Anglicy nazwali go przecież King Claudio, w momencie, gdy zdawali sobie sprawę z cudu, jakiego dokonał, doprowadzając klub błąkający się po obrzeżach brytyjskiego futbolu do największego w jego historii zwycięstwa.

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama