Reklama

Reklama

  • 1 .Chelsea Londyn (30 pkt.)
  • 2 .Manchester City (29 pkt.)
  • 3 .Liverpool FC (28 pkt.)
  • 4 .West Ham United FC (23 pkt.)
  • 5 .Arsenal Londyn (23 pkt.)
  • 6 .Wolverhampton Wanderers FC (20 pkt.)
  • 7 .Tottenham Hotspur Londyn (19 pkt.)
  • 8 .Manchester United (18 pkt.)

Wigan skazany na pożarcie w finale Pucharu Anglii

​Trudno znaleźć statystykę, która dałaby nadzieję piłkarzom Wigan Athletic na triumf w sobotnim finale Pucharu Anglii przeciwko Manchesterowi City. Walczący o utrzymanie w ekstraklasie zespół po raz ostatni pokonał tego rywala w 2008 roku.

Niedługo po spotkaniu, które Wigan wygrał 2-1, "The Citizens" przejął szejk Mansour, który zainwestował w drużynę ogromne kwoty, zupełnie odmieniając jej oblicze. Z ekipy, która z trudem zajmowała miejsce w pierwszej dziesiątce Premiership, narodził się zdobywca FA Cup w 2011 roku i triumfator Premiership 12 miesięcy później.

Od tego czasu City i Wigan mierzyły siły 10-krotnie, a bilans tych starć jest dla "Atletów" druzgocący - "The Citizens" wygrali dziewięć z tych spotkań, tylko raz padł remis. Dużo o różnicy między zespołami mówi także bilans bramek - 14-1.

Historia również przemawia za piłkarzami z Manchesteru, którzy zagrają po raz dziesiąty w finale Pucharu Anglii o swoje szóste trofeum. Ostatnio sięgnęli po nie przed dwoma laty, gdy pokonali Stoke City 1-0. Tymczasem ich rywale jeszcze nigdy nie dotarli do decydującego etapu tych rozgrywek.

Mieszkańcy niewielkiego miasta w północno-zachodniej Anglii mają jednak swojego bohatera w historii FA Cup. W listopadzie 1965 roku zespół Wigan grał w powtórzonym meczu pierwszej rundy z Doncaster Rovers, a podczas tego spotkania skręcenia kostki nabawił się Harry Lyon.

Klubowy lekarz dał mu środki przeciwbólowe i... whisky, po czym piłkarz wrócił na boisko. Mecz skończył się wynikiem 3-1, a Lyon zdobył wszystkie bramki dla Wigan. Jego imieniem nazwano jedną z ulic w tym mieście.

Na dwie kolejki przed końcem sezonu Wigan zajmuje 18. miejsce w tabeli ekstraklasy i do bezpiecznej lokaty traci trzy punkty. Z kolei "The Citizens" tylko jeden punkt dzieli od tytułu wicemistrza kraju - mają sześć "oczek" przewagi nad Chelsea Londyn. Zwycięstwo w Premiership przed kilkoma tygodniami zapewnili sobie ich lokalni rywale - United.

Podopieczni Roberta Manciniego będą mieli w sobotę jedyną okazję na zdobycie trofeum w tym sezonie (nie licząc uznawanej za mało prestiżową Tarczy Wspólnoty, którą wywalczyli w sierpniu). Pożegnali się z Ligą Mistrzów już w fazie grupowej, zajmując ostatnie miejsce w rywalizacji z mistrzem Niemiec Borussią Dortmund, Hiszpanii - Realem Madryt oraz Holandii - Ajaksem Amsterdam. Nie zakwalifikowali się zatem nawet do fazy pucharowej Ligi Europejskiej.

Choć ekipa Wigan będzie nie mniej zmotywowana, musi borykać się z licznymi kontuzjami. Trener Roberto Martinez nie będzie mógł wystawić w sobotę m.in. Honduranina Maynora Figueroi, który był ważnym zawodnikiem środka pola w 33 meczach ekstraklasy. Zabraknie także Hiszpana Ivana Ramisa oraz Holendra Ronnie'ego Stama.

- Jesteśmy nękani kontuzjami, zwłaszcza w formacji defensywnej, ale nigdy się nie poddamy, nigdy nie rzucimy ręcznika - zapowiedział Martinez.

Jego zespół, niezależnie od wyniku, na pewno wystąpi w kolejnej edycji Ligi Europejskiej, bowiem Manchester City zagwarantował sobie już miejsce w Champions League.

132. finał najstarszych klubowych rozgrywek świata rozpocznie się o godzinie 18.15. Transmisje przeprowadzi stacja Orange sport.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje