Reklama

Reklama

  • 1 .Manchester City (50 pkt.)
  • 2 .Chelsea Londyn (42 pkt.)
  • 3 .Liverpool FC (41 pkt.)
  • 4 .Arsenal Londyn (35 pkt.)
  • 5 .West Ham United FC (31 pkt.)
  • 6 .Manchester United (31 pkt.)
  • 7 .Tottenham Hotspur Londyn (30 pkt.)
  • 8 .Wolverhampton Wanderers FC (25 pkt.)

Stanął rywalowi na twarzy i nie dostał czerwonej kartki. Sędziowie popełnili poważny błąd?

W jedynym poniedziałkowym meczu angielskiej Premier League Everton F.C. mierzył się z Arsenalem Londyn. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 2-1, dzięki czemu oddalili się oni od strefy spadkowej. W pierwszej połowie doszło do kontrowersyjnego zdarzenia, po którym wielu kibiców domagało się czerwonej kartki. Ben Godfrey nadepnął na twarz swojego przeciwnika, a sędziowie mimo analizy VAR odstąpili od jakichkolwiek sankcji.

Wspomniana sytuacja miała miejsce w 28. minucie spotkania, gdy na tablicy wyników było jeszcze 0-0. W bocznej  strefie boiska piłkę spod nóg Ben’a Godfreya wybił Takehiro Tomiyasu, który następnie upadł na murawę. Zawodnik Evertonu stracił równowagę i przypadkowo stanął korkami na twarzy swojego przeciwnika. Sędzia Mike Dean nie dostrzegł przewinienia i Arsenal kontynuował grę. Gdy nastąpiła najbliższa przerwa arbiter wstrzymał wznowienie gry, aby VAR-owcy mogli ocenić tę sytuację i wyciągnąć ewentualne konsekwencje. Mimo doskonałych powtórek sędziowie nie zdecydowali się na zmianę decyzji i gra była kontynuowana bez jakichkolwiek kar indywidualnych dla piłkarza gospodarzy, co wywołało spore dyskusje.

Reklama

Decyzja ta jest niezrozumiała dla kibiców, jednak jest to w miarę czytelne i proste z punktu widzenia sędziego. Zachowanie Ben’a Godfreya z pewnością nie było celowe i moim zdaniem był to całkowity przypadek. Co więcej zawodnik Evertonu nie widział swojego rywala, który padł przed nim na murawę. Zgodnie z interpretacjami, jeżeli tego typu zachowanie nie jest celowe i nie wynika z walki o piłkę, ani atakowania przeciwnika, to  sędzia nie powinien karać zawodnika. Gdybyśmy jednak uznali to za rozmyślne przewinienie, wówczas musiałaby być czerwona kartka, gdyż faul mógł zagrażać zdrowiu piłkarza. Jak wspomniałem wyżej, nie widzę tutaj celowości i tak samo ocenili to sędziowie VAR, którzy nie podjęli się interwencji.

CZYTAJ TAKŻE: Niesamowity mecz w Anglii! Cierpliwość Evertonu z Arsenalem nagrodzona

Szczerze mówiąc nie do końca czuję sens tego zapisu. Rozumiem, że było to przypadkowe, jednak przyjęło się twierdzić, że sędziowie oceniają skutek, a nie zamiar, czy jego brak. Niestety tego typu interpretacje sprawiają, że kibice, a także zawodnicy gubią się w tym wszystkim i powstają później niepotrzebne nikomu teorie spiskowe.

Everton - Arsenal. VAR odwoływał gole

W 44. minucie po bramce Richarlisona Everton wyszedł na prowadzenie 1-0. Radość gospodarzy nie trwała jednak zbyt długo, gdyż sędziowie VAR szybko sprawdzili tę sytuację i jak się okazało, strzelec gola był na minimalnym spalonym. W związku z tym nastąpiła korekta decyzji i nadal było 0-0.

W 58. minucie po bardzo ładnym podaniu z środka pola, Richarlison wyszedł sam na sam z bramkarzem i ponownie trafił do siatki. Sędziowie uznali gola, jednak ponownie, decyzję musieli skorygować arbitrzy VAR. Jak ukazały powtórki zawodnik Evertonu był na wręcz centymetrowym spalonym, a zatem bramka nie została ostatecznie uznana. Zaprezentowana stopklatka z wyrysowanymi liniami przez VAR budzi kontrowersje i niepokój wśród wielu kibiców, gdyż linia napastnika wydaje się być krzywa, co nie powinno mieć miejsca.

Studio Ekstraklasa na żywo w każdy poniedziałek o 20:00 - Sprawdź!

W tym miejscu warto dodać, że Richarlison w 80. minucie trafił po raz trzeci w tym meczu do siatki, lecz tym razem bramka była 

Łukasz Rogowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje