Reklama

Reklama

  • 1 .Arsenal Londyn (0 pkt.)
  • 2 .Aston Villa FC (0 pkt.)
  • 3 .Brentford FC (0 pkt.)
  • 4 .Brighton & Hove Albion FC (0 pkt.)
  • 5 .Burnley FC (0 pkt.)
  • 6 .Chelsea Londyn (0 pkt.)
  • 7 .Crystal Palace FC (0 pkt.)
  • 8 .Everton (0 pkt.)

Punkty zwrotne w karierze Aleksa Fergusona

Po 27 latach Alex Ferguson opuszcza ławkę trenerską Manchesteru United. Pozostawiając w klubowych gablotach 38 trofeów. Żaden trener nie zdobył więcej z jedną drużyną - pisze Dariusz Wołowski.

44 lata Guy Rouxa w Auxerre wciąż są niezagrożone. 71-letni Alex Ferguson postanowił zakończyć karierę trenerską pozostając na Old Trafford jako dyrektor sportowy i ambasador klubu. Zdobył dla Manchesteru wszystko: 13 tytułów mistrzowskich pozwalających wyprzedzić na liście wszech czasów Liverpool, dwa triumfy w Champions League, dwa tytuły najlepszego klubu na świecie, pięć Pucharów Anglii. Powiedzieć, że był legendą, to mało. Był nr 1 w futbolu.

Nieznany piłkarz Mark Robins jest doskonałym przykładem, jak mocno historia wielkich ludzi piłki uzależniona jest od małych. Grudzień 1989 roku był najczarniejszym miesiącem w karierze Fergusona. "Trzy lata wymówek, a to nadal jest wielkie g..." - pisali na transparentach fani Manchesteru United żądający dymisji Szkota. Po siedmiu meczach bez zwycięstwa zespół z Old Trafford mierzył się z Nottingham Forest w III rundzie Pucharu Anglii. Porażka znaczyła tyle, co rozstanie ze szkockim menedżerem. Gdyby nie gol Robinsa historia potoczyłaby się inaczej. Na szczęście on strzelił, a Manchester wygrał. To był moment zwrotny w historii klubu i jego menedżera.
 
19 grudnia 2010 roku Ferguson pobił rekord Matta Busby’ego, który w klubie z Old Trafford pracował 24 lata, 1 miesiąc i 14 dni. Kilka razy myślał o odejściu z zawodu, ale jak mawiał, wolał iść do klubu, niż siedzieć w domu zatruwając życie żonie. Na emeryturę był za stary, na Old Trafford bawił się doskonale, a z nim miliony fanów jednej z najpotężniejszych futbolowych marek.

Wyjazd w cenie kilku butelek wina


Reklama

Sam Ferguson nigdy nie stronił od alkoholu. Kiedy w losowaniu 1/8 finału tej edycji Champions League Manchester trafił na Real Madryt Jose Mourinho, zażartował, że wyjazd na Old Trafford będzie go kosztował kilka butelek wina. To był najbardziej nieszczęśliwy mecz dla Sir Aleksa w jego ostatnim sezonie. Czerwona kartka dla Naniego zmieniła losy rywalizacji przechylającej się na niekorzyść Manchesteru. Gdyby nie ona, może Szkot szykowałby się dziś do jeszcze jednego wielkiego wyzwania - finału Champions League z Bayernem na Wembley?

100 sekund "Czerwonych Diabłów"


Ten pierwszy w 1999 roku na Camp Nou przeszedł do historii, jako horror. W ostatnich stu sekundach gry drużyna z Manchesteru odwróciła losy przegranego meczu. Królowa przyznała Fergusonowi tytuł szlachecki, właściwie od tamtej pory bezskutecznie zabiegał o to samo dla Ryana Giggsa. A może opuszcza ławkę trenerską, bo nie chciał widzieć 40-letniego Walijczyka na emeryturze? Jego relacja z Giggsem była czymś rzadko spotykanym w świecie piłki. Menedżer odwiedził nastolatka w czasie jego urodzin, by przekonać go do gry w klubie. Potem wiele razy zachowywał się wobec niego jak ojciec, jest wiele anegdot o tym jak wyciągał go z szafy podczas imprez, by uchronić przed alkoholem.
 
Kiedy 6 listopada 1986 roku Ferguson zaczął pracę w Manchesterze ze zdumieniem spostrzegł, iż gracze tak wybitni, jak Bryan Robson, czy Norman Whiteside są uzależnieni. 10. miejsce w tabeli na koniec sezonu zostało uznane na Old Trafford jako wynik dobrze rokujący na przyszłość! Na dobrą przyszłość trzeba było jednak czekać aż do końca 1992 roku, kiedy Ferguson stał się jedynym trenerem zdolnym zapanować nad Erikiem Cantoną. Do dziś nie bardzo wiadomo jakim cudem "Enfant terrible" przeistoczył się w największą gwiazdę "Czerwonych Diabłów". Kiedy w 2001 roku fani United wybierali najwybitniejszego gracza klubu w XX wieku nie postawili ani na Bobby Charltona, ani George’a Besta, ani Denisa Lawa. Dopiero Giggs odsunął w cień Cantonę.
 

Ferguson miał genialną rękę do piłkarzy, mimo metody "suszarki" uważanej dość powszechnie za pochodzącą z epoki kamienia łupanego. Wybuchów wściekłości i krzyku trenera obawiali się wszyscy - Szkot był bezkompromisowy, zdolny pozbywać się swoich największych gwiazd, byle ocalić chemię w szatni. Jaap Stam, David Beckham, Roy Keane, Ruud van Nistelrooy wylatywali z klubu z dnia na dzień, ostatnio zanosi się na rozstanie z Waynem Rooney’em.
 
Trener United organicznie nie znosił piłkarzy wynoszących tajemnice szatni. Stam w swojej autobiografii opisał jak Ferguson wbrew przepisom UEFA kaperował go do swojego klubu na długo przed wygaśnięciem kontraktu z PSV Eindhoven. Trener United bojkotował BBC za program o jego synu Jasonie oskarżonym o pobieranie nielegalnych prowizji za transfery. Za prasą nie przepada. Kiedy jakiś dziennikarz spytał go, co ma zrobić, żeby poprawić współpracę, Szkot odparł mu: "Spróbuj umrzeć".

Nauczył się zwyciężać nie tylko w Anglii

Czasem działał łagodnie, czasem rewolucyjnie. W 1995 roku Ferguson sprzedał trzy wielkie gwiazdy zespołu (Ince’a, Hughesa, Kanczelskisa) uznając, że Gary i Phil Neville’owie, David Beckham, Paul Scholes i Nicky Butt są już zdolni dołączyć do Ryana Giggsa. Cztery lata później ta generacja zdobyła dla niego pierwszy Puchar Europy, drugi w historii klubu. Po 31 latach Szkot powtórzył sukces Busby’ego, ale na tym nie poprzestał. Nauczył się zwyciężać w Anglii, ale także w Europie i już w 2008 roku, w Moskwie jego drużyna znów była nr 1.
 
Manchester ma najbardziej stabilny skład wśród europejskich potęg. Ferguson kupował najmniej z trenerów prowadzących zespoły z topu. Ostatnie ćwierć wieku Manchesteru United to historia starzejącego się mężczyzny, którego dzieło w cudowny sposób wciąż się odnawiało. Kiedy niedługo po mundialu w Meksyku, zaczynał pracę w United, od Liverpoolu dzieliła go przepaść. Przez kolejne cztery lata jeszcze się ona powiększyła - od 1990 roku rywali z Old Trafford i z Anfield Road dzieliło aż 11 tytułów. Jeszcze przez kolejne trzy lata Ferguson czekał na swoje pierwsze mistrzostwo Anglii, a potem przez zaledwie 18 lat wyprowadził swój klub na prowadzenie w klasyfikacji wszech czasów.
 

Szkot nie stworzył swojego imperium w słońcu Barcelony, Madrytu, Rzymu, Mediolanu, czy Paryża, a nawet nie w Londynie, ale w robotniczym Manchesterze, którego potencjał wydaje się kilkanaście razy mniejszy. Tam znalazł jednak ludzi zdolnych do tytanicznej pracy. "United zawsze był klubem robotników. Piłkarze muszą szanować tę kulturę i sami harować. "My wiemy, że nikt nie będzie nam gratulował po każdym zwycięstwie. Ferguson powie co najwyżej: "dobra robota, synu". Dla wszystkich normą jest, że zdobyłeś mistrzostwo" - opowiadał lewy obrońca Patrice Evra.
 
Dom Fergusona w Wilmslow pod Manchesterem nosi nazwę "Fairfields" - tak jak stocznia, w której jego ojciec pracował jako ślusarz, i gdzie on sam dorabiał za młodu, bo zarobki piłkarzy były nędzne. Uwielbia biografie wielkich przywódców, swoje motto zaczerpnął z biografii Abrahama Lincolna: "Wszystko zależy od zarządzania ludźmi i relacji między nimi".
 
Szkot otwarcie popierał Partię Pracy, gdy pod wodzą Tony Blair’a była faworytami wyborów w Wielkiej Brytanii. Rządząc Blair wielokrotnie przychodził do Fergusona po radę. Gdy pokłócił się ze swoim najbliższym współpracownikiem Gordonem Brownem, zapytał Szkota, co by zrobił, gdyby jego najlepszy zawodnik nie słuchał wskazówek trenera i grał po swojemu? "Natychmiast bym go wyrzucił!" - odpowiedział Ferguson. Tej zasady bezwzględnie się trzymał. W klubie to on był nr 1. Odchodzili wielcy gracze, a Ferguson i Manchester trwali na szczycie. Ze szczególną atencją odnosił się do piłkarzy cichych i pracowitych. Ludzi sprawdzonych w bojach trzeba było traktować z szacunkiem i wyczuciem. Ferguson to potrafił.

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje