Reklama

Reklama

Puchar Anglii. Tottenham Hotspur - Southampton FC 3-2. Cały mecz Jana Bednarka

W rewanżowym spotkaniu 4. rundy Pucharu Anglii, Tottenham pokonał Southampton 3-2. Drużyna Jana Bednarka była przez moment na prowadzeniu, jednak nie poradziła sobie w końcówce z atakami Dele Alliego, Heung-Min Sona i Lucasa Moury.

Southampton z Janem Bednarkiem w składzie czekało ciężkie zadanie w rewanżowym spotkaniu 4. rundy Pucharu Anglii. W pierwszym spotkaniu padł remis, więc konieczne było rozegranie kolejnego meczu

Zadanie było ciężkie, bowiem "Koguty" wygrały ostatnie spotkanie z Manchesterem City i podbudowani zawodnicy Jose Mourinho, na pewno liczyli na kolejne zwycięstwo.

W spotkaniu od początku optycznie przeważali zawodnicy z Londynu i już w 10. minucie udało im się trafić do siatki. Piłkarze "Świętych" trochę im w tym pomogli, ponieważ futbolówkę do bramki skierował obrońca drużyny gości - Jack Stephens.

Reklama

Wszystko zaczęło się od bardzo dobrego podania z głębi boiska Harry’ego Winksa. Piłka była skierowana do Kouassiego Sessegnona, lecz obrońca zdążył ją wybić. Trafiła ona do nabiegającego Tanguy Ndombele, a Francuz oddał bardzo mocny strzał z dystansu. Pędząca po ziemi futbolówka odbiła się od nóg Stephensa i wpadła do bramki.

Puchar Anglii - wyniki, terminarz, strzelcy

Southampton mógł odpowiedzieć już po chwili. James Ward-Prowse zagrał do Danny’ego Ingsa, a ten bez zawahania huknął w stronę bramki Hugo Llorisa, jednak trafił jedynie w poprzeczkę. "Święci" co prawda nie przeważali zdecydowanie, ale w końcu dopięli swego.

W 34. minucie meczu francuski bramkarz obronił strzał Nathana Redmonda, lecz zrobił to na tyle niefortunnie, że piłka wpadła pod nogi Shane’a Longa. Irlandczyk znalazł się w sytuacji, której nie można zmarnować i pewnie dobił futbolówkę do pustej bramki. Akcje poprzedziła składna wymiana podań ze strony przyjezdnych.

W końcówce pierwszej połowy dwoma bardzo dobrymi interwencjami popisał się Bednarek. Polski obrońca dobrze radził sobie w starciach z Heung-Min Sonem, Lucasem Mourą i Sergem Aurierem. Taki stan rzeczy nie zmienił się w drugiej części gry, którą były zawodnik Lecha Poznań, również rozpoczął pewną obroną.

Dobrze spisywali się również zawodnicy z formacji ofensywnej i w 72. minucie wyprowadzili zabójczą kontrę. Rozpoczął ją Redmond, który ruszył środkiem boiska, minął kilku zawodników drużyny "Kogutów" i zagrał do Ingsa. Anglik z dużym spokojem wpadł w pole karne i technicznym strzałem w dolny róg bramki pokonał Llorisa.

Radość kibiców Southampton nie trwała jednak za długo. Już kilka minut później Dele Alli, który niedawno pojawił się na boisku i dobrze zagrał do Moury. Brazylijczyk z dużą łatwością okiwał Jannika Vestergaarda i strzałem z linii pola karnego umieścił piłkę w siatce.

"Koguty" nie odpuszczały i w 86. minucie Son popędził w pole karne po podaniu od Allego. Zatrzymał go Angus Gunn, bramkarz drużyny gości, a sędzia bez wahania podyktował "jedenastkę". Do wykonania stałego fragmentu gry podszedł Koreańczyk, zrobił sporo kroczków i mocnym uderzeniem w boczną siatkę bramki wyprowadził Tottenham na prowadzenie, a wynik spotkania nie uległ już zmianie. 

PA


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL