Reklama

Reklama

  • 1 .Liverpool FC (99 pkt.)
  • 2 .Manchester City (81 pkt.)
  • 3 .Manchester United (66 pkt.)
  • 4 .Chelsea Londyn (66 pkt.)
  • 5 .Leicester City (62 pkt.)
  • 6 .Tottenham Londyn (59 pkt.)
  • 7 .Wolverhampton Wanderers (59 pkt.)
  • 8 .Arsenal Londyn (56 pkt.)

Premier League: w niedzielę starcia odwiecznych rywali

Dwie pary odwiecznych rywali zmierzą się w niedzielnych meczach 30. kolejki angielskiej Premier League. Spisujący się poniżej oczekiwań Manchester United podejmie wicelidera Liverpool, a później Tottenham zmierzy się w derbach Londynu z Arsenalem.

Od 12 lat nie zdarzyło się, by Liverpool zakończył sezon na wyższym miejscu, niż "Czerwone Diabły". Zwycięstwo w bezpośrednim spotkaniu może przesądzić o przełamaniu tej passy przez "The Reds".

Reklama

Szósty w tabeli Manchester United ma 48 punktów, a Liverpool zgromadził o 11 więcej. Oba zespoły rozegrały po 28 meczów, a prowadząca w tabeli Chelsea (66 pkt) - 29 spotkań.

Porażka byłaby dla mistrza kraju niezwykle bolesna. Podopieczni Szkota Davida Moyesa walczą o miejsce w czołowej czwórce Premier League, które pozwoli im na awans do kolejnej edycji Ligi Mistrzów.

"Czerwonym Diabłom" do tego celu brakuje obecnie dziewięciu punktów. Czwarta jest ekipa lokalnego rywala - City, który rozegrał jednak dotychczas tylko 26 spotkań.

Z tej sytuacji szczególnie niezadowolony jest napastnik United - Wayne Rooney.

- Patrzenie, jak dobrze radzi sobie Manchester City, a przede wszystkim Liverpool, jest bardzo trudne. Wiemy, że stać nas na to, by rywalizować z najlepszymi, a nie liczymy się wcale w tej walce w tym sezonie. Dlatego musimy się pozbierać i wrócić na szczyt, bo uczucie, jakie towarzyszy nam od kilku miesięcy, to nic miłego - przyznał Anglik na łamach magazynu "Inside United".

Jeśli obrońcy tytułu nie zmieszczą się w pierwszej czwórce, taka sytuacja zdarzy się po raz pierwszy od 23 sezonów.

Liverpool z kolei walczy nie tylko o pozostanie w grze o Ligę Mistrzów, ale może też po cichu marzyć o pierwszym od 1990 roku tytule mistrzowskim.

- To zawsze jest niezwykle ważny mecz, ale tym razem Liverpool jest faworytem. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio "The Reds" jechali w tej roli na Old Trafford - przyznał były napastnik klubu Robbie Fowler w gazecie "Liverpool Echo".

Spotkanie w Manchesterze rozpocznie się w niedzielę o 14.30. O 17 z kolei zabrzmi pierwszy gwizdek w drugim starciu zaciekłych rywali - Tottenhamu i Arsenalu, w składzie z Wojciechem Szczęsnym lub Łukaszem Fabiańskim.

Stawka tego pojedynku również jest bardzo wysoka. "Kanonierzy" mają identyczną sytuację punktową jak Liverpool, natomiast "Koguty" mają 53 punkty zdobyte w 29 spotkaniach i również marzą o Champions League.

Tottenham musi otrząsnąć się po derbowej porażce z ubiegłego tygodnia, kiedy podopieczni trenera Tima Sherwooda ulegli Chelsea 0-4. Szkoleniowiec skrytykował publicznie swoich piłkarzy za brak wystarczającego zaangażowania w grę.

- Spędziliśmy na spotkaniu z innymi piłkarzami ponad dwie godziny i powiedzieliśmy to, co mieliśmy do powiedzenia. Każdy miał coś do dodania. To było orzeźwiające. Teraz musimy pokazać, że stać nas na więcej. Jestem przekonany, że pokażemy w niedzielę większy charakter - obiecywał pomocnik "Kogutów" Brazylijczyk Sandro.

Atmosfera derbów jak zwykle będzie napięta. Kluby i ich kibice rywalizują ze sobą od ponad wieku. Tottenham będzie chciał odbić sobie derbowe porażki 0-2 w Pucharze Anglii i 0-1 w lidze, natomiast Arsenal poszuka okazji na podniesienie morale po odpadnięciu z Ligi Mistrzów. "Kanonierzy" przegrali z Bayernem Monachium 0-2 w Londynie i zremisowali 1-1 w Bawarii.

W sobotę 10-punktową przewagę nad Liverpoolem i Arsenalem może wypracować sobie Chelsea Londyn. Podopieczni Portugalczyka Jose Mourinha zagrają w Birmingham z Aston Villą o godz. 18.30.

Premier League: wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje