Reklama

Reklama

  • 1 .Manchester City (59 pkt.)
  • 2 .Manchester United (49 pkt.)
  • 3 .Leicester City (49 pkt.)
  • 4 .West Ham United FC (45 pkt.)
  • 5 .Chelsea Londyn (43 pkt.)
  • 6 .Liverpool FC (40 pkt.)
  • 7 .Everton (40 pkt.)
  • 8 .Aston Villa FC (36 pkt.)

Premier League. Rygiel według Pepa Guardioli

Siedem kolejnych zwycięstw dało Manchesterowi City awans na pozycję lidera Premier League. Z dziewiątego miejsca zajmowanego po 13. kolejce.

Wyjazdowe zwycięstwo nad West Bromwich Albion 5-0 można uznać za symbol postępu dokonanego przez zespół Pepa Guardioli. W połowie grudnia Manchester City zremisował z tym samym rywalem 1-1, choć oddał aż 26 strzałów z czego siedem celnych. West Brom odpowiedział jednym, gola zdobył po samobóju Rubena Diasa. Latem Guardiola kupił go z Benfiki Lizbona za 68 mln euro. City zapłaciło 56 mln w gotówce i oddało argentyńskiego obrońcę Nicolasa Otamendiego wycenianego na 12 mln.

Obrońcy za pół miliarda

Reklama

Gra defensywna jest piętą Achillesową zespołu Guardioli. Od początku jego pracy w City. Wydał prawie pół miliarda euro na obrońców, a drużyna wciąż traciła głupie gole. Przez to nie może zdziałać nic wielkiego w Lidze Mistrzów. W poprzedniej edycji w ćwierćfinale poległa z Lyonem, który na transfery wydaje grosze.

Kataloński trener wygrał Ligę Mistrzów dwa razy z Barceloną. Od tamtej pory minęła już dekada, a przecież pracował potem w wielkich klubach (Bayern, City). Ten drugi jeśli chodzi o finanse jest praktycznie klubem nieograniczonych możliwości. Co z tego skoro ma defensywę jak ser szwajcarski. W Barcelonie Guardiola umiał rozwiązać ten problem, choć jego drużyna grała skrajnie ofensywnie. Gerad Pique, Carles Puyol, Eric Abidal i Dani Alves byli nie do przejścia. W Manchesterze jest w tyłach duży kłopot. A może już tylko był? W ostatnich siedmiu meczach ligowych City straciło jedną bramkę. Głównie dzięki grze Diasa.

15 grudnia cały mecz z City Kamil Grosicki przesiedział na ławce. We wtorek nie było go w kadrze (klub chce się go pozbyć). Zespół Sama Allardyce’a strzelał cztery razy częściej niż na wyjeździe i poległ 0-5.

Pod koniec listopada zespół Guardioli otrzymał bardzo silny cios w swoje morale. Przegrał 0-2 z Tottenhamem, a jak wiemy z Jose Mourinho Guardiola przegrywać nie lubi szczególnie. Gdy prowadzili Barcelonę i Real Madryt nazywano ich "intymnymi wrogami". City w starciu ze Spurs miało piłkę przez 67 proc czasu, strzelało 22 razy, rywal cztery. Efektywność graczy ofensywnych Manchesteru była jednak na zerowym poziomie.

- Nic z tego nie mogę zrozumieć - mówił zszokowany lider City Kevin de Bruyne uważając, że drużyna gra nieźle, tylko pod bramką rywala dopada ją pech, lub wtórny analfabetyzm. Guardiola nadrabiał miną. Przecież przedłużył kontrakt w klubie z Etihad nie po to, żeby świecić oczami. - Stwarzamy sytuacje, ale nie potrafimy ich wykorzystać - narzekał.

City zaczęło sezon najgorzej od pięciu lat. Pep winił za to koronawirusa. Choć kieruje najdroższą i najszerszą kadrą w europejskiej piłce skarżył się, że z powodu pandemii kalendarz jest tak przeładowany, że jego piłkarze nie są w stanie utrzymać najwyższego poziomu koncentracji. - Gdybyśmy walczyli na jednym, lub dwóch frontach, wszystko byłoby ok. Ale gramy co trzy dni na okrągło. A to liga, a to Liga Mistrzów, Puchar Anglii, Puchar Ligi, a jak przychodzi chwila przerwy to po to, by piłkarze pojechali na mecze reprezentacji - wyliczał.

Dodawał, że w tej sytuacji wyniki bywają przypadkowe, a takie tempo gier daje przewagę zespołom, które nie rywalizują w europejskich rozgrywkach.

Z dna na szczyt w siedmiu krokach

Po remisie z West Brom Manchester City osunął się na dziewiąte miejsce w tabeli z ośmioma punktami straty do broniącego tytułu Liverpoolu. Nagle nastąpił przełom i niespodziewana zmiana miejsc. Siedem kolejnych zwycięstw drużyny Guardioli wywindowało ją na szczyt tabeli. Liverpool jest piąty mając siedem punktów straty.

Dias i John Stones stworzyli parę stoperów z prawdziwego zdarzenia. Godną kwot jakie za nich zapłacono. W ataku też wszystko gra, choć objawieniem jest akurat niemiecki pomocnik Ilkay Gundogan. W ostatnich ośmiu kolejkach Premier League zdobył siedem goli. Nigdy w karierze nie strzelał aż tyle.

Po 12 meczach City miało 18 goli i na liście najskuteczniejszych klubów w lidze było na zawstydzającej ósmej pozycji. Dziś ma 36 bramek, tyle co wicelider Manchester United i tylko jedną mniej od Liverpoolu. Tylko, że drużyna Juergena Kloppa straciła o dziewięć goli więcej. To ogromna zmiana wobec poprzedniego sezonu, w którym The Reds wypracowali aż 28 pkt przewagi nad Manchesterem City. Drużyna Guardioli jako jedyna w Anglii złamała wtedy granicę 100 goli zdobytych. Dało jej to zaledwie drugie miejsce.

Wyniki, tabelę i terminarz Premier League znajdziesz tutaj!

Teraz Liverpool gra bez Virgila van Dijka uważanego za najlepszego obrońcę na świecie. Holender leczy ciężki uraz. Tymczasem rywale z City od porażki z Tottenhamem nie przegrali już ani razu. To 18 spotkań we wszystkich rozgrywkach. A przecież Katalończyk musi radzić sobie teraz bez kontuzjowanego De Bruyne.

Jeśli Guardiola znalazł na stałe rozwiązanie problemów w defensywie, to obok Bayernu Monachium Manchester City wyrasta na głównego faworyta Ligi Mistrzów. Tyle, że warty ponad miliard euro zespół (na tyle wycenia go portal transfermarkt) notorycznie gra w europejskich rozgrywkach poniżej oczekiwań.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje