Premier League: Liverpool FC - Everton FC 5-2. Kolejny świetny mecz Sadio Mane!
Derby Merseyside dla Liverpoolu! Podopieczni Juergena Kloppa pokonali Everton aż 5-2. Z bardzo dobrej strony pokazała się cała ofensywa "The Reds". Po stracie piątej bramki kibice Evertonu zaczęli opuszczać swoją trybunę.

Przed spotkaniem Liverpoolu z Evertonem, zdecydowanym faworytem byli rzecz jasna gospodarze. Podopieczni Juergena Kloopa nadal są jedyną niepokonaną drużyną w angielskich rozgrywkach i tylko raz zdarzyło im się stracić punkty, gdy zremisowali z Manchesterem United.
Wszystkie statystyki mają oczywiście mniejszą wagę w kontekście spotkania derbowego. Mecze pomiędzy drużynami z jednego miasta rządzą się w końcu swoimi prawami, jednak w pierwszej połowie aż nadto była widoczna różnica klas.
Evertonowi brakowało atutów i początek spotkania odbył się zgodnie z oczekiwaniami fanów "The Reds". Liverpool wyszedł na prowadzenie już w 6. minucie meczu. Sadio Mane zagrał piłkę do Divocka Origiego, ten minął Jordana Pickforda i trafił do pustej bramki.
Chwilę potem ponownie bardzo przytomnym zagraniem popisał się Mane. Posłał on piłkę do Xherdana Shaqiriego. Szwajcar bez zawahania oddał kąśliwy strzał po ziemi i podwyższył prowadzenie Liverpoolu. Goście szybko ocknęli się po drugim ciosie i oddało im się odpowiedzieć.
W 20. minucie Michael Kean wykorzystał niepewną interwencję Dejana Lovrena po zagraniu z bocznej strefy boiska. Anglik pewnie przeniósł piłkę nad rezerwowym bramkarzem "The Reds". Zawodnicy oby ekip byli nastawienie bardzo ofensywnie i po niespełna 10 minutach kibice na Anfield świętowali kolejne trafienie Liverpoolu.
Lovren naprawił swój błąd i w 31. minucie meczu dograł idealną piłkę z głębi boiska do dobrze wychodzącego Origiego. Belg pewnie przyjął futbolówkę i technicznym strzałem pokonał Pickforda. Zawodnicy Kloopa nie odpuszczali i po chwili zdobyli kolejnego gola.
Trent Alexander-Arnold popędził lewą strefą boiska i zagrał wzdłuż linii pola karnego. Na piłkę nabiegł Mane i do dwóch asyst dołożył trafienie. Evertonowi udało się zmniejszyć dystans tuż przed zakończeniem pierwszej połowy. Dośrodkowanie Bernarda strzałem głową wykończył Richarlison.
W drugiej części gry tempo spotkania nieco opadło. Liverpool mógł podwyższyć wynik w końcówce meczu. Mane dobrze przyjął piłkę po podaniu, które minęło obronę "The Toffees", ale potem oddał kiepski strzał i piłka chybiła celu. Podopieczni Kloopa ruszyli do ataku w końcówce spotkania, jednak byli bardzo nieskuteczni co szybko mogło się zemścić. W 85. minucie Moise Kean znalazł się w bardzo dobrej sytuacji. Włoch uderzył bardzo niecelnie.
"The Reds" ostatecznie przypomnieli sobie o swojej strzeleckiej dyspozycji z pierwszej połowy dopiero w doliczonym czasie gry. Roberto Firmino dobrze pobiegł lewą stroną boiska i wycofał piłkę do Georginio Wijnaldum, który umieścił piłkę w siatce.
Przed spotkaniem kibice gospodarzy zaprezentowali efektowną oprawę upamiętniającą ofiary tragedii Hillsboorugh.
PA








