Reklama

Reklama

Premier League. Kuriozalny spalony i nieuznana bramka dla Wolverhampton

W piątkowy wieczór rozegrane zostało spotkanie 31. kolejki Premier League, w którym zmierzyły się zespoły Fulham i Wolverhampton. Rzutem na taśmę, bo dopiero w 92. minucie meczu Wolves zdobyło bramkę i dzięki temu zgarnęło trzy punkty, wygrywając 1-0. Niestety po raz kolejny nie popisali się sędziowie, którzy w pierwszej połowie dopatrzyli się spalonego, którego nie było i w efekcie nie uznali bramki.

Sędziowie Premier League, a zwłaszcza ci zasiadający na VAR niechlubnie słyną z tego, że często spalone są milimetrowe i mimo powtórek i stopklatek nie sposób dostrzec tego, co widzieli varowcy.

W meczu Fulham - Wolverhapmton było podobnie. Otóż w drugiej minucie doliczonego czasu gry pierwszej połowy bramkę na 0-1 zdobył Willian Jose, która początkowo została uznana przez sędziów boiskowych.

W tym momencie sytuacje tę zaczęli analizować arbitrzy VAR, którzy dopatrzyli się spalonego. Informację tę przekazali sędziemu Jonathanowi Mossowi, który zmienił swoją pierwotną decyzję i w efekcie nie uznał bramki dla Wolves. Jak ukazały powtórki, spalony miał nastąpić chwilę wcześniej, gdy piłka była zagrywana na skrzydło.

Reklama

Przyglądam się dokładnie stopklatce i liniom, które wyrysowali sędziowie. Naprawdę nie wiem, o co tutaj chodzi. Linia obrońcy jest wyrysowana dobrze - od jego nogi, która znajduje się najbliżej bramki. Niestety nie wiem jak została wyrysowana linia napastnika. Arbitrzy wyrysowali ją od ręki Daniela Podenca, co jest błędne. Tą częścią ciała nie możemy zdobyć bramki, a zatem nie bierzemy jej pod uwagę przy ocenie spalonego.

W efekcie tak kuriozalnego i dziwnego wyznaczenia linii, uznano że napastnik Wolverhampton był na spalonym i anulowano gola. Naprawdę jest to bardzo dziwna decyzja sędziów i niestety często spotykana w angielskiej Premier League.

Łukasz Rogowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL