Reklama

Reklama

Peter Schmeichel: Związek z Polską jest dziś dla mnie ważny

Legendarny bramkarz Manchesteru United, mistrz Europy z Danią z 1992 roku Peter Schmeichel specjalnie dla Interii mówi o swoim ojcu Polaku, kto powinien stać w bramce reprezentacji Polski, jaki piłkarz był i jest dla niego największym artystą na boisku.

Olgierd Kwiatkowski, Interia: Czy z racji swych korzeni i ojca Polaka, czuje się pan przywiązany do Polski?

Peter Schmeichel, były piłkarz reprezentacji Danii i Manchesteru United: - Oczywiście. Nie jest tajemnicą, że mój ojciec, który - niestety - zmarł w maju, był Polakiem. Kiedy taka sytuacja ma miejsce, kiedy odchodzi tak bliska osoba wzrasta poczucie przywiązania do tego, co było dla niej ważne. Wracam do dawnych chwil, kiedy tata żył, kiedy mówił o kraju, z którego się wywodził. Ten związek z Polską jest dziś dla mnie ważny.

Reklama

Pana tata opuścił jednak Polskę, można nawet powiedzieć, że uciekł z niej. Jakie żywił do niej uczucia?

- Mieszane. Na początku ojciec prawie nigdy nie mówił o Polsce, nie wspominał swojego rodzinnego kraju. Chciał zapomnieć. Z czasem jednak, kiedy Polska się zmieniała, czyli po transformacji, poczuł silniejszy związek. Zabrałem swojego ojca do Polski, kiedy byłem ambasadorem Ligi Mistrzów, wzruszył się, wracał do wspomnień, czuł związek z krajem, który opuścił. Ja też inaczej zacząłem patrzeć na Polskę, bo - przyznaję - nie była częścią mojego życia, kiedy byłem młody.

Dlaczego wcześniej kraj pana ojca nie był istotny w pana życiu?

-  Mój tata wyjechał z Polski, bo nie chciał robić tego, co mu kazano. Był artystą, muzykiem. W Danii szybko nauczył się mówić po duńsku, założył rodzinę, szybko pojawiła się trójka dzieci. W nowym kraju musiał stanąć na nogi. Nie miał czasu dla nas, dla rodziny. Koncertował. Pracował nocami, w dzień odsypiał. Nie było czasu na rozmowy przy kolacji tak jak to jest w rodzinie. Nie mówił o Polsce, nie nauczył nas mówić po polsku. Ja dziś tego nawet żałuję, że nie znam polskich słów. Kiedy jest się starszym, zadaje się sobie pytania. Dlaczego tu jestem? Skąd się wywodzę? Tak jest teraz ze mną.

Zna pan polskich piłkarzy, z pewnością tych, którzy grają lub grali w Premier League. Przed meczami reprezentacji mamy w Polsce dylemat, kto powinien być numerem 1 w bramce - Łukasz Fabiański czy Wojciech Szczęsny?

- Nie mam zdania. Jeżeli musisz wybrać bramkarza do reprezentacji, wybierasz tego, który bardziej pasuje do drużyny. Wszystko zależy od stylu gry. Trzeba też założyć, jaki rodzaj meczu rozgrywa drużyna. Można mieć bramkarza, który świetne spisuje się na linii, ma genialne parady, ale akurat na najbliższego przeciwnika bardziej możemy potrzebować takiego, który lepiej gra nogami. Nie wchodzę więc w takie dyskusję. Trzymam się z także daleka od opinii, kto jest najlepszym bramkarzem na świecie. Drużyna jest tak dobra jak bramkarz, a bramkarz tak dobry jak drużyna. I Fabiański, i Szczęsny na pewno reprezentują ten sam bardzo wysoki poziom.


Czy to duża strata dla Premier League, że nie gra w niej Wojciech Szczęsny?

- Miał okazję w niej trochę pograć. Stał się dzięki temu dużo lepszym bramkarzem. Może właśnie dlatego jest dziś w Juventusie? Wyjechał, gdy był młody, niedoświadczony, często krytykowała go prasa nawet wtedy kiedy nie mógł dobrze interweniować. Podjął dobrą decyzję. Dziś ma kontrakt w Juventusie Turyn. Jest tam bramkarzem równym Gianluigiemu Buffonowi. A to wspaniała rekomendacja.

W Manchesterze United grał Tomasz Kuszczak, jednak nie sprostał wymaganiom, jakie stawia tak wielki klub.

- Gra w Manchesterze United to już jest wielkie wyróżnienie. Miał swoją szansę tak jak wielu innych bramkarzy w tym czasie. Zmieniły się wtedy wymagania wobec bramkarzy, oczekiwano więcej gry nogami, szybszego wznawiania gry. On - podobnie jak Ben Foster - miał z tym problemy. Dobrze sobie jednak radził w Anglii, miał udaną karierę.

W MU jest nieprawdopodobna presja. Nie można popełniać błędów, albo popełniać ich bardzo mało. Jedna, druga pomyłka i media będą wypominać ci to do końca kariery, wcale nie skupiają się na dobrych interwencjach. Jeżeli na początku nie przekonasz ich, że jesteś tym właściwym bramkarzem, później jest bardzo trudno. Dotyczy to nie tylko polskich bramkarzy, ale proszę zauważyć, ilu bramkarzy także z Anglii złamał na Wyspach jeden błąd. Potem nikt nie miał zrozumienia, że tak wygląda gra na tej pozycji. Popełnia się błędy. To jest niesprawiedliwe w naszym zawodzie.


Wspominał pan o tym, że pana ojciec był artystą. Podczas swojej kariery pan grał z wieloma artystami futbolu - bracia Laudrupowie, Eric Cantona, Luis Figo. Który z nich był największym artystą na boisku?

- "Canto". Eric Cantona. Miał coś zupełnie innego, coś czego nie mieli inni. W drużynie wszyscy się nim inspirowali. Miał na nas ogromny wpływ i zawsze wiedzieliśmy, że na boisku może dokonać czegoś wielkiego. Wnosił dodatkową wartość do drużyny - wyjątkowości. Jeżeli Alex Ferguson robił zmianę i wprowadzał go na boisko, to wiadomo było, że coś z tego będzie. W naszym Manchesterze United wielu piłkarzy robiło niesamowite rzeczy, ale największe robił Eric.

A kto dziś jest największym artystą futbolu?

- Cristiano Ronado. O mój Boże! To najlepszy piłkarz wszech czasów. To nie jest przypadek, że Real Madryt trzy razy z rzędu wygrał Ligę Mistrzów. Kiedy on tam grał, Real wygrywał. Kiedy odszedł, zespół miał bardzo słaby sezon. Strzelił dla Realu w dziewięciu sezonach ponad 300 goli. Prawie 40 goli na sezon. Kto jest w stanie coś takiego zrobić? Nikt. Tylko Cristiano Ronaldo. Uwielbiam Ronaldo. Również dlatego, że fantastycznie grał dla Manchesteru United. Zawsze dobrze wypowiadał się o MU. Dlatego dziś chciałbym, żeby Juventus Turyn wygrał Ligę Mistrzów. Jest tam Ronaldo, wrócił z PSG Buffon. Byłaby to znakomita piłkarska historia.

A liga angielska? Czy jest drużyna, która może zagrozić Liverpoolowi?

- Jeżeli miałbym teraz założyć się o to, kto zdobędzie mistrzostwo Anglii, na pewno obstawiłbym Liverpool. Manchesterowi City czegoś brakuje. Nie mogą się pozbierać. Nie wiem, co się dzieje z City. Rozmawiałem z synem Kasperem po zwycięstwie z Crystal Palace o Leicester. Powiedziałem mu, że możecie tytuł zdobyć, jeżeli będziecie tak dalej grali. Leicester może być niespodzianką. W tej chwili numerem 1 jest jednak Liverpool.

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL