Reklama

Reklama

  • 1 .Liverpool FC (86 pkt.)
  • 2 .Manchester City (66 pkt.)
  • 3 .Leicester City (55 pkt.)
  • 4 .Chelsea Londyn (54 pkt.)
  • 5 .Manchester United (52 pkt.)
  • 6 .Wolverhampton Wanderers (52 pkt.)
  • 7 .Sheffield United (47 pkt.)
  • 8 .Arsenal Londyn (46 pkt.)

Jose Mourinho i Arsene Wenger, czyli dwaj zgryźliwi trenerzy

W sobotni wieczór odbędzie się hit Premier League pomiędzy Arsenalem i Manchesterem United. Trener gospodarzy - Arsene Wenger doczekał się w poprzednim sezonie pierwszego ligowego triumfu nad szkoleniowcem gości - Jose Mourinho. Francuz potrzebował do tego aż 13 prób. Historia rywalizacji obu trenerów obfituje w większe i mniejsze "szpile" wbijane sobie nawzajem na przestrzeni ponad dziesięciu lat.

Premier League: wyniki, terminarz, strzelcy, gole

Reklama

"W miasteczku w Minnesocie mieszkają John i Max. Mężczyźni kłócą się ze sobą od ponad 50 lat. Czas upływa im na wymianie złośliwości. Nikomu do tej pory nie udało się ich pogodzić" - to krótkie streszczenie fabuły filmu "Dwaj zgryźliwi tetrycy" na Wikipedii. Wystarczy podmienić imiona postaci na Arsene i Jose, a czas kłótni skrócić do 13 lat i mamy w pigułce opisaną relację pomiędzy Arsenem Wengerem - trenerem Arsenalu, a Jose Mourinho - szkoleniowcem Manchesteru United. Nie jest to jednak film, tylko długi serial w kilku epizodach.

W sobotę panowie spotkają się ponownie i ponownie chłodno uścisną dłonie. Mecz interesujący jest przede wszystkim ze względu na układ tabeli.

Arsenal i Manchester United mogą jeszcze myśleć o dogonieniu liderującego Manchesteru City. Wynik remisowy będzie porażką dla jednych i drugich. "Kanonierzy" są na czwartym miejscu ze stratą dwunastu punktów do City. "Czerwone Diabły" to wicelider, którego dystans do lidera wynosi punktów osiem.

Mourinho odwracał od tego istotnego faktu uwagę, stwierdziwszy na konferencji prasowej, że to nie jest kluczowy mecz. Jak zawsze przed konfrontacjami obu szkoleniowców, angielskie media przypominają ich rywalizację. W tym sezonie Arsene Wenger zachował się sprytnie. Odwołał tradycyjne spotkanie z dziennikarzami w ośrodku treningowym, a meczowi z Manchesterem United poświęcił kilka minut po zwycięstwie nad Huddersfield. Pytań o relacje z Mourinho było w związku z tym znacznie mniej. Francuz ograniczył się tylko do pochwał pod adresem najbliższego rywala. Przyznał, że nie spodziewa się, by goście postawili w bramce autobus.

Portugalczyk podzielił się tymczasem wrażeniami po obejrzeniu w czwartek filmu o słynnej rywalizacji pomiędzy tenisistami Bjornem Borgiem i Johnem McEnroe’em. - Wczoraj oglądałem interesujący film "Borg kontra McEnroe" i trener Borga mówił to samo, co ja powtarzam swoim piłkarzom: "Punkt za punktem, myśl tylko o kolejnym punkcie". Ja mówię: "Bierzmy mecz za meczem" - zdradził Mourinho, ale nie przytaknął, gdy padło pytanie czy stosunki na linii Arsenal - United, to kalka z tenisowego świata.

Historia relacji Mourinho z Wengerem jak najbardziej skłania do takiego porównania. Portugalczyk zjawił się w Premier League w 2004 roku, kiedy przejął Chelsea. Wenger miał wtedy na koncie trzy mistrzostwa Anglii i dopiero co skończył się sezon, w którym Arsenal nie przegrał żadnego meczu. Od tamtego czasu Francuz nie zdołał wywalczyć żadnego tytułu, podczas gdy Portugalczyk zrobił to trzykrotnie. W rzeczywistości na długie lata Mourinho stał się dla Wengera przeszkodą nie do przeskoczenia. 68-latek na pierwsze ligowe zwycięstwo nad zespołem Mourinho czekał do maja 2017 roku. Udało mu się to dopiero przy 13 podejściu.

Portugalczyk co prawda przegrał wtedy pierwszy raz z Wengerem, ale i tak znalazł subtelny sposób, by między wierszami umniejszyć osiągnięcie trenera Arsenalu. - Zrobiliśmy osiem zmian. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że nie wyjdziemy na mecz w najsilniejszym składzie. Taka zapadła decyzja. Chcemy spróbować wygrać Ligę Europy. To jest ważniejsze od zajęcia czwartego miejsca w Premier League - mówił. W przeszłości trenerzy darzyli siebie mniej wyrafinowanymi "szpilkami".

Wszystko prawdopodobnie zaczęło się od krytyki stylu gry drużyn prowadzonych przez Mourinho, który nad efektowność zawsze przedkładał efektywność. Jego zespoły często znakomicie potrafiły bronić dostępu do swojej bramki, imponowały grą obronną i w ofensywie cechowały się zabójczym minimalizmem.

- Wiem, że żyjemy w świecie, w którym mamy wyłącznie wygranych i przegranych, ale jak tylko sport będzie promować drużyny, które nie chcą podejmować inicjatywy, to sport będzie w zagrożeniu - tak francuski szkoleniowiec krytykował defensywne ustawienie Mourinho trzy dni po porażce 0-1 na Stamford Bridge w sezonie 2005/2006.

Ale nie te słowa sprowokowały Mourinho do ostrej reakcji. Za kilka tygodni Chelsea zremisowała na wyjeździe z Evertonem i przegrała z Charltonem w Pucharze Ligi po rzutach karnych. Wenger ocenił, że "The Blues" "stracili trochę wiary w siebie", skąd "bierze się nadzieja", na dogonienie ich w tabeli. Chelsea w tamtych rozgrywkach parła w konsekwencji do mistrzostwa. Porażka Arsenalu z tym rywalem była wówczas pierwszą od dziesięciu lat.

- Myślę, że to osoba, która jest podglądaczem. Lubi podglądać innych. Są tacy ludzie, którzy mają w domu teleskop i patrzą, co się dzieje w domach innych rodzin. On cały czas mówi o Chelsea.(...) Nie wiem, czy chce tutaj pracować. On uwielbia Chelsea. Martwi mnie to, bo on cały czas o nas mówi. My się nimi nie zajmujemy. Możesz tak się zachowywać, jak jesteś na szczycie i czujesz się mocny, ale jak masz mecz numer 11 i wciąż nie możesz wygrać na wyjeździe, nie masz Thierry’ego Henry’ego, to powinieneś się martwić o siebie. A on się martwi o nas, dużo o nas mówi. Tylko Chelsea, Chelsea, Chelsea, Chelsea - mówił przed ponad dekadą Mourinho.

Wzajemne okładanie się w tamtym sezonie przybierało na sile. Kiedy tylko jeden wytaczał działo, drugi wyciągał jeszcze większe, a dziennikarze zacierali ręce. Serwis BBC przypominał, że Wenger był na konferencjach prasowych pytany o Mourinho regularnie. Na przezwisko "podglądacza" poważnie się zdenerwował.

- Jeśli sukces spływa na głupich ludzi, to niekiedy jeszcze bardziej głupieją, nie stają się mądrzejsi. Odbieram to jako oderwanie od rzeczywistości i brak szacunku - mówił. A Mourinho dalej sobie dworował:

- Mamy dokument z cytatami z pana Wengera z ostatnich 12 miesięcy. To nie jest pięć stron. To 120 stron. Moja obserwacja jest taka, że trzeba z tym skończyć. Już wystarczająco dużo się na nasz temat wypowiadał.

Machina jednak ruszyła i jak życie pokazało, nie udało się naprawić raz popsutych stosunków. Co ciekawe, nawet po odejściu portugalskiego trenera ze Stamford Bridge, potrafił on z oddali uszczypnąć największego wroga.

W 2008 roku Mourinho pracował już w Interze i pytał: - Anglicy lubią statystyki. Czy wiedzą, że Arsene Wenger ma tylko 50 proc. zwycięstw w angielskiej lidze?

Francuz nie pozostawał dłużny. Kiedy Portugalczyk wylądował w Realu Madryt, Xabi Alonso i Sergio Ramos wykartkowali się w nic nieznaczącym meczu z Galatasaray w Lidze Mistrzów.  - Oglądasz to w telewizji i myślisz: "Nigdy więcej tego nie rób". Mówiąc szczerze, wygląda to okropnie. Szkoda, że tak zachowują się zawodnicy wielkiego klubu - ocenił.

W 2013 roku Mourinho wrócił na Wyspy i wojenka rozgorzała nowym ogniem.

"The Blues" w sprytny sposób sprzedali Juana Matę do Manchesteru United w styczniowym oknie transferowym. Zrobili to kilka dni po rewanżowym meczu z "Czerwonymi Diabłami". Arsenal grał z Manchesterem United w lutym. Mata wystąpił w podstawowym składzie.

- Narzekanie u Wengera to coś normalnego. Robi to notorycznie. W sumie powinien być zadowolony, że Chelsea pozbyła się takiego zawodnika, ale taką ma już naturę. Myślę, że nie fair jest akurat to, że jego zespół zawsze gra w najlepsze dni - wytykał wtedy nowy-stary trener Chelsea. W lutym 2014 roku Wengera zapytano, dlaczego trenerzy innych drużyn nie mówią otwarcie o walce o tytuł. - To strach przed porażką - stwierdził.

Na co Mourinho odrzekł: - Czy ja obawiam się porażki? To on jest specjalistą od porażek. Ja nie. Więc jeśli ktoś pomyśli, że on ma rację i ja się boję porażki, to tylko dlatego, że tak rzadko mi się przytrafiają. Więc może i on ma rację. Nie przywykłem do porażek, ale rzeczywistość jest taka, że to on jest w tym specjalistą. Osiem lat bez trofeum, to jest dopiero porażka.

Apogeum konflikt osiągnął, kiedy doszło do rękoczynów. Nie wytrzymał Wenger, który w nerwach w październiku w sezonie 2014/2015 odepchnął podczas meczu Mourinho. Trener Arsenalu żałował później swojego zachowania. - Nie powinienem tak postąpić. Nie powinno się tak zachowywać na boisku piłkarskim. Czy Mourinho mnie sprowokował? Tak to odebrałem. To nie ja wszedłem w strefę ławki rezerwowych Chelsea - przyznał.

Dziennikarze chcieli się natychmiast dowiedzieć, czy wobec Wengera należy wszcząć postępowanie dyscyplinarne. - Postępowanie? Gdyby chodziło o mnie, otrzymałbym zakaz stadionowy - drwił szkoleniowiec Chelsea, nawiązując do licznych kar, jakie nałożyła na niego FA.

Ostatni odcinek wojenki nastąpił po spotkaniu Chelsea - Arsenal 2-0 w sezonie 2015/2016. Mecz był ostry, goście kończyli w dziewięciu, a Wenger skrytykował na konferencji prasowej sędziego Mike’a Deana, za co nie otrzymał kary ze strony federacji. Mourinho tylko na to czekał.

- W tym kraju tylko jeden menedżer nie jest pod presją. Każdy inny jest. My nie możemy zawodzić. My musimy realizować cele. Jednego nie ma tej liście, ale niech już tak ma. Wiecie, kto to jest. To ten, który może mówić po meczach o pracy sędziów, może popychać ludzi przy ławce rezerwowych, może narzekać, może płakać rano i popołudniu i nic się nie dzieje. Może nie osiągać celów i zachować pracę, wciąż być królem. W przepisach jest napisane, że niektórzy mogą oceniać sędziów po meczach, a inni nie mogą. Ja jestem na liście tych, którzy są za to karani - mówił.

Przed sobotnim meczem relacje na linii Mourinho-Wenger przypominają zawieszenie broni, choć w tle może toczyć się rozgrywka o pozyskania pomocnika Arsenalu - Mesuta Oezila. Niemcowi, który jest w formie w ostatnich dniach, kończy się po sezonie kontrakt. Jeśli nie przedłuży umowy z "Kanonierami", będzie mógł odejść za darmo do wielu klubów.

Trener Manchesteru United widziałby go w kadrze ekipy z Old Trafford. Mourinho współpracował z Oezilem w Realu Madryt i ma o nim bardzo dobre zdanie. Wenger konsekwentnie wierzy, że uda się zatrzymać piłkarza na kolejny sezon.

Odstawiając na koniec personalne animozje i wracając do kwestii czysto sportowych, Manchester United czeka trudne zadanie na Emirates Stadium. Arsenal wygrał 12 ostatnich meczów na swoim terenie w Premier League.

"Czerwone Diabły" pod wodzą Mourinho spisują się z kolei bardzo słabo w meczach z największymi rywalami i w walce o czołowe lokaty (Chelsea, Manchester City, Arsenal, Tottenham i Liverpool). Z siedmiu takich wyjazdów, piłkarze United wrócili ledwie z jednym strzelonym golem i trzema punktami, ale nie odnotowali przy tym żadnego zwycięstwa.

2016

Liverpool - Manchester United 0-0

Chelsea Manchester United 4-0

2017

Manchester City - Manchester United 0-0

Arsenal - Manchester United 2-0

Tottenham Hotspur - Manchester United 2-1

Liverpool - Manchester United 0-0

Chelsea - Manchester United 1-0

Piotr Kwiatkowski

Dowiedz się więcej na temat: Jose Mourinho | Arsene Wenger | Arsenal Londyn | Manchester United

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje