Reklama

Reklama

  • 1 .Everton Football Club (13 pkt.)
  • 2 .Liverpool FC (13 pkt.)
  • 3 .Aston Villa FC (12 pkt.)
  • 4 .Leicester City (12 pkt.)
  • 5 .Leeds United (10 pkt.)
  • 6 .Southampton FC (10 pkt.)
  • 7 .Crystal Palace FC (10 pkt.)
  • 8 .Wolverhampton Wanderers FC (10 pkt.)

Iwańczyk: Anglia czeka na kibiców, chce iść niemieckim wzorem

Początek października miał przynieść angielskim klubom dobrą nowinę, czyli możliwość wpuszczenia kibiców na stadiony pod pewnymi rygorami. Z powodu wzrostu zakażeń koronawirusem termin ten przesunięto na bliżej nieokreśloną przyszłość. Premier League nie ustaje jednak w wysiłkach, by fani zaczęli znów chodzić na mecze.

Kluby na Wyspach są wściekłe, bo wypełniły wszelkie zalecenie narzucone im wcześniej przez rząd w kwestii dystansu społecznego na obiektach piłkarskich, a mimo to trybuny mogą świecić pustkami nawet przez kolejne pół roku. Zapowiedział to premier Boris Johnson, ale nie podał konkretnego terminu ponownego rozpatrzenia wniosku. Jego zdaniem wyraźny postęp w walce z COVID-19, a więc wynalezienie leku bądź szczepionki, stworzy okoliczności, by ponownie rozmawiać o kibicach na stadionach.

Reklama

Anglicy przygotowują się na drugą falę koronawirusa na tyle poważnie, że zlikwidowali nawet pilotażowe imprezy z udziałem najwyżej tysiąca osób. A jeszcze niedawno sam rząd opracował plan, który zakładał, że od początku października stadiony wypełnią się w 30 proc., choć na początku miało to być najwyżej trzy tysiące fanów na każdym obiekcie. Zapowiedzi Johnsona wydawały się pogrzebać tę nadzieję. Jak się okazuje, nie do końca.

Na szczęście dla środowiska piłkarskiego głos w sprawie zabrali eksperci ds. zdrowia publicznego, którzy przekonują, że siedzenie na trybunach na otwartym powietrzu przy zachowaniu odpowiednich środków ostrożności nie niesie aż tak wielkiego ryzyka. Przedstawiciele klubów potraktowali to jako szansę opracowania specjalnego programu opartego na wzorcach niemieckich.

Po pierwsze, szefowie klubów przekonują rząd, że ograniczą frekwencję tylko do posiadaczy karnetów, najlepiej zamieszkałych blisko stadionów, by zmniejszyć ryzyko przenoszenie koronawirusa w transporcie publicznym. Wejściówki byłby zatem tylko dla ludzi zamieszkujących w uzgodnionej odległości od stadionu. Wszystko przy założeniu, że podróżują własnym środkiem transportu (deklaruje to ponad 60 proc. wszystkich fanów). Po drugie, zamierzają zastosować zasadę z modelu niemieckiego, który pozwala na zapełnienie stadionów w 20 proc., jeśli liczba przypadków koronawirusa w danej jednostce samorządowej wynosi poniżej 35 przypadków na 100 tys. ludzi w ciągu ostatniego tygodnia.

Gdyby podobne zasady zastosować w Anglii, poza miastami z północy i środkowej części kraju, gdzie liczba przypadków wzrosła, większość klubów zeszłaby poniżej granicy wskaźnika. W Manchesterze, Liverpoolu i Leeds wskaźniki zakażeń przekraczają obecnie 40 przypadków na 100 tys., ale tendencja jest spadkowa. Jest jednak szereg obiekcji z tym związanych. M.in. to, czy kibice angielski siadaliby na wyznaczonych, położonych od siebie w ustalonej odległości miejscach w tak samo karny sposób, jak Niemcy.

Do czasu wprowadzenia ustępstw, kluby mają spotkać się do końca tygodnia, by zagłosować za "otwarciem" transmisji telewizyjnych w październiku dla kibiców, którzy nie mogą chodzić na stadiony, i oczekują, że zobaczą każdy mecz na szklanym ekranie. Przypomnijmy, że według szacunków FIFA, futbol na całym świecie straci z powodu pandemii ponad 11 miliardów euro. Spora część tej kwoty dotyczy Premier League.

Przemysław Iwańczyk

Dowiedz się więcej na temat: Premier League

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje