Reklama

Reklama

Arsenal Londyn. Mikel Arteta wyzdrowiał z koronawirusa. Opowiada, jak przechodził chorobę

- Miałem trzy-cztery dni, gdy czułem się gorzej. Miałem lekką gorączkę i suchy kaszel, odczuwałem też pewien dyskomfort w klatce piersiowej. I to było tyle - zdradza menedżer Arsenalu Mikel Arteta, który wykaraskał się już z wirusa COVID-19.

Wszystko wskazuje na to, że Arteta zakaził się dokładnie miesiąc temu, 27 lutego, podczas feralnego meczu 1/16 finału Ligi Europy z Olympiakosem Pireus, jaki londyńczycy przegrali u siebie, po dogrywce, 1-2. 

Awans Arsenalowi odebrał w ostatnich sekundach Youssef El Arabi, po akcji rozpaczy Greków. Okazuje się, że Olympiakos nie tylko odebrał Arsenalowi awans, ale też, niczym koń trojański, zainfekował londyńczyków wirusem!

- Teraz czuję się już całkiem zdrowy, ale to prawda, że pojawiły się u mnie pewne symptomy choroby w momencie, gdy dostałem telefon z klubu z informacją, że byliśmy narażeni na zakażenie podczas meczu z Olymiakosem, u którego właściciela wykryto wirusa. W tym momencie poczułem, że coś ze mną jest nie tak, że to mam - opowiadał Arteta na stronie Arsenalu.

Reklama

- Nazajutrz mieliśmy grać z Manchesterem City, więc podjęliśmy decyzję i od razu zadzwoniłem do lekarza, poprosiłem go o zgodę na powrót do domu.

-  Porozmawiałem z Raulem Sanllehim (dyrektor departamentu piłki nożnej) z dyrektorem technicznym Edu, Vinaim Venkateshamem (dyrektor zarządzający), Hussem Fahmym (dyrektor marketingu), zorganizowaliśmy spotkanie i powiedziałem: "Słuchajcie, mamy kilku zawodników, którzy byli narażeni na wirusa. To ryzyko epidemii, a ja jako pierwszy odczuwam symptomy choroby, bardzo wyraźne symptomy. Więc jeśli jest to koronawirus, to musimy poddać kwarantannie wszystkich tych, którzy mieli kontakt ze mną. Decyzji o zamknięciu bazy nie mogliśmy podjąć sami, musieliśmy porozmawiać z Premie League i Manchesterem City. Dopiero po tym podjęliśmy szybką decyzję - relacjonuje menedżer "Kanonierów".

- Później uświadomiłem sobie: "O rany! Każdy był narażony na zakażenie się ode mnie, to bardzo poważne!" i zaczynasz myśleć o wszystkich ludziach, jacy się z tobą kontaktowali. To wtedy pojawia się odrobina strachu - dodaje Hiszpan.

Jeśli chodzi o moje objawy choroby, to ten wirus był dla mnie normalny. Miałem trzy-cztery dni, gdy czułem się gorzej, miałem lekką gorączkę i suchy kaszel, odczuwałem też pewien dyskomfort w klatce piersiowej. I to było tyle - zdradza.

Najbardziej obawiał się o swoich bliskich.

- Problem polegał na tym, że mam rodzinę w domu, w tym trójkę dzieci i to o nich się martwiłem. Na szczęście dziećmi zajmowała się małżonka i niania. Dzięki Bogu, dzieci nie złapały tego. Teraz wszyscy jesteśmy w dobrym zdrowiu - podkreśla Mikel Arteta.



MiKi

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL