Reklama

Reklama

Pływanie. Mack Horton nazwał Sun Yanga oszustem, teraz jego fani się mszczą

Groźby śmierci, wrzucanie psich odchodów do ogródka, zhakowane komputery. Rodzice australijskiego pływaka Macka Hortona doświadczyli wielu aktów przemocy ze strony tajemniczych nieznanych sprawców, odkąd ich syn nazwał chińskiego pływaka Sun Yanga "oszustem” i zaprotestował przeciw dopuszczeniu go do startów.

To jeden z najbardziej ponurych obrazków z ubiegłorocznych pływackich mistrzostw świata w Gwangju. Mack Horton, który zajął drugie miejsce na 400 m st. dowolnym, podczas dekoracji kompletnie zignorował zwycięzcę konkurencji chińskiego pływaka Sun Yanga. Nie podał mu ręki, nie stanął obok niego na podium, gdy wręczano medale. 

- Nie mam szacunku dla dopingowiczów - wytłumaczył później. To niejedyny podobny obrazek na tych mistrzostwach. Do spięcia doszło również dzień później w czasie dekoracji 200 m st. dowolnym. Chińczyk omal nie pobił Brytyjczyka Duncana Scotta, który reagował podobnie jak Horton. Wyzywał go. - To ja jestem zwycięzcą, a ty jesteś przegranym - krzyczał do niego rozzłoszczony Sun.

Reklama

Scott ma jednak szczęście, że mieszka w Anglii a nie w Australii, gdzie przebywa liczna społeczność chińska. Horton udzielił wywiadu magazynowi "The Weekend Australian Magazine", w którym opisał, jakie piekło zgotowali jego, mieszkającym na przedmieściu Melbourne, rodzicom fani Sun Yanga. 

- Były liczne próby włamania, różne inne zaczepki. Nocą fani Suna regularnie walili  w garnki i patelnie przed ich domem, zniszczyli ogród, wrzucali do niego odchody psów, na dnie basenu znaleźliśmy kawałki szkła. W internecie pojawiły się groźby śmierci, zhakowali prywatne i służbowe komputery osobiste. To się zrobiło do tego stopnia groźne, że australijskie władze zarządziły ochronę mojej rodziny - opowiada Horton.

24-letni zawodnik początkowo nic o tym nie wiedział. Do pierwszych gróźb doszło cztery lata temu, po igrzyskach w Rio de Janeiro, kiedy Australijczyk powiedział o Sunie, że jest "oszustem". Rodzice nic nie mówili mu o prześladowaniach. - Ale od ubiegłego roku, po tym jak się zachowują, zorientowałem się przez co przechodzą. To mnie bardzo poruszyło. Nigdy jednak nie żałuję tego, co zrobiłem. Nadal będę walczył o czysty sport - zapowiedział Australijczyk.

Sun Yang to trzykrotny mistrz olimpijski, ośmiokrotny mistrz świata, najpopularniejszy sportowiec w Chinach, ale większość jego tytułów budzi wątpliwość. Pierwszy raz za doping został zdyskwalifikowany w 2014 roku. W jego organizmie wykryto zakazaną trimetazydynę. 

Jeszcze bardziej nabroił w 2018 roku, kiedy nie chciał wpuścić do mieszkania kontrolerów. Po godzinie przekazał im osobiście próbkę moczu, co jest naruszeniem przepisów antydopingowych. Kontrola powinna być wykonywana w asyście analityków. Atmosfera była nerwowa. Matka pływaka kazała ochroniarzowi rozbić młotkiem fiolkę z krwią zawodnika.

Sun wielokrotnie zarzekał się, że jest niewinny. Wspierało go liczne grono fanów. Międzynarodowa Federacja Pływacka nie mogła go zdyskwalifikować, dlatego wystartował w ubiegłorocznych MŚ. Na początku tego roku Międzynarodowy Trybunał ds. Sportu zdyskwalifikował Chińczyka na osiem lat. To praktycznie oznacza koniec jego kariery. Horton może czuć satysfakcję, choć dom jego rodziców wciąż znajduje się pod ochroną.

Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje