Reklama

Reklama

Otylia Jędrzejczak: Zamknęłam pewien etap swojego życia

Otylia Jędrzejczak ma za sobą obfity rok. W 2019 została wprowadzona do Międzynarodowej Galerii Sław, urodziła drugie dziecko i... napisała książkę. - Zamknęłam pewien etap swojego życia - powiedziała mistrzyni olimpijska i świata w pływaniu.

"Już czekam aż ten rok się skończy, ale najfajniejszy, najpiękniejszy i najbardziej magiczny czas przed nami. Uwielbiam święta Bożego Narodzenia, a moja córeczka jest już na tyle duża, że ten czas ma całkowicie inny wymiar" - przyznała.

Najbardziej utytułowana polska pływaczka wyłącza telefon, gasi telewizor i nareszcie jest tylko dla najbliższych. Wspólne gotowanie, ubieranie choinki i czekanie na świętego Mikołaja - na tym się skupia.

"To będą magiczne święta, bo Marcelina już coraz więcej rozumie. Wie już, co to znaczy choinka, pierwszy raz w życiu napisałyśmy razem list do św. Mikołaja i to było coś cudownego. Narysowała trzy obrazki i nauczyła się, że tylko dobre dzieci dostają prezenty. To najlepszy moment w roku" - oceniła Jędrzejczak.

Reklama

Grzegorz przyszedł na świat we wrześniu. On te święta będzie odbierał jeszcze inaczej, ale trzykrotna rekordzistka świata chce zadbać, by podtrzymywane były tradycje z jej rodzinnego domu.

"Chciałabym moje dzieci nauczyć tego, czego nauczyli mnie moi rodzice. Mieliśmy rytuał, że zawsze przebieraliśmy się w św. Mikołaja - ja albo mój brat. A osoba, która odbierała prezent, musiała śpiewać kolędę albo mówić wierszyk" - wspominała.

Pływanie to nadal ważny element jej życia. Prowadzi fundację, uczy dzieci, jak radzić sobie w wodzie. Widzi utalentowaną młodzież, ale sama podkreśla, że o sukces w przyszłorocznych igrzyskach w Tokio będzie bardzo trudno.

"Tokio nie da nam promyka nadziei. Mamy bardzo fajną, obiecującą, ambitną młodzież i wierzę, że polskie pływanie się odbuduje. Może nie teraz, ale trzeba w końcu pomyśleć o programie ośmioletnim. Na pewno w dzisiejszych czasach nie jest tak łatwo zmobilizować dzieci do treningu. Dla nas sam widok medalu olimpijskiego był największą motywacją, dzisiaj wchodzą w grę kontrakty" - zaznaczyła i dodała, że za sukces będzie można uznać jakiekolwiek miejsce w finale tokijskich igrzysk.

"O podium nie mam odwagi nawet marzyć" - skwitowała.

Ona - jako matka - bardzo by chciała, żeby jej dzieci uprawiały sport.

"Ale czy zawodowo? To ciężki kawałek chleba. Na pewno będę je zachęcać do uprawiania sportu, bo to uczy wygrywania i przegrywania, radzenia sobie ze stresem, itp. Sport to łagodniejsza forma pokonywania przeszkód, bo jak życie tąpnie, to solidnie" - wspomniała.

O swojej córce Marcelinie mówi, że jest uparta jak mama.

"A jak coś zrobi to tylko wtedy, kiedy ma szansę wygrać czy ogólnie osiągnąć sukces. W innym wypadku się nawet się do tego nie zabiera" - przyznała Jędrzejczak.

Rok 2019 był dla niej ważny, bo odważyła się zamknąć pewien etap swojego życia. Napisała biografię, w której po raz pierwszy i ostatni porusza temat śmierci swojego brata. W 2005 roku zginął on wypadku, a samochód prowadziła słynna już wtedy pływaczka.

"Nie było mi łatwo o tym mówić, pisać. Długo zastanawiałam się, o czym powinnam i mogę napisać. Tym bardziej, że sama wiem, jak czasami reaguje się na książki. Obiecałam sobie jednak, że jeśli kiedyś napiszę biografię, to chcę by coś ze sobą niosła. Jeśli ktokolwiek ją przeczyta, to nie potraktuje jej jako kolejnego poradnika, ale znajdzie coś dla siebie i skłoni go to do minimalnej refleksji" - zaznaczyła.

Hejtu się nie boi, bo - jak powiedziała - "mam to już gdzieś".

"Przez tyle lat nauczyłam się to ignorować. Hejt jest coraz mocniejszy, bo jest też coraz więcej możliwości. Ale on jest obecny tylko w mediach społecznościowych. Nigdy nie spotkałam się z hejtem twarzą w twarz. Łatwo kogoś oczernić, jak się go nie widzi. A poza tym wierzę, że jeśli ktoś naprawdę przeczyta moją książkę, to po prostu nie odważy się na hejt" - podkreśliła.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje