Reklama

Reklama

Niewiarygodny wyczyn Polki. Przekroczyła barierę 100 złotych medali

Na zakończonych niedawno pływackich mistrzostwach Polski Alicja Tchórz przekroczyła niewyobrażalną wręcz barierę stu złotych medali, zapewniając sobie na dodatek kwalifikację do trzecich w swojej karierze igrzysk olimpijskich. W rozmowie z Interią pływaczka opowiada o tym, jak to jest zapisać się w historii swojej dyscypliny, a także dlaczego nie uważa się za skandalistkę.

Za tobą kolejne, bardzo udane mistrzostwa Polski. Przekroczyłaś barierę stu złotych medali w historii swoich startów w MP! Jak się zdobywa sto medali?

- To jest niesamowite uczucie! Właśnie dla takich momentów chce się uprawiać sport. Przy tych zwycięstwach endorfiny skaczą na niesamowity poziom. Mówiąc szczerze, jestem zaskoczona wynikami, nie spodziewałam się, że w tym wieku będę w stanie pobijać tak zdecydowanie rekordy życiowe. Dla wszystkich też było zaskoczeniem, że udało mi się wygrać na 50 i 100 metrów stylem dowolnym, bo nie były to moje koronne konkurencje.

Reklama

Z którego startu jesteś najbardziej zadowolona?

- Ze zwycięstwa na 100 metrów stylem dowolnym. To dało mi prawie pewny bilet do Tokio. Traktowałam to jako swój najważniejszy start na tych zawodach, chciałam znaleźć się w pierwszej trójce, a udało mi się dopłynąć do mety jako pierwszej, w dodatku z wynikiem o 0,7 sekundy lepszym, niż mój dotychczasowy rekord życiowy, tak że byłam mile zaskoczona.

Przekroczeniem bariery stu złotych medali zapisałaś się w historii polskiego pływania?

- Nie mnie to oceniać. Na pewno jakąś tam część historii napisałam. Medale na seniorskich mistrzostwach kraju zdobywam od 2008 roku. Rok później zaczęły się już złote medale. Kawałek czasu jestem w czołówce i nie daje się wygryźć, choć młode zawodniczki naciskają coraz bardziej. I to mnie też cieszy, bo kiedyś w końcu będę musiała z tej sceny zejść.

Przed tobą start w mistrzostwach Europy. To tylko przystanek do Tokio czy coś więcej?

- To ważna impreza, szczególnie w kontekście startu w sztafecie 4x100 dowolnym. Popłyniemy z dziewczynami już pierwszego dnia mistrzostw i uważam, że stać nas na finał, a może nawet coś więcej. Poza tym dla mnie głównym startem będzie 50 metrów stylem grzbietowym na poprzednich mistrzostwach Europy zajęłam 4. miejsce, a do brązowego medalu zabrakło 0,04s. Dodatkowo na igrzyskach nie ma 50, tak że to moja ostatnia w tym sezonie szansa, by pościgać się na tym dystansie.


Przed tobą start na trzecich igrzyskach. Szansa na pierwszy medal?

- Igrzyska to impreza, do której wszyscy sportowcy szykują się przez cztery, a teraz nawet przez pięć lat. Zdobycie medalu to przeogromna sprawa. W moim przypadku walka o finał czy półfinał byłaby satysfakcjonująca, ale kto wie? Sport lubi zaskakiwać, tak że nie można sobie zamykać żadnej drogi.

Ostatnio wielu ekspertów i kibiców uważa, że świat nam nieco odpłynął. Jaka jest kondycja polskiego pływania?

- Bardzo nie lubię takich określeń! Oczywiście, są reprezentacje będące obecnie na topie, ale jak można powiedzieć reprezentantom Polski, złotym medalistkom mistrzostw Europy, że świat nam odpłynął? Nie możemy umniejszać swoich sukcesów. Oczywiście, moglibyśmy pływać lepiej, świętować takie wyniki, jak za czasów Otylii Jędrzejczak. Jednak mam nadzieję, że na tych IO stare wilki, jak Kawęcki czy Wasick, wspomagani przez silną młodzież jak Bernat i Chmielewski miło nas zaskoczą.

A jak w ogóle kojarzą ci się igrzyska olimpijskie? Bo po ostatnich chyba nie byłaś zadowolona. Wspominałaś nawet o kończeniu kariery. 

- Na pewno miałam to w głowie. Wykonywałam katorżniczą pracę, zarówno przed Londynem, jak i przed Rio. W 2016 roku nawarstwiło się dużo rzeczy. Nie mogłam przygotowywać się z moim trenerem, a z kadrowymi się nie dogadywałam, co zakończyło się słabymi startami na igrzyskach. Teraz mam większe doświadczenie i staram się je użyć, przekazać część wiedzy zawodnikom, z którym się przygotowuję na co dzień. I mam nadzieję, że zaowocuje to dobrymi wynikami naszych reprezentantów.

To twoje ostatnie igrzyska, czy może dotrwasz do 2024 roku i Paryża?

- Nie sądzę, żebym dotrwała do Paryża. Raczej nie będę trenowała tak długo.

Cały czas, mimo tego, że raz jest lepiej, a raz gorzej, walczysz ze związkiem. Wystarcza sił na to wszystko?

- Ciężko to nazwać walką. Zawsze byłam wielozadaniowcem i jeśli coś się dzieje, to mnie to nakręca. To nie jest też tak, że ja szukam zaczepki. Jestem doświadczoną zawodniczką, kształciłam się z zakresu marketingu sportowego, cały czas zresztą się dokształcam, i jeśli widzę takie kardynalne błędy, które mimo moich próśb nie są naprawiane, to działam mocniej. Staram się zmieniać rzeczywistość wokół.

Wielu kibiców, szczególnie tych, którzy z rzadka interesują się pływaniem, kojarzy cię głównie z kontrowersjami wokół twoich wpisów w mediach społecznościowych, krytyką nagród w zawodach pływackich i uważa za skandalistkę. Też tak siebie postrzegasz?

- Nie, nie uważam się za skandalistkę. Nie żałuję żadnego z tych wpisów, bo to wszystko była prawda. Zresztą w ogóle nie uważam, że to były skandale. Napisanie, że nagrody były nie na miejscu, nie jest skandaliczne. Myślę zresztą, że te wpisy wywarły pozytywny wpływ na naszą dyscyplinę. Wielu zawodników uczy się, jak wykorzystać to, że są na topie. Jak zabezpieczyć sobie przyszłość. Kariera sportowca jest krótka, a rzadko która dyscyplina pozwala tak zabezpieczyć swoje finanse, żeby po przejściu na sportową emeryturę mieć odłożone jakieś pieniądze. Ja walczę o to, żeby pływacy mogli się utrzymywać na godnym poziomie. Nawet nie, żeby odkładali. Po prostu, by ich ciężka praca została wynagrodzona. 

Pływasz, walczysz o lepsze warunki dla pływaków, uczysz się, a na dodatek prowadzisz projekt "Nasi Mistrzowie". Jesteś jednym z najbardziej zabieganych sportowców w naszym kraju. Kiedy masz w ogóle czas odpoczywać? 

- Jasne, robię dużo rzeczy i czasem chciałoby się mieć więcej czasu na relaks, ale staram się to jak najlepiej wyważać. Nie zapominam, że regeneracja jest ważna w procesie treningowym. Mam też naprawdę dużo zaufanych osób, które mi pomagają w tych projektach. To nie jest tak, że robię wszystko sama. Wypada im wszystkim podziękować, że w dużej mierze robią to charytatywnie, dla dobra zawodników. Projekt "Nasi Mistrzowie" się rozkręca. Na pewno mógłby już lepiej "hulać", ale właśnie ten brak czasu sprawia, że jeszcze nie rozkręcił się tak, jak mógłby, gdyby udało się wykorzystać jego potencjał. 

A kiedy już masz ten wolny czas, jak go spędzasz?

- Lubię czytać książki, rozwiązywać krzyżówki. Nawet śmieją się ze mnie, że jestem jak babcia z tymi krzyżówkami, ale ja lubię różnego rodzaju zagadki. No i chyba jak każdy spędzić chwilę z dobrym filmem, przestać myśleć o wszystkim wokół.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje