Reklama

Reklama

MŚ w pływaniu: Peaty krytykuje nowy przepis FINA, Hortonowi grożono śmiercią

Nie milkną echa protestu Macka Hortona wobec Chińczyka Suna Yanga podczas mistrzostw świata w Gwangju. Międzynarodowa Federacja Pływacka (FINA) wprowadziła przepis zakazujący podobnych zachowań, co skrytykował Brytyjczyk Adam Peaty, a Australijczykowi grożono śmiercią.

Yang w niedzielny wieczór wywalczył złoty medal na 400 m stylem dowolnym, a Horton srebro. Ten drugi nie stanął podczas ceremonii medalowej obok triumfatora i odmówił uściśnięcia mu dłoni. W ten sposób wyraził swoje niezadowolenie z faktu, że Chińczykowi w ogóle zezwolono na start w tej imprezie. We wtorek Azjata był najlepszy na dystansie o połowę krótszym, a na drugim stopniu podium stanął Duncan Scott. Brytyjczyk poszedł w ślady Australijczyka, czym zezłościł zwycięzcę.

Reklama

Zarówno Horton, jak i Scott dostali za to ostrzeżenie od FINA. Światowa federacja wprowadziła również przepis, który surowo zakazuje pływakom jakichkolwiek obraźliwych czy niewłaściwych zachowań względem sędziów, rywali, członków sztabu czy kibiców przez cały okres rywalizacji. Skrytykował to Peaty. Rekordzista świata na 100 m stylem klasycznym i mistrz olimpijski z Rio de Janeiro w tej konkurencji uważa, że to próba ograniczenia wolności słowa pływaków.

"Sportowcy zawsze mieli swobodę wypowiedzi i kiedy dostrzegamy, że coś jest nie tak lub że ktoś oszukuje, to dlaczego nie mielibyśmy mieć prawa głośno o tym powiedzieć?" - zaznaczył cytowany przez gazetę "The Times" Brytyjczyk. Podkreślił przy tym, że jest stanowczo przeciwny dopingowi.

Yang w 2014 roku był zawieszony na trzy miesiące za doping. Tłumaczył wówczas, że zabronioną substancję zażył przypadkowo wraz z lekiem na serce. Natomiast we wrześniu ubiegłego doszło do nieprawidłowości przy wizycie kontrolerów w jego domu, którzy mieli pobrać próbki moczu i krwi. Międzynarodowa Federacja Pływacka (FINA) uniewinniła utytułowanego zawodnika, ale Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) odwołała się od tej decyzji do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie (CAS). Sprawa ma zostać rozpatrzona we wrześniu.

Horton jako jedyny w ostatnich ośmiu latach pokonał na 400 m Chińczyka. Miało to miejsce podczas igrzysk w Rio de Janeiro. Wówczas także nie podał ręki Azjacie, a na wspólnej konferencji prasowej nazwał go wprost oszustem dopingowym. Po swoim niedzielnym proteście inni pływacy nagrodzili go owacją w stołówce, ale w mediach społecznościowych grożono mu śmiercią. Nieustannie może jednak liczyć na wsparcie innych zawodników.

"Mack i Duncan to naprawdę najodważniejsi goście i nie mógłbym być z nich bardziej dumny. Bronią tego, w co wierzą, a jest tym czysty sport" - zaznaczył rodak Hortona Mitch Larkin.

Yanga broni za to inny Australijczyk - trenujący go z przerwami od 11 lat Denis Cotterell. Oponentów swojego podopiecznego nazywa hipokrytami.

"Jaka jest definicja oszusta dopingowego? Ktoś, kto miał pozytywny wynik testu? Kierując się takim rozumowaniem, to wiele takich osób znajdziemy w australijskiej kadrze. Pracowałem w ekipach, w których wykrywano doping u zawodników, którzy nie przyjęli go świadomie. Nigdy nie nazwałbym ich oszustami. Według mnie to hipokryzja" - ocenił.

Chińczyk bronił się, że kontrolerzy, którzy pojawili się u niego we wrześniu, nie mieli legitymacji.

"Oni nie przestrzegali protokołu i takie są fakty. Jeśli coś jest nie tak, to tak po prostu dałbyś swoją próbkę krwi obcym, którzy nie mają odpowiednich dokumentów?" - pytał retorycznie Cotterell.

Jak dodał, oskarżenia i wymowne zachowania względem Yanga nie pozostają bez wpływu na Azjatę.

"To emocjonalny facet. Ile razy można pozwalać się obrażać. Byłoby lepiej, gdyby był w stanie ignorować całe to zamieszanie, ale to narasta, a on jest tylko człowiekiem" - zaznaczył szkoleniowiec.

Dowiedz się więcej na temat: MŚ w pływaniu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje