Reklama

Reklama

Mistrzyni świata w pływaniu lodowym: Im zimniej, tym szybciej

Aleksandra Bednarek rywalizację w komfortowych warunkach z powodzeniem zamieniła na pływanie w basenach... wykutych w lodzie, choćby na jeziorze pod Murmańskiem. "Żartujemy, że im zimniej, tym pływa się szybciej" - powiedziała PAP pochodząca z Łodzi mistrzyni świata.

21-letnia studentka Politechniki Łódzkiej należy do światowej czołówki wciąż niszowego w naszym kraju pływania zimowego oraz lodowego, za które uważa się zmagania w wodzie o temperaturze od 5 do ok. 0 stopni Celsjusza, choć podczas organizowanych pod gołym niebem zawodów zdarzają się jeszcze bardziej ekstremalne warunki. Bednarek sięgała już w nich m.in. po tytuły mistrzyni świata oraz ustanowiła rekord globu na 50 i 200 m st. klasycznym, triumfowała w cyklu Pucharu Świata oraz zdobyła Puchar Arktyki.

Reklama

Zawodniczka UKS SP 149 Łódź równie dobrze radzi sobie na wodach otwartych - w jeziorach, rzekach czy morskich i oceanicznych kanałach. Jako pierwsza Polka przepłynęła wpław 34-kilometrowy kanał Catalina pomiędzy Los Angeles i wyspą Catalina, a następnie opłynęła wyspę Manhattan (46,5 km).

"Napędzają mnie wyzwania, w których mogę realizować się jeszcze lepiej niż w tradycyjnej odmianie pływania. Ale pomysł ścigania się w temperaturze bliskiej zeru trochę mnie... zmroził. Później nieraz odczuwałam to na własnej skórze, jak np. w kwalifikacjach do mistrzostw świata na basenie otwartym w Świętochłowicach, gdzie w grudniu woda miała minus 0,2 stopni i była na granicy zamarzania. Zdobyłam kwalifikację, lecz przy okazji odmroziłam sobie dwa palce u ręki" - poinformowała pływaczka, która wcześniej zdobywała medale mistrzostw Polski na krytej pływalni, a obecnie należy do teamu himalaisty i podróżnika Bogusława Ogrodnika.

Inne zagrożenie związane z pływaniem w takich warunkach to hipotermia.

"To w końcu sport ekstremalny, który wiąże się z ryzykiem. Dlatego zawsze trzeba uważać, kiedy przed oczami robi się ciemno, co oznacza, że traci się świadomość. To pierwszy znak do wyjścia na brzeg" - wskazała.

Bednarek dodała, że najtrudniejsze w tym sporcie bywa jednak wejście do otwartego akwenu i pierwszy kontakt z lodowatą wodą, ale - jak przekonuje - kiedy zanurzy się ciało i twarz, organizm przezwycięża szok termiczny, a kiedy zaczyna się płynąć, stara się wytworzyć ciepło. Z kolei po opuszczeniu wody zupełnie naturalnym i dobrym objawem są trzęsące się z zimna ręce.

"To moment, kiedy ciało zaczyna się ogrzewać. Przez to często nawet nie można złapać kubka z ciepłym napojem" - tłumaczyła podopieczna trenerek Danuty Jagiełło i Pauliny Zając.

Jak wyjaśniła, zimowe pływanie znacznie różni się od popularnego morsowania. Przede wszystkim z tego względu, że morsy jedynie zanurzają swoje ciało w wodzie, do tego często robią to w czapkach i rękawiczkach. Tymczasem zawody w pływaniu lodowym odbywają się na dystansach i w konkurencjach znanych z krytych pływalni. Mimo panujących często minusowych temperatur, nie używa się żadnych ochraniaczy, nie wciera się w ciało rozgrzewających balsamów i rywalizuje w takich samych strojach, jak na krytych pływalniach.

Znacznie inna jest jednak sceneria, bowiem wyścigi odbywają się pod gołym niebem w... wykutych w lodzie "basenach".

"Jeśli akwen zamarznie, jak na przykład było w mistrzostwach świata odbywających się na jeziorze pod Murmańskiem, organizatorzy wykuwają sporych rozmiarów dziurę, tworząc 25-metrową pływalnię ze ścianami, torami i drabinkami. Basen przypomina ten pod dachem, bo wbrew warunkom wszystko jest zorganizowane w pełni profesjonalnie. To są w końcu prawdziwe mistrzostwa, tylko trochę bardziej ekstremalne" - zapewniła łodzianka.

W marcu w Murmańsku blisko 400 zawodników o medale MŚ walczyło przy temperaturze powietrza 12 st. Celsjusza poniżej zera, a po wyjściu z wody ogrzewali się w namiotach rozbitych na śniegu, po którym w pobliżu jeździły psie zaprzęgi. W Mińsku śnieg padał na głowy uczestników, a z kolei w Tallinnie o mistrzowskie tytuły rywalizowano w otoczeniu lodowych rzeźb.

"Żartujemy, że im zimniej, tym pływa się szybciej. W Mińsku ustanowiliśmy same życiówki, choć było 5 stopni na minusie, padał śnieg i wiał silny wiatr. Myśląc o takich warunkach można wzdrygać się z zimna, ale na zawodach każdy z tej lodowatej wody wychodzi szczęśliwy. Często śmiejemy się, że jedni cieszą się, że wygrali, a drudzy, że... przeżyli. Każdy jedzie tam bowiem z innym celem. Część, żeby przezwyciężyć słabości, a inni z zamiarem zdobycia medalu" - przyznała rekordzistka świata.

Bednarek nie ukrywa, że zalicza się do tej drugiej grupy i zamiłowanie do tego ekstremalnego sportu chce łączyć z sukcesami. Obecnie szykuje formę na zaplanowane w lutym mistrzostwa świata w słoweńskim Bledzie, gdzie będzie bronić złotego medalu na 50 i 200 m st. klasycznym. Wcześniej czeka ją jeszcze wyjazd na zawody Pucharu Świata do Chin.

Łodzianka i coraz szersze grono miłośników tej odmiany pływania mają nadzieję, że wkrótce wyjdzie ono z cienia za sprawą igrzysk. Istnieje bowiem szansa, że w programie zimowej olimpiady w Pekinie w 2022 roku jako dyscyplina pokazowa znajdzie się "lodowy kilometr".

Bednarek przyznała, że w takim przypadku jej wielkim marzeniem będzie uzyskanie kwalifikacji olimpijskiej, ale - jak zapowiedziała - wcześniej zamierza zdobyć "Potrójną Koronę" w pływaniu na wodach otwartych. W jej skład wchodzi kanał Catalina, maraton wokół nowojorskiego Manhattanu oraz kanał La Manche, który łodzianka zamierza przepłynąć w 2021 roku.(PAP)

autor: Bartłomiej Pawlak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje