Reklama

Reklama

Wolski: Sędziowie w Polsce chcą wpływać na mecze

​- W dwóch meczach, jakie rozegrałem w Polsce można było odnieść wrażenie, że sędziowie próbowali wpłynąć na wynik meczu. Zamiast wykonywać normalnie swoją pracę bawią się w reżyserię - powiedział nam napastnik KH Ciarko Sanok i Washington Capitals Wojtek Wolski.

Wojtek jest jedynym czynnym hokeistą najlepszej ligi hokejowej świata NHL, jaki kiedykolwiek występował w Polsce. Stało się to za sprawą lokautu w NHL i zabiegów działaczy Sanoka na czele z prezesem Krysiakiem. Wszystko na to wskazuje, że przygoda Wolskiego z Polską Ligą Hokejową dobiegła końca w Sosnowcu, w piątek, gdzie Ciarko KH pokonało Zagłębie 6-3. Z Wojtkiem rozmawialiśmy właśnie po tym meczu.

Reklama

- Fajnie było, nigdy dotąd nie miałem szansy grać w Polsce. To był dla mnie dobry trening - podsumował Wolski, który w PLH rozegrał dziewięć meczów, a dodatkowo reprezentował zespół z Sanoka w trzech spotkaniach Pucharu Kontynentalnego.

- Fajnie się trenowało w Sanoku, bardzo mi było miło. Drużyna zaakceptowała mnie błyskawicznie, dzięki czemu było mi łatwiej. Może parę tygodni treningów w Toronto, na siłowni i na lodzie, sprawiłoby, że byłbym bardziej gotowy do gry w Polsce. Nie znalazłem formy na 100 procent. Ja nie grałem dobrze, ale drużyna sobie świetnie radziła - komplementował zespół Wojtek.

- Jedyna rzecz, jaka mi się nie podobała, to beznadziejni sędziowie, jakich spotkałem na ostatnich meczach w Sosnowcu i Krakowie - nie krył Wolski. - Sędzia z meczu z Zagłębiem (Grzegorz Dzięciołowski - przyp. red.) stracił kontrolę nad sytuacją po pierwszej tercji. Fajnie, jak gra jest szybka i agresywna - to jest dobre dla sportu, dla poziomu polskiego hokeja. Ale jak my faulujemy, albo rywal to robi, a sędzia udaje, że nie widzi, to nie ma się co dziwić, iż dzieją się takie rzeczy, jak bójka na pięści moja z zawodnikiem Sosnowca.

- Nie ma sprawy, ja sobie poradzę, zawsze się obronię, tylko nie wiem po co ten pan ma gwizdek, skoro go nie lubi używać. W takiej sytuacji wszyscy na lodzie robią, co chcą, zaczynają się polowania na kości, a kończy się gra - tłumaczy.

Wojtek podkreśla, że złe sędziowanie nie jest ogólnym problemem całej ligi. - We wcześniejszych dziewięciu meczach, jakie w Polsce rozegrałem, wszystko było OK pod tym względem. Tylko w dwóch spotkaniach - w Krakowie i Sosnowcu była z tym kompletna klapa - twierdzi hokeista. - Można było odnieść wrażenie, że sędziowie próbowali wpłynąć na wynik meczu. Zamiast wykonywać normalnie swoją pracę bawią się w reżyserię. Gdy wynik jest 3-1, to wyrzucają do boksu kar zawodników z drużyny wygrywającej, żeby zrobiło się 3-2. Na jednej zmianie zauważyłem nasze ewidentne faule i ich też, sędzia był blisko, nie reagował. "Co się dzieje? To przestaje być hokej!" - myślisz. Niefajnie się patrzy na to.

Gwiazda NHL jednocześnie zaznacza, że "ogólnie w Polsce było fajnie". - Byłem zaskoczony, że tak wysoki poziom hokeja tu jest. Jest szansa, by za parę lat liga była jeszcze lepsza. Talentów nie brakuje - chłopaki dobrze jeżdżą na łyżwach. Przydaliby się jednak dobrzy trenerzy, tacy jakich my mamy w Sanoku, aby nauczyli drużyny nowego stylu - wyjaśnia 26-letni napastnik.

- Wracam do Toronto na święta i mam nadzieję, że po nich rozpocznie się wreszcie sezon w NHL. W lidze AHL nie mogę grać. Zatem jeśli nie w Sanoku, będę grał tylko w NHL - warunkuje Wolski.

Dla całego polskiego hokeja lepiej by się stało, gdyby Wojtek po świętach wrócił jednak na polskie tafle. Dzięki nazwisku "Wolski" i związanej z nim marce NHL Polska Liga Hokejowa może tylko zyskać.

Autor: Michał Białoński

Korespondencja z Sosnowca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje