Reklama

Reklama

Szopiński: Bez zjednoczenia środowiska nie ruszymy ze szkoleniem

- Musimy ruszyć ze szkoleniem, potrzebne są zmiany systemowe, ale takie realne, a nie na papierze - twierdzi Jacek Szopiński, były znakomity hokeista Podhala Nowy Targ i reprezentacji Polski, a obecnie trener Orlika Opole.

Dostaliśmy list od jednego z hokeistów mistrzów Polski juniorów z Ciarko Sanok, który nie dostaje szansy gry w swym macierzystym klubie.

"Dziękujemy, że państwo się za nami wstawiacie. Najgorsze jest to, że działacze nie chcą nas puścić, bo już dawno znaleźlibyśmy sobie inne kluby w PHL. Kilku chłopaków nosi się z myślą zakończenia kariery. W wieku 20 lat."

Smutne. O problemach z wyszkoleniem i wprowadzaniem hokejowego narybku rozmawiamy z fachowcem, który zna je od podszewki - Jackiem Szopińskim.

Interia: Czy szkolenie w polskim hokeju leży?

Reklama

Jacek Szopiński, wielokrotny reprezentant Polski, trener Orlika Opole: - Na pewno nie jest z nim tak dobrze, jak przed laty. Na początku lat 90. XX wieku założono SMS-y. Szli do nich najlepsi juniorzy, bo w klubach, po upadku komuny, była bieda. A w szkole mieli wszystko, sprzęt, program nauczania, tournée po całej Europie, ogrywanie się z najsilniejszymi, dobrych trenerów. SMS był taką odskocznią przy zmianach systemowych. Dało to efekt - awans reprezentacji do lat 20 do elity.

- Później z roku na rok była coraz większa degrengolada. Do SMS-u przestali uczęszczać najlepsi z danego rocznika, bo szkoła oferowała coraz mniej. Brakowało kontaktów zagranicznych i warunków, takie jakie panowały na początku, po założeniu SMS-ów. Zawodnicy woleli zostawać w domach i grać w swoich klubach, choć w SMS-ie teoretycznie mają wszystko podporządkowane pod hokej, ale brakuje dobrego programu i kontaktów zagranicznych. Pamiętam zjazd PZHL-u, na którym minister Paszczyk wyszedł i stwierdził, że projekt SMS-ów się wypalił i trzeba wymyślić coś nowego.

Ale działacze PZHL bali się, że pieniądze, które dostają na szkółki, bezpowrotnie znikną z hokeja.

- Ostatecznie jednak na walnym zgromadzeniu przegłosowali, że likwidują SMS. One nie są do końca złym pomysłem, młodzi mają się gdzie podziać, szkoda tylko, że nie idą do nich najlepsi. Związek nie był w stanie wymyślić nic nowego, żadnego substytutu dla SMS-ów, które funkcjonują w tej samej formie. W XXI wieku powstały jedynie OSSM-y. Dzięki nim można było dofinansować szkolenie - zakup sprzętu, zgrupowania, dopłaty do pensji trenerów. OSSM są zawieszone i mam nadzieję, że zostaną przywrócone.

- Większym problemem jest to, że w klubach rozbiło się szkolenie, zaczęto przywiązywać do niego mniejszą wagę.

Efekty mamy takie, jak porażka reprezentacji U-16 z Armenią.

- Musimy ruszyć ze szkoleniem, potrzebne są zmiany systemowe, ale takie realne, a nie na papierze. Tyle że one kosztują, a chętnych do wykładania kasy na młodzież w hokeju brakuje. Dopóki nie doprowadzimy do takiej sytuacji, że trenerzy grup młodzieżowych nie będę traktowali swej pracy śmiertelnie poważnie, dopóki nie będą poświęcali się w niej bezgranicznie, dopóty nic z tego nie będzie.

Dlaczego trenerzy się nie starają, może trzeba sprowadzić ich zza granicy?

- Dobrych fachowców nie brakuje u nas w kraju, ale nie ma pieniędzy dla nich, a za parę stówek miesięcznie nikt nie będzie poświęcał swojego życia. To powinno wyglądać inaczej. Fakty są takie, że szkolenie młodzieży w hokeju trzyma się tylko na barkach rodziców, bo to oni ciągną ten wózek. Czasem gdzieś pomoże MOSiR, ale to znikoma pomoc. W efekcie mamy coraz mniej zawodników.

Dlatego tym bardziej powinniśmy chyba stawiać na utalentowanych młodych, jak mistrzowie Polski z Sanoka?

- Sanoka nie ma co potępiać. Trzeba jego działaczy zrozumieć. Stawiają na wynik, bo wraz z nim łatwiej wyciągnąć dotacje od sponsorów, czy samorządów. Z drugiej strony, młodzieży wielką falą nie wprowadzisz, bo skończyłoby się to wielką klapą. Ale dwóch-trzech zawodników powinno grać regularnie.

- Gdy z Podhala wycofał się Wojas i wraz z tym dokonał się kolejny rozbiór zawodników, oparty na juniorach zespół nie poradził sobie w ekstraklasie. Wprowadzanie młodzieży musi być procesem przemyślanym, przebiegającym stopniowo.

- Pamiętam, że za moich czasów zawodniczych w Podhalu każdego roku wchodziło do składu po dwóch najlepszych juniorów, a reszta musiała sobie znaleźć miejsce w innych ośrodkach. W latach 70. i 80. poziom Centralnej Ligi Juniorów mieliśmy w kraju taki, że sparingi Podhala z naszymi juniorami stały na wyższym poziomie niż niejeden mecz ligowy. Wtedy do pierwszego składu wskakiwała cała "piątka" młokosów i grali na tym samym poziomie, co my, a cała 20 juniorów była gotowa do gry w lidze. W tym czasie młodzież miała zagwarantowane w klubach sprawy sprzętowe i finansowe na wysokim na ówczesne czasy poziomie. Dzisiaj o poziomie CLJ lepiej nie mówić. To jest śmiech na sali.

Sęk w tym, że przy 12 obcokrajowcach w niektórych klubach, młodzi mają zatrzaśnięte drzwi do pierwszego zespołu i noszą się z myślą o zakończeniu kariery.

- Oficjalnie mamy limit ośmiu obcokrajowców. Uważam, że powinno ich być góra czterech. Wraz z ograniczeniem ich liczby, w górę poszłaby ich jakość. A jednocześnie ograniczylibyśmy to smutne zjawisko, że juniorzy kończą karierę po osiągnięciu wieku seniora, bo nie mają gdzie grać.

Jaki jest ratunek, pieniędzy na młodzież nie przybędzie przecież z dnia na dzień?

- Środowisko musi się zjednoczyć, konieczne są realne zmiany systemowe, postawienie na szkolenie. Na razie jednak do zjednoczenia jest daleko. Na walnych zjazdach działacze się kłócą, a ministerstwo się temu przygląda i nie kwapi się, by w związku z tą sytuacją zwiększać dotacje na szkolenie w hokeju. Dopóki każdy klub będzie widział tylko czubek własnego nosa, nic z tego nie będzie.

Problem w tym, że większość klubów nie ma własnej młodzieży, więc będzie lobbować za jak największym limitem obcokrajowców.

- Tak do niczego nie dojdziemy. Faktycznie, na wychowankach w lidze bazuje tylko Podhale, Orlik Opole i Unia Oświęcim, która ma w składzie 8-10 wychowanków. Doliczmy do tego grona jeszcze Naprzód Janów, który również szkoli.


Udało się panu w skromnych warunkach zbudować Orlika. Co było kluczowe?

- Wychowankowie plus duet Michał Szczurek i Rompkowski, którzy pierwsze kroki stawiali gdzie indziej, ale gdybyśmy ich nie sprowadzili, to by już przepadli. Wychowanków mamy utalentowanych na czele z Filipem Stopińskim, który był pierwszopiątkowym zawodnikiem w reprezentacji do lat 18 i do lat 20. Niebawem powinien się przebić do dorosłej reprezentacji.

Jak wygląda szkolenie w Opolu?

- Nie możemy narzekać, młodzież garnie się tu do hokeja. Mamy wprawdzie dziurę i z roczników 1995-99 zostało tylko 12 chłopaków, którzy grają w 2. lidze w Orliku II, ale począwszy od rocznika 2000 i młodszych, mamy pełne grupy. Trenuje w nich ponad 100 dzieci i młodzieży.

Rozmawiał Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje