Reklama

Reklama

Skandal w PHL: Nawalanki spod remizy zamiast hokeja

Przez cały rok kibice hokeja czekają na play-offy, by zobaczyć walkę do upadłego i wielkie emocje, ale w ostatni weekend w Polskiej Hokej Lidze została przekroczona granica. Hokej sprowadzono do poziomu nawalanki spod remizy, tanich prowokacji i żenujących fochów.

W sobotę w Nowym Targu hokeiści JKH GKS Jastrzębie nie mogąc znaleźć sposobu na odwrócenie losu meczu z Podhalem, zaczęli polowanie na kości. Ani złośliwe faule, ani bójki nie okazały się receptą na sukces, a tylko zepsuły bardzo dobry mecz.

Podobnie było w niedzielę podczas starcia GKS-u Tychy z Ciarko PBS Bank Sanok. Tyszanie tego dnia byli lepsi, a sanoczanom szło, jak po grudzie i gdyby nie Bryan Pitton w bramce, skończyłoby się wyższym wynikiem niż 5-0. Nie każdy jednak potrafi przyjąć porażkę z godnością, w efekcie zaczął się cyrk, jakiego jeszcze u nas nie było.

Reklama

Trener Ciarko PBS Bank Miroslav Fryczer demonstracyjnie zdjął bramkarza. Po meczu powiedział, że zrobił to jedynie na znak protestu przeciwko sędziowaniu i działaniom władz PZHL. Zarzekał się, że nie był to wyraz braku szacunku wobec GKS-u, ani wobec tyskich kibiców, którzy po brzegi wypełnili halę. Co ciekawe, nie pomyślał o kibicach swojego zespołu. Czyżby uznał, że jego fochy są dla nich ważniejsze niż walka zespołu o zwycięstwo?

Fryczer nie zrobił niczego, aby powstrzymać niektórych swoich zawodników przed sprowadzeniem hokeja do bezsensownej bijatyki. Większość ściągniętych zza oceanu hokeistów pokazała, że gdy zespół jest w opałach, stać ich jedynie na prowokacje i rękoczyny. Fryczer zresztą sam przyznał podczas konferencji prasowej, że zachowanie takich zawodników, jak Mike Danton czy Zenon Konopka nie miało nic wspólnego z grą w hokeja.

W efekcie zamiast twardej walki o finał, fani oglądali teatr absurdu, tanie prowokacje, pyskówki i brudne zagrania. Całe szczęście, że kibice w Tychach wykazali się mocniejszymi nerwami niż trener Fryczer.

Cyrk nie skończył się z ostatnią syreną. Fryczer zachował się żenująco podczas konferencji prasowej. Publicznie wyzwał sędziów od bydląt, idiotów i pajaców, zrzucając na nich winę za skandal. Co na to przewodniczący Wydziału Sędziowskiego PZHL?

- Szukał kozła ofiarnego - skomentował Wojciech Mądrala. - Proszę zwrócić uwagę, że do momentu, w którym Sanok miał realną szansę na zwycięstwo, mecz stał na dobrym poziomie. Kiedy wyniki 'poszedł', to zaczął się cyrk. Przecież do tego momentu wcale nie było wielu kar i rozkładały się mniej więcej po równo. Później nie chodziło już o grę w hokeja, to nawet nie miało nic wspólnego z boksem! Chodziło o to, żeby zrobić rywalowi krzywdę.

- Jeśli facet jedzie za drugim przez pół lodowiska, żeby go walnąć pięścią albo kijem, to nie chodzi już o ostrą grę tylko o to, żeby wyłączyć go z gry - podkreśla szef Wydziału Sędziowskiego PZHL.

- Jeśli mogę mieć do sędziów uwagi, to jedynie o to, że dali za mało kar meczu, bo było wiele fauli, które nie wynikały z walki o krążek, tylko z chęci zrobienia krzywdy przeciwnikowi - dodał Wojciech Mądrala.

Szef sędziów wysłał pismo do Wydziału Gier i Dyscypliny z wnioskiem o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego ws. trener Fryczera. - Nie panował nad sobą. To była typowa prowokacja trenera. Po meczu przepraszał Tychy, że to nie było skierowane przeciwko GKS-owi, a kogo faulowali jego zawodnicy? - pytał retorycznie Wojciech Mądrala.

Decyzja ws. trenera Sanoka ma zapaść przed piątym spotkaniem, które zaplanowane jest na środę. Miroslav Fryczer ma czas na złożenie swojego pisemnego stanowiska w tej sprawie do wtorku.

Środowisko hokejowe jest zaskoczone zachowaniem trenera. - Zdjął bramkarza, żeby zaprotestować? To paranoja! Co to ma wspólnego z duchem sportu? - powiedział Gabriel Samolej, nasz były reprezentacyjny bramkarz.

- Można zgadzać się z decyzją sędziego, albo nie, ale trzeba grać! Wiadomo, że drużyna, która przegrywa, chwyta się różnych sposobów, ale trzeba zachować jakiś umiar. Przecież tego nie dało się oglądać - skomentował Roman Steblecki, nasz olimpijczyk i dwukrotny król strzelców polskiej ligi.

Mirosław Ząbkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL