Reklama

Reklama

Rudolf Rohaczek: Ratowałem życie swojego zawodnika

- Musiałem wejść na taflę, aby ratować życie swojego zawodnika – tłumaczył Rudolf Rohaczek, trener Comarchu Cracovii swoje zachowanie z niedzielnego spotkania w Sanoku, kiedy otrzymał karę meczu. Szkoleniowiec na specjalnie zwołanej konferencji prasowej swoje słowa podpierał analizą materiału wideo.

- Musiałem wejść na taflę, aby ratować życie swojego zawodnika – tłumaczył Rudolf Rohaczek, trener Comarchu Cracovii swoje zachowanie z niedzielnego spotkania w Sanoku, kiedy otrzymał karę meczu. Szkoleniowiec na specjalnie zwołanej konferencji prasowej swoje słowa podpierał analizą materiału wideo.

- Michał Piotrowski leżał obok naszego boksu, dwa metry ode mnie. Było widać, że to kontuzja kręgosłupa, a w takich wypadkach nie wolno zawodnika w ogóle ruszać. Za zdrowie hokeisty do wejścia lekarza lub masażysty odpowiadają sędziowie, a oni tylko stali i patrzyli się, co z naszym zawodnikiem robi rywal. Robert Kostecki go dźwigał, a sędziowie nie reagowali. Gdyby okazało się, że jest uszkodzony kręgosłup, groziło to nawet śmiercią naszego gracza - mówił czeski szkoleniowiec.

Do całego zdarzenia doszło w niedzielnym spotkaniu z Sanoku. W 53. minucie wytrącony z równowagi Piotrowski wpadł na Kosteckiego, który się nie niego przewrócił, co spowodowało niebezpieczne wygięcie szyi. Rywal starał się natychmiast podnieść gracza "Pasów", co zdenerwowało Rohaczka, który wpadł na lód i odepchnął Kosteckiego.

Reklama

- Wiedząc ze swojego doświadczenia, jakie było zagrożenie, wskoczyłem na taflę, a sędzia, który odpowiada za zdrowie kontuzjowanego zawodnika, odpychał mnie, trenera! Arbitrzy w ogóle nie zapanowali nad sytuacją, nie było miejsca na ratowanie hokeisty. Wszędzie dookoła znajdowali się gracze Sanoka, którzy zupełnie nie mieli po co tam być - mówił szkoleniowiec Comarchu Cracovii.

To nie był jednak koniec.

- Na prezentowanym nagraniu widać jak zawodnik rywali (Samson Mahbod - przyp. red.) naruszył moją prywatność, uderzył mnie ręką w brzuch, ja go odepchnąłem i zrobiło się zamieszanie. Wtedy dopiero wkroczyli do akcji sędziowie, którzy wcześniej nic nie robili i zaczęli się interesować zdrowiem naszego zawodnika. Stało się to po mojej interwencji - tłumaczył Rohaczek.

- Potem nastąpił drugi atak na moją osobę - kłucie kijem przez Anthony’ego Aquino. Sędzia Maciej Pachucki stał dwa metry od tego zajścia i na pewno je widział. Kłucie kijem w czasie spotkania to automatycznie kara meczu, nie mówiąc, że to się stało w przerwie w grze i jeszcze zawodnik zaatakował trenera - dodał.

Szkoleniowiec "Pasów" do dzisiaj nie może zrozumieć, dlaczego to on został ukarany.

- Otrzymałem karę meczu za niesportowe zachowanie, natomiast zawodnik, który kuł mnie kijem żadnej. Gdybym nie wyszedł na taflę, różnie to się mogło skończyć. Ratowałem życie swojego hokeisty, ponieważ sędziowie zupełnie nie panowali nad sytuacją - powiedział Czech.

- Chcę pokazać fatalne błędy sędziów liniowych (Grzegorz Cudek, Mariusz Smura - przyp. red.), a przede wszystkim głównego Macieja Pachuckiego, który pozwolił zaatakować mnie, trenera, dwa razy. Ponadto kara meczu skutkuje wydaleniem na trybuny, a ja zostałem wysłany do szatni. Celem jest prewencja, aby te sytuacje się nie powtarzały, bo sędziowie chyba nie wiedzą, co mają wtedy robić. Oczywiście prześlemy ten materiał do związku, do Wydziału Sędziów oraz Wydziału Gier i Dyscypliny, ale jest on ogólnie dostępny i na jego postawie szef sędziów powinien ukarać arbitrów niedzielnego spotkania odsuwając ich od prowadzenia pojedynków, nie czekając na nasz protest - stwierdził Rohaczek.

Według słów trenera Comarchu Cracovii w protokole sędzia Pachucki napisał, że kara meczu jest za niesportowe zachowanie i podał odpowiedni paragraf. Oznaczało to odsunięcie od jednego spotkania (odpokutowane we wtorek w Jastrzębiu) i 300 złotych grzywny. - Czuję się absolutnie bez winy. W protokole nie możemy zamieścić żadnych swoich uwag, możemy go tylko podpisać albo nie, ale to nie ma żadnego znaczenia, ponieważ sędzia w nim i tak pisze, co chce - mówił Czech.

- Skandalicznie na konferencji prasowej wypowiedział się też II trener Ciarko PBS Bank KH Marcin Ćwikła, który stwierdził, że Piotrowski poprosił Kosteckiego, aby go podniósł. To nieprawda. Piotrowski nic takiego nie powiedział - mówił Rohaczek.

- Piotrowski po niedzielnym meczu czuł się fatalnie, cały czas bolą go plecy, we wtorek nie grał, ale odpukać to nie jest żadna poważna kontuzja - zakończył trener "Pasów".

Paweł Pieprzyca

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL