Reklama

Reklama

PZHL zadłużony na ponad 16 mln zł. Klisiak: Może lepiej, aby ten związek upadł?

Polski Związek Hokeja na Lodzie jest zadłużony na ponad 16 mln zł. - Nie wiem, czy nie lepiej, aby ten związek upadł, bo wtedy zaczęlibyśmy z czystym kontem - ocenił były kapitan reprezentacji Polski, olimpijczyk, Waldemar Klisiak, gość zjazdu, członek grupy wsparcia stworzonej przez byłych wybitnych hokeistów podczas sobotniego walnego zjazdu w Katowicach.

W związku z trudną sytuacją federacji w marcu doszło do zmiany na stanowisku prezesa. Po rezygnacji Dawida Chwałki stery przejął Piotr Demiańczuk, radca prawny i członek zarządu. Swoją funkcję ma sprawować do połowy 2020 roku, czyli do zjazdu wyborczego.

Sobotnie obrady w Katowicach zostały zdominowane przez kwestie finansowe. Delegaci nie mogli przyjąć sprawozdania finansowego, bo biegły rewident nie zdążył go zaopiniować.

- Wydawało się, że w 2017 związek funkcjonuje normalnie, ale tak nie było. Dotacja ministerstwa sportu została nieprawidłowo wydatkowana. Prezes Chwałka nie zwoływał cyklicznych posiedzeń. Podczas spotkania w MSiT okazało się, że związek ma dużo większe problemy niż przedstawiał to prezes - ocenił Demiańczuk.

Reklama

Przypomniał, że do zbadania finansów PZHL wynajęta została specjalistyczna firma.

- Okazało się, że prezes Chwałka ma zaliczki na pół miliona złotych i został wezwany do ich zwrotu. Przedstawił 900 dokumentów w postaci faktur, kwitów parkingowych, które nie zostały uznane przez zarząd - dodał prezes.

Obecne władze PZHL złożyły do prokuratury wniosek o możliwości popełnienia przestępstwa przez Chwałkę, polegającego na działaniu na szkodę związku. Chodzi o wierzytelność wobec PZHL na pół miliona złotych, posiadaną przez byłego szefa federacji. Działacze uważają, że można było ją odkupić taniej.

Demiańczuk podkreślił, że zarząd wdrożył plan naprawczy, a koszty utrzymania zostały ograniczone do minimum, natomiast do rozwiązania pozostaje kwestia zwiększenia przychodów.

Wynajęty przez PZHL rewident Michał Czerniak zauważył, że księgi rachunkowe federacji wymagały uporządkowania, ze względu na dużą ilość nierozliczonych transakcji, głównie z kart kredytowych używanych przez byłego prezesa.

Wyjaśnił, że zobowiązania związku (16 mln 217 tysięcy zł) są o ponad 13 mln złotych wyższe od posiadanego majątku. Związek musi m.in. oddać do MSiT dotację w wysoko 6 mln złotych.

W emocjonującej dyskusji były kapitan reprezentacji Polski, olimpijczyk, Waldemar Klisiak przyznał, że kwestie finansowe kładą związek na łopatki.

- Ten dług powala, nie wiem, jak to wszystko będzie funkcjonowało. Udało się przekonać ministra Witolda Bańkę, by nie zmniejszał finansowania. Ale PZHL musi przedstawić program naprawczy. Nie wiem, czy nie lepiej, aby ten związek upadł, bo wtedy zaczęlibyśmy z czystym kontem  - ocenił Klisiak, gość zjazdu, członek grupy wsparcia stworzonej przez byłych wybitnych hokeistów.

Były bramkarz kadry Gabriel Samolej, w imieniu Nowotarskiego Klubu Olimpijczyka, wezwał zarząd do złożenia dymisji i zwołania do 30 października nadzwyczajnego zjazdu w celu przeprowadzenia wyborów.

- To oznacza "sprawdzam" dla zarządu. Przestaniemy być partnerem dla kogokolwiek. Jeśli uchwała przejdzie, to złożymy rezygnację. Nie będę przez trzy miesiące trochę prezesem. Nie buduję sobie kariery na hokeju. Uciekać nie zamierzam, ale nie będę pracował zobowiązany do dymisji. Sprawa jest prosta - związek potrzebuje pieniędzy - powiedział Demiańczuk.

W głosowaniu za było 18 osób, przeciw 16, a 13 się wstrzymało. Tyle tylko, że prowadzący obrady nie byli w stanie ustalić, czy na sali jest wymagane kworum.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje