Reklama

Reklama

Półfinał PHL - 1. mecz. Comarch/Cracovia - Ciarko PBS Bank STS Sanok 7-5

Cztery bramki zdobyte w przewadze liczebnej i świetna postawa Krystiana Dziubińskiego dały hokeistom Comarch/Cracovii pierwsze zwycięstwo 7-5 nad Ciarko PBS Bank STS Sanok w półfinale mistrzostw Polski. By awansować do finału, trzeba wygrać cztery spotkania.

Historia Ciarko Sanok potwierdza, że sport bywa przewrotny. Ciarko przed sezonem miało nie przystąpić do rozgrywek, bo brakowało pieniędzy. Później było o włos od wypadnięcia poza czołową "szóstkę" przed podziałem tabeli, ale uratował go walkower za mecz z GKS-em Tychy. Później Kari Rauhanen poskładał zespół na nowo, wzmocnił m.in. Bryanem Cameronem, a na finiszu okienka transferowego parą Michael Cichy - Alex Szczechura i wywiesił flagę: "idziemy po mistrzostwo Polski" .

Reklama

I w Krakowie goście grali jak u siebie, tym bardziej że frekwencja i doping nie dopisały. Półfinał mistrzostw Polski, dwóch atrakcyjnych rywali, a trybuny za bramkami świeciły pustkami.

Już w 45. sekundzie goście mogli objąć prowadzenie. Bryan Cameron idealnie obsłużył Jareda Browna, ale ten trafił w parkan Rafała Radziszewskiego. Za moment sanoczanie i tak prowadzili po pięknej "bombie" w długi róg Marka Strzyżowskiego, a w 11. minucie błąd ustawienia defensywy "Pasów" wykorzystał duet Michael Cichy - Alex Szczechura. Ten drugi podawał, a mający polski paszport Amerykanin Cichy trafił do siatki nad parkanem "Radzika" i było 0-2.

Niewiele wskazywało na to, że krakowianie mogą się podnieść. Szło im jak po grudzie, ale Krystian Dziubiński miał szczęście. Stał akurat tam, gdzie Jason Missiaen odbił krążek po uderzeniu Petra Szinagla, więc dobitka do pustej bramki była dla "Dziubka" bułką z masłem.

Po kontaktowym trafieniu "Pasy" poderwały się do walki. Wyrównały za sprawą strzału z kilku metrów Macieja Kruczka, którego idealnie obsłużył stojący za bramką Krystian Dziubiński. Prowadzenie krakowianom zapewnił Peter Novajovsky potężną "bombą" na 11 sekund przed końcem I tercji, gdy jego ekipa grała w podwójnej przewadze, po faulach Browna i Samuela Robertsa.

Swój klucz do wygrania tego meczu Dziubiński wyjął także na początku III tercji, gdy zrobił sobie slalom między rywalami i lekkim strzałem z bekhendu znalazł lukę między parkanami Missianena. Za moment było 5-2, gdyż Petr Szinagl pięknie uderzył z pierwszego krążka, po podaniu Davida Turonia, łapiąc bramkarza w trakcie przemieszczenia.

Sanoczanie nie poddali się. Ich trener Kari Rauhanen zaczął częściej korzystać z czwartej formacji, pozwalając złapać oddech tym, którzy pracowali najczęściej. Na 3-5 zniżył obrońca Roberts strzałem z nadgarstka w okienko długiego rogu. Sędziowie mylnie bramkę tę przypisali Aleksowi Szczechurze, ale ten nie dotknął krążka.

W 36. min obie drużyny miały po świetnej okazji, ale zmarnowali Kacper Guzik (nie trafił) i Michael Cichy, którego strzał z metr obronił "Radzik". Bramkarz "Pasów" nie popisał się przy trafieniu Jareda Browna na 4-5, próbował złapać krążek, ale ten wpadł mu nad rakiem do siatki.

Gości zgubiły kary. Najpierw zbyt pochopnie odgwizdana na Cichym (powtórki pokazały, że jego wejście pod bandą było czyste), po której Maciej Urbanowicz trafił do pustej bramki, po podaniu Damiana Słabonia. Gdy sanoczanie rozpaczliwie próbowali odrobić dwubramkową stratę, popychany przez obrońcę Alex Szczechura odwinął mu kijem, za co dostał karę czterominutową na sześć minut przed końcem III tercji.

W okresie gry pięciu na czterech "Dziubek" urządził sobie kolejny slalom między rywalami, ale tym razem zatrzymał go Missianen. Później faule popełnili też gospodarze. Po tym Davida Turonia goście grali w przewadze czterech na trzech, ale z zamka wyrwał się rutyniarz Damian Słaboń i strzałem pod poprzeczkę wygrał pojedynek z Missiaenem.

Comarch/Cracovia - Ciarko PBS Bank STS Sanok 7-5 (3-2, 2-1, 2-2)

0-1   Strzyżowski (3:57 Kartoszkin, Rąpała), 0-2 Cichy (10:03 Szczechura), 1-2 Dziubiński (11:41 Szinagl, Svitana), 2-2 Kruczek (18:15 Dziubiński, Kapica), 3-2 Novajovsky (19:49 Urbanowicz w podwójnej przewadze), 4-2 Dziubiński (22:24), 5-2 Szinagl (26:24 Turoń w przewadze), 5-3 Roberts (32:43), 5-4 Brown (43:21 Sliwinski, Sproule), 6-4 Urbanowicz (51:40 Słaboń, Kapica w przewadze), 7-4 (56:48 w osłabieniu), 7-5 Sproule (57:13 Tarasuk, Kostecki w przewadze).

Comarch/Cracovia: Radziszewski - Turoń, Rompkowski, Svitana, Dziubiński, Szinagl - Wajda, Kruczek, Drzewiecki, Kucewicz, Guzik - Noworyta, Novajovsky, Urbanowicz, Słaboń, Kapica - Dąbkowski, Dutka, Domogała, Wróbel, Baszko.

Ciarko PBS Bank STS: Missiaen - Tarasuk, Sproule, Sliwinski, Brown, Cameron - Robert, Vidgren, Danton, Cichy, Szczechura - Rąpała, Tuominen, Kostecki, Kartoszkin, Strzyżowski - Demkowicz, Olearczyk, Biały, Ćwikła, Bielec.

Sędziowali Waldemar Pachucki z Gdańska i Przemysław Kępa z Nowego Targu.

Kary: 14 oraz 18 min. Widzów: 1500

Stan rywalizacji play-off do czterech zwycięstw 1-0. Drugi mecz we wtorek o godz. 18:30, również w Krakowie. 

- Przez pierwsze 10 minut na lodzie istniał tylko jeden zespół i to był mój zespół. Później to się odwróciło i drugie 10 minut należało do Cracovii - analizował trener Ciarko Sanok Kari Rauhanen. -  W drugiej tercji krakowianie prowadzili, ale my wciąż polowaliśmy na kolejne gole. Rywal strzelił cztery gole w przewadze, a nam zabrakło dyscypliny. Dopóki gra toczyła się w pięciu na pięciu byliśmy zazwyczaj lepsi.


Z Krakowa Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Comarch Cracovia | Polska Hokej Liga | Ciarko PBS Bank Sanok

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama