Reklama

Reklama

PHL. Trenował go Gretzky, teraz rywalizuje o mistrzostwo Polski

W pierwszym tygodniu marca cała Kanada zalała się łzami. 4 marca zmarł Walter Gretzky, ojciec słynnego Wayne'a Gretzky'ego, postać kultowa określana mianem "najsłynniejszego kanadyjskiego taty". W rozgrywkach Polskiej Hokej Ligi występuje Paul Szczechura, który w młodości był trenowany przez Waltera Gretzky'ego, a w zajęciach nierzadko uczestniczył jego syn, najlepszy hokeista w historii Wayne Gretzky. O nich obu Szczechura opowiedział w rozmowie z Interią.

Brantford, liczące sobie około 100 tysięcy mieszkańców miasto w południowej części prowincji Ontario, słynie z kilku rzeczy, ale w świadomości Kanadyjczyków kojarzy się głównie z jednym faktem. To tu na świat przyszedł Wayne Gretzky, jeden z najwybitniejszych sportowców XX wieku. W ujęciu lokalnym jeszcze większą estymą niż "The Great One" cieszył się jego ojciec Walter. To niewiarygodne, ale dla mieszkańców Brantford to nie Wayne jest tym największym, ukochanym i uwielbianym przez wszystkich. Na tafli nie miał sobie równych, ale u siebie w mieście musiał uznać wyższość swojego ojca, Waltera.

Reklama

Pomnik miasta i całej Kanady

- Trudno wytłumaczyć człowiekowi spoza Brantford, o kim mówimy. Walter jest pomnikiem tego miasta, punktem dookoła, którego toczy się tamtejsze życie. Jest na ustach wszystkich. Wywarł ogromny wpływ na to miejsce. Nie chodzi nawet o jakieś przełomowe rzeczy. Po prostu, zwykłe codzienne sprawy, w których zawsze brał udział i był tam, gdzie tylko coś się działo - mówi Paul Szczechura, hokeista GKS Tychy, który bierze udział w rywalizacji o mistrzostwo Polski.

Walter Gretzky zmarł po wieloletniej walce z chorobą Parkinsona. Wiadomość o jego śmierci, wprowadziła w kraju atmosferę żałoby narodowej. Życie poświęcił hokejowi, wychował piątkę dzieci, z czego trzech synów, którzy później stali się zawodnikami najlepszej ligi na świecie. W NHL grał nie tylko Wayne, ale także Keith i Brent. Cała trójka wielokrotnie powtarzała, że Walter miał na ich życie i zawodowy sukces ogromny wpływ.

Polskie korzenie Gretzkych, a właściwie Greckich

Familia Gretzkych miała wschodnioeuropejskie korzenie. Ojciec Waltera, nazywany za oceanem Tony, w istocie nazywał się Antoni Grecki i urodził się na terenie obecnej Białorusi, w tej części, która w różnych okresach należała także do Polski. Matka Waltera, a zarazem babka słynnego Wayne'a, pochodziła z wschodnich rubieży Polski, z miejscowości Podhajce na Ukrainie, również w części, która przed wojną należała do terytorium II Rzeczypospolitej.

Zarówno Walter jak i Wayne urodzili się już w Kanadzie, ojczyźnie hokeja, który na dobre wpisał się w ich życie. Walter był mentorem i pierwszym nauczycielem dla Wayne'a, o czym ten wielokrotnie opowiadał. Mówił o czterogodzinnych sesjach z ojcem na lodowisku, ale nie określał ich jako treningi. "Gdybym tak myślał, prawdopodobnie bym tego nie chciał. Robiłem to, bo chciałem i lubiłem. Tak, czasami płakałem z zimna, jak każdy dzieciak, gdy trochę zmarznie. Z tamtego okresu pamiętam jednak głównie gorącą czekoladę i duże silne ręce mojego taty, chwytającego mnie za palce u stóp, by mnie ogrzać".

Paul Szczechura szedł śladami legendy

Paul Szczechura także posiada polskie korzenie i też wychowywał się Brantford. Podobnie jak dla Wayne'a Gretzky'ego, Walter był jego jednym z pierwszych opiekunów. Szczechura niejednokrotnie miał przyjemność przebywać także w towarzystwie Wayne'a, gdy "The Great One" przyjeżdżał w swoje rodzinne strony i brał udział w treningach miejscowej drużyny.

- Nie wydaje mi się, żebyśmy wyrastali w cieniu Wayne'a Gretzky'ego. Było wielu hokeistów, którzy nas otaczali Patrzyliśmy na niego, to oczywiste, ale nikt nie myślał, że zostanie drugim Gretzkym. Ktoś taki zdarza się raz na sto lat. Podziwialiśmy Wayne'a, lecz nikt nie odważył się twierdzić "Zobaczycie, ja będę jak on", ani też nie słyszałem, żeby o jakimś młodym zawodniku mówiono, że to drugi Gretzky. Osiągnął poziom kosmiczny, do którego nie szło się nawet zbliżyć - zauważył napastnik GKS-u Tychy.

Wzór relacji ojciec - syn

Oprócz działalności na rzecz lokalnej społeczności Walter Gretzky przysłużył się całej Kanadzie. Był autorem wielu akcji charytatywnych, założycielem fundacji, człowiekiem o wielkim sercu. Za swoje zasługi w 2007 roku został odznaczony Orderem Kanady, najwyższym państwowym wyróżnieniem. Pozostał do końca wzorem ojca, troskliwie zajmującego się swoim synem. Relacja Walter-Wayne była przez lata przedstawiana jako wzór stosunków ojca z synem, co skrzętnie próbowali wykorzystywać reklamodawcy. Marki jak im Hortons i Coca-Cola tworzyły całe kampanie reklamowe z ich wizerunkiem, by ich towary kojarzyły się z ciepłem domowego ogniska i sukcesem.

 - Walter był niesamowitym człowiekiem. Poruszając się po Brantford widziałeś go zawsze. Szedłeś na lodowisko - on tam był, wybrałeś się na zakupy, był w sklepie. Zawsze miał czas, żeby zatrzymać się na chwilę, wymienić kilka zdań, dać autograf. Nie widziałem, żeby komukolwiek odmówił rozmowy. Był cierpliwy i bardzo dostępny. Był też sławny. Bywało nieraz, że rozdawał autografy przez godzinę i zawsze robił to z prawdziwą radością - wspomina Szczechura, który przed karierą klubową w Polsce, wiele razy reprezentował Kanadę na arenie międzynarodowej.

"Jestem tylko tatą"

Większość życia Walter Gretzky spędził w tym samym domu, a jego adres znali dosłownie wszyscy. Za każdym razem, kiedy próbowano robić z niego bohatera jako pierwszego trenera Wayne'a, odpowiadał: "Jestem tylko tatą". Dzieci Waltera często składały mu propozycję przeprowadzki, zbudowania nowego domu, ale on zawsze odmawiał. Pozostał wierny miejscu, w którym wychował swoją piątkę potomstwa i na posesji na tyłach, której budował lodowisko, ucząc swoich synów podstaw hokeja.

 - Moim zdaniem każdy mieszkaniec Brantford ma jakąś swoją historię związaną z Walterem. To był gość, który jechał autem, zobaczył cię, że idziesz i od razu padała propozycja podwiezienia, bo na przykład jest za zimno lub za gorąco na spacery - podsumowuje Szczechura.

Dzięki ojcu był na szczycie, ale pozostał "normalny"

Dzieci Waltera często składały mu propozycję przeprowadzki, zbudowania nowego domu, ale on zawsze odmawiał. 

 - Wayne był podobny do swojego ojca - opowiada Szczechura - Widać było, że Walter przekazał mu swoje dziedzictwo. Gretzky junior, będąc na hokejowym szczycie, kiedy tylko mógł, przyjeżdżał do nas, prowadził z nami zajęcia, rozdawał autografy, rozmawiał. Zachowywał się jak zwykły mieszkaniec Brantford. To było wielkim przeżyciem, móc przebywać w jego obecności - zauważa Szczechura, z nieukrywanym wzruszeniem i ożywieniem.

Dzięki ojcu trafił na szczyt

Do ich domu mógł przyjść każdy i z całą pewnością byłby przyjęty bardzo ciepło, po czym zapoznałby się ze słynną piwnicą. To tam zgromadzone zostały trofea Wayne'a, jego koszulki, fotografie i kije, którymi grał. W obawie przed złodziejami zarówno policja, jak i NHL prosiły Waltera, aby przestał wprowadzać do domu nieznajomych. Nigdy nie posłuchał. Pozwalał dzieciakom ubierać koszulki Wayne'a i poczuć się przez chwilę "The Great One".

- Walter nauczył mnie, żeby mieć czas dla innych ludzi. Byliśmy wszyscy wpatrzeni w niego, a on wiedział, jak wykorzystać swoją pozycję. Szczepił w nas właściwe zachowania, uczył szacunku do drugiego człowieka. Pokazywał nam, że osoby, które stają na naszej drodze, są największym darem - podsumował Paul, który w ekipie "Trójkolorowych" występuje razem z bratem Aleksem.

Nie jest Gretzkym, ale w Polsce ma status gwiazdy

Paul Szczechura, jak każdy inny hokeista, nie dorównał osiągnięciom Wayne'a Gretzky'ego. Jego kariera jest jednak niezwykle bogata, choć nie był draftowany do National Hockey League, zdołał w niej zagrać. Występował w Tampa Bay Lightning w latach 2008-2010, w jednej drużynie z dzisiejszymi i byłymi gwiazdami NHL jak Steven Stamkos, Martin St. Louis, czy Vincent Lecavalier. Później także w Buffalo Sabres w sezonie 2011-12.

Późniejszą część kariery prowadził już w KHL, a ostatnio trafił do Polski, do klubu GKS Tychy. Jednym z czynników, dla którego zdecydował się na ten kierunek, był jego brat Alex Szczechura, który gra w Polsce już od 2015 roku. Młodszy z braci dzięki udokumentowanemu pochodzeniu, uzyskał nawet polski paszport, dzięki czemu został reprezentantem Polski. W kadrze narodowej rozegrał osiem spotkań, w którym strzelił dwa gole. 

Niewątpliwie w tym rodzeństwie to Paul uchodzi za większą gwiazdę. W tym sezonie Polskiej Hokej Ligi zagrał w pięciu spotkaniach rundy regularnej, ale prawdziwe oblicze pokazał w fazie pucharowej. W play-off w ośmiu spotkaniach uzyskał już 10 punktów. GKS Tychy rywalizuje w półfinale rozgrywek z Comarch Cracovią.

Rozmawiali: Michał Ruszel i Dawid Antczak (NHL w PL)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama