Reklama

Reklama

PHL. Comarch Cracovia - GKS Tychy. W piątek szósty mecz finału

Hokeistów GKS-u Tychy czeka w piątek (godz. 19.15 na lodowisku w Krakowie) drugie podejście do "złota", a Comarch Cracovia znów stoi pod ścianą i chcąc przedłużyć nadzieje na obronę tytułu, musi wygrać, bo po pięciu meczach przegrywa 2-3. - Może dojść do siódmego spotkania - ocenia Roman Steblecki, były olimpijczyk, dwukrotny król strzelców polskiej ligi i legenda "Pasów".

Tyszanie rozpoczęli finały w roli faworytów, co potwierdziły dwa zwycięstwa na otwarcie rywalizacji. Cracovia wygrała starcie nr 3, ale gdy dzień później tyszanie odnieśli zwycięstwo w Krakowie, brakowało im już tylko jednej wygranej do zdobycia tytułu. Krakowianie nie pozwolili im jednak postawić kropki nad "i" w środowym meczu w Tychach. Po pięciu bojach GKS prowadzi więc 3-2 i w piątek na tafli w Krakowie po raz drugi spróbuje zakończyć finałową walkę.

W sezonie zasadniczym tyszanie wygrali pięć z sześciu meczów z Cracovią, ale w finałach widać, jak trudno odnieść dwa zwycięstwa z rzędu, bo każda wygrana okupiona jest utratą sił, których brakuje w kolejnym, bo na regenerację nie ma czasu, gdy gra się co drugi dzień.

Reklama

- W dwóch pierwszych meczach Cracovia miała szansę, ale wygrał GKS, potem odniosła piękne zwycięstwo, no i w kolejnym meczu rzeczywiście widać było po jej zawodnikach ubytek sił. Można więc powiedzieć, że decydować może to, która drużyna zachowa więcej sił na realizowanie założeń taktycznych. Właśnie to przesądziło w środę. Cracovia wygrała, bo taktyczne zagrała mistrzowsko - ocenia Roman Steblecki.

Wygrywając w środę Cracovia nie tylko utrzymała się w grze, ale po raz pierwszy w finale przełamała rywali na ich lodzie. Przed szóstym meczem ma więc przewagę mentalną, ale czy można powiedzieć, że jest na fali?

- Tak jak w życiu po sukcesach, tak w sporcie po zwycięstwach, do kolejnych wyzwań podchodzi się emocjonalnie, ale trzeba pamiętać, że mecz meczowi nie jest równy. Powinno to być przestrogą dla tych, którzy są w euforii, bo wcale nie jest łatwo wyjść i wygrać drugi mecz z rzędu - przestrzega były wielokrotny reprezentant Polski.

Regularność z jaką tyszanie ogrywali Cracovię w sezonie zasadniczym, niosła ryzyko, że finały nie będą zacięte. Zwrotów akcji i emocji jednak nie brakuje.

- Przed rozpoczęciem serii finałowej byłem przekonany, że będzie sześć-siedem meczów i tak się stało. Naprawdę może dojść do siódmego spotkania. Oceniając po tym, co się wcześniej działo, mistrzem powinien być GKS, ale tytuł zdobywa się w finale. To w nim, właśnie teraz drużyna musi udowodnić, że jest najlepsza - podkreślił Roman Steblecki.

Jeśli Cracovia wygra szósty mecz w piątek w Krakowie, mistrza Polski poznamy w niedzielę 2 kwietnia w Tychach (początek meczu o godz. 19:15).

Mirosław Ząbkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama