Reklama

Reklama

MMKS Podhale Nowy Targ - mieszanka młodości z odrobiną rutyny zabójcza dla rywali

​- Cieszę się niezmiernie, bo znowu triumfuje polski hokej. To kolejny dobry prognostyk przed MŚ w Krakowie - powiedział nam prezes PZHL-u Dawid Chwałka podczas ceremonii wręczania brązowych medali mistrzostw kraju hokeistom MMKS-u Podhala Nowy Targ. W małym finale młode "Szarotki" zasłużenie ograły naszpikowany przepłaconymi gwiazdami zza granicy KH Ciarko Sanok.

Pierwszej damie polskiego hokeja - prezes Agacie Michalskiej udało się zbudować oparty na wychowankach klub, z którym utożsamia się każdy mieszkaniec nie tylko Nowego Targu, ale całego Podhala, a gratulacje dla "Szarotek" napływają z całego kraju. Mało tego,  lodowisko "Szarotek" odwiedzały całe rodziny. Widok matek z kilkuletnim dzieckiem na kolanach w Nowym Targu nie jest rzadkością, tylko normą.

"Podhale od kołyski aż po grób"

Na czym polegał hokejowe know-how prezes Michalskiej?

Jego punkt najważniejszy głosił: zaufaj swoim wychowankom, pozwól im popełniać błędy, na nich się nauczą i szybko odpłacą na lodzie.

Reklama

21-letni Damian Zarotyński, dwudziestolatkowie: Damian Tomasik , Filip Wielkiewicz, Dawid Olchawski, 19-latek Patryk Wronka,  18-latek Oskar Jaśkiewicz - ci ludzie już wygrywają, a przyszłość należy również do nich.

- Jaśkiewicz jeszcze przez dwa lata będzie miał prawo gry w Centralnej Lidze Juniorów, ale wprowadzam go do gry w meczu o brąz z Sanokiem. Niech chłopak pozna, na czym polega play-off - powiedział nam przed wczorajszym meczem trener Górali Marek Ziętara.

Liderami byli - rzecz jasna - nieco starsi, na czele z weteranem Jarosławem Różańskim (39 lat), Krystianem Dziubińskim (27) i Dariuszem Gruszką (27).

- Byłem dla nich trochę jak starszy brat. Wykonaliśmy tytaniczną pracę  przez cały sezon - nie kryje "Różak".

- Ta drużyna miała w sobie to "coś", co powodowało, że ludzie coraz tłumniej przychodzili ją oglądać i wierzę, że tak będzie dalej - powiedziała prezes Agata Michalska.

Podhale nie jest dla tych chłopców przechodnim miejscem pracy. To ich dom, całe życie. Patryk Wronka, którego ojciec Adam strzelał gole dla drużyny "Szarotek", która pod batutą Walentego Ziętary (ojciec Marka) sięgnęła po mistrzostwo kraju w 1987 roku, tuż po końcowej syrenie w meczu z Sanokiem rzucił się, by wspólnie z kibicami śpiewać: "Małe miasto, lecz wielki klub. Podhale od kołyski aż po grób!".  

Młody polski trener nie musi być gorszy od obcokrajowca


Drugim kluczem do sukcesu Podhala był trener. Górale postawili również na swojego człowieka, próbując przełamać ligowy trend stawiania na nie zawsze sprawdzonych fachowców z Czech i ze Słowacji (oprócz Podhala Polacy pracują jeszcze w Opolu - Jacek Szopiński, Janowie - Waldemar Klisiak i Bytomiu - Mariusz Kieca). To dosyć dziwne, że na naszych trenerów stawiają tylko najuboższe kluby.

Marek Ziętara to ciągle młody polski szkoleniowiec, a już sporo osiągnął. Najpierw, w 2010 roku był asystentem Milana Janczuszki i wspólnie doprowadzili "Szarotki" do mistrzostwa Polski, a później samotnie poprowadził KH Ciarko Bank PBS Sanok do triumfu w sezonie 2011/2012. Teraz dokonał nie lada wyczynu, zdobywając brązowy medal ze skromną kadrowo drużyną.


- W kontrakcie miałem zapisany okres trzech lat na wprowadzenie zespołu - przy skromnych wydatkach - do strefy medalowej. Udało się to zrobić z rocznym wyprzedzeniem, po dwóch latach, więc za rok będziemy chcieli potwierdzić, że Podhale już na stałe powróciło do krajowej czołówki - powiedział nam Marek Ziętara.


Receptą na sukces - według niego - była atmosfera w szatni. Pomógł ją zbudować Różański, którego Ziętara nominował do nagrody "Złoty Kij" redakcji katowickiego "Sportu" za postawę w całym sezonie.

- Atmosfera jest niesamowicie ważna, bo drużyna musi chcieć wygrywać, prezentować monolit, walczyć - podkreśla Ziętara.

- Ważnym czynnikiem było też dobre przygotowanie fizyczne, co potwierdziły play-offy. Drużyna była zdyscyplinowana, realizowała taktykę obronną, a kontry wychodziły nam wyjątkowo- cieszy się trener.

Ważnymi składowymi sukcesu była też dla Ziętary skuteczna, choć w pełni społeczna praca zarządu i pomoc kibiców.

- Fani wyjątkowo nas wsparli w tym sezonie. Takich tłumów nie było w naszej hali od 2010 roku, gdy z Janczuszką zdobywaliśmy mistrzostwo Polski - przypomina Marek Ziętara.


Zamiast mówić o tym, trzeba robić - szkolenie po polsku


"Najpierw trzeba szkolić, a dopiero później wprowadzać limity na obcokrajowców" - to stara śpiewka większości działaczy klubowych. Sęk w tym, że sami za to szkolenie nie chcą się wziąć, choć to najtańsza i najlepsza droga do sukcesu. Na dodatek realizujący wyzwanie pracy u podstaw.

- Myślę, że pokazaliśmy całej Polsce, w jakim kierunku należy podążać - nie mija się z racją Agata Michalska.


Autor: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje