Reklama

Reklama

Media nokautują Leszka Laszkiewicza, a Daniel zbiera żyletki

Golenie brody, wybite zęby i bójki na lodzie - to tylko niektóre tematy, które poruszali hokeiści Cracovii, Daniel i Leszek Laszkiewiczowie, podczas pojedynku na słowa w specjalnie przygotowanym ringu, w Pubie Sportowym "Ring" w Krakowie. Bracia Laszkiewiczowie byli gośćmi pierwszego spotkania nowego cyklu "Gwiazdy w Ringu".

- Tam gdzie jest krążek, tam jestem ja, tam jest brat, pomagamy sobie wszędzie. Wszyscy to widzą i wiedzą, że jak ktoś podejdzie do brata to ja jestem za nim i odwrotnie - zapewniał Leszek Laszkiewicz. Wszyscy zgromadzeni w pubie widzowie z każdej wypowiedzi braci mogli wywnioskować, że wiele łączy ich nie tylko na lodzie, ale także poza nim - mimo, że z ust obu nierzadko padają także ostre słowa. - Czasami się kłócimy, Leszek ma do mnie pretensje. Ale w drużynie jest tak jak w rodzinie i często ze sobą rozmawiamy - jak zagrywać krążek, gdzie. Gramy dla drużyny, a nie dla własnych osiągnięć, bo wygrywa zespół, a nie indywidualności - mówił drugi z braci.

Reklama

Podczas rozmowy goście wrócili też pamięcią do zeszłorocznego spotkania z Sosnowca, podczas którego doszło do bokserskiego starcia Leszka Laszkiewicza z zawodnikiem Zagłębia, Teddym da Costą. O hokeistach Cracovii było wówczas głośno w mediach. A co powiedział na ten temat sam zawodnik Cracovii, bezpośredni uczestnik zajścia? - Naprawdę nic wielkiego się nie stało. Znawcy hokeja komentowali, że powinny być dwie minuty kary i tyle. Ja miałem tyle telefonów, że życia nie miałem kompletnie. Pierwsze trzy dni nie mogłem od tego spać, aż mnie głowa bolała. Czułem się bardziej znokautowany niż jakbym się z Teddym pobił jeszcze bardziej, gdybym stracił zęby.

W tegorocznych rozgrywkach Cracovia jest już o krok od awansu do finału mistrzostw Polski. A żeby po raz kolejny potwierdzić dominację na krajowych lodowiskach, zawodnicy podtrzymują tradycję i nie golą się od początku fazy play-off. - Zawsze zapuszczamy brody. Zresztą tak jest też w całym hokejowym świecie. Broda trochę przeszkadza - żony, dziewczyny, nie mogą na nas patrzeć. Najlepsze jest to, że po ostatnim meczu w Krakowie przynajmniej nie musimy kupować żyletek, bo kibice rzucają je nam na lód. Zbieramy żyletki i później golimy się w szatni - tak o swojej (i brata) pokaźnej już brodzie opowiadał Daniel Laszkiewicz.

W spotkaniu wzięła udział spora grupa kibiców Cracovii, która spontanicznymi przyśpiewkami sprawiła, że hokeiści czuli się jak u siebie na tafli. Spotkanie poprowadził Damian Juszczyk.

Dowiedz się więcej na temat: Kraków | media | Daniel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje