Reklama

Reklama

Jarosław Kuc: Poziom ligi był kiedyś zdecydowanie wyższy

Doświadczony obrońca Jarosław Kuc, który ma za sobą ponad 550 spotkań w PLH, zdradził dlaczego zdecydował się zrezygnować z gry w kadrze. Ocenił także obecny poziom ligi i wyraził nadzieję, że w lidze będzie grać więcej dobrych obcokrajowców.

Jak ocenisz niedawno zakończony sezon w wykonaniu Zagłębia pod względem sportowym?

Jarosław Kuc, obrońca Zagłębia Sosnowiec: - Cel minimalny został osiągnięty. Pierwszą rundę przespaliśmy i zdobyliśmy za mało punktów. Oczywiście mogliśmy być bliżej czwórki i powalczyć o lepsze miejsce. Jednak szósta lokata nie jest zła, bo byliśmy praktycznie cały czas w bezpiecznym miejscu w lidze.

Od lat Zagłębie boryka się z problemami organizacyjno-finansowymi, dlaczego w tak dużym mieście występuje taki problem?

Reklama

- Myślałem, że jak została założona spółka, to będzie lepiej, ale ciągną się za nami długi, które trzeba było pospłacać, by dostać licencje. Te duże koszty ciągnęliśmy za sobą, ale wierzę, że ci ludzie, którzy postanowili założyć spółkę, będą starali się pozyskać sponsorów, bo niewiele brakuje, by powalczyć o wyższe cele. Mam na myśli czterech, pięciu zawodników.

Coraz głośniej mówi się, że kilku podstawowych zawodników odejdzie z Zagłębia. Jednym z nich ma być też Jarosław Kuc...

- Wszystko będzie zależeć od tego jakim budżetem będzie dysponował klub. Ja osobiście wolałbym zostać przy rodzinie, jednak niczego wykluczyć nie można. Konkretnych ofert z żadnego klubu nie dostałem, ale na razie czekam na rozwój sytuacji w Sosnowcu, mam nadzieje że ludzie którzy zdecydowali się utworzyć spółkę, będą potrafili zbudować dobrą drużynę.

Tychy? Cracovia?

- W obu klubach już występowałem, mam miłe wspomnienia z pobytu w tych drużynach. Jednak żadnych ruchów jeszcze nie wykonałem, będę czekał do końca kwietnia na decyzje w Zagłębiu. W maju drużyny rozpoczynają treningi, więc do tego czasu wszystko się powinno wyjaśnić.

W ostatnich sezonach nękały cię kontuzje, czy ten pech już się zakończył?

- W tym sezonie oprócz choroby poważniejsze kontuzje mnie omijały. Myślę, że dobrze przepracowany okres letni zaprocentował tym, że udało się zagrać większość meczów. Jednak we wcześniejszych sezonach miałem problemy z urazem oka czy pachwiny. Mam nadzieję, że to już za mną.

Nigdy na stałe nie zagościłeś w reprezentacji Polski, dlaczego? Czy to była twoja osobista decyzja, czy wybór selekcjonerów?

- Powiem szczerze, że na początku mojej gry w reprezentacji nie było problemu z przyjazdami. Jednak zraził mnie jeden z wcześniejszych selekcjonerów, dlatego postanowiłem, że wolę poświęcić czas rodzinie, niż jeździć na zgrupowania. Teraz oczywiście się to wszystko poprawiło, zawodnicy mają lepsze warunki, codzienne diety, wcześniej tego nie było.

Gra z orzełkiem na piersi jest marzeniem każdego zawodnika?

- Oczywiście, że tak, zawsze jak reprezentowałem Polskę, to byłem z tego dumny. Nie udało mi się nigdy zagrać na mistrzostwach świata, ale nie żałuję. Występowałem w młodzieżowych reprezentacjach, grałem z dwudziestką w elicie, co teraz jest niemożliwe. Kiedyś z różnych powodów odmawiałem gry w kadrze, ale jak mówiłem - wiele się od tego czasu zmieniło.

Jeśli obecny trener Wiktor Pysz widziałby cię w składzie reprezentacji, to przyjechałbyś?

- Mam już swoje lata i nie wiem czy pasowałbym do reprezentacji. Ale jak patrzę na Piotrka Sarnika, który przeżywa drugą młodość, to twierdzę, że wszystko jest możliwe. Obecnie nie zastanawiam się nad tym, ale nigdy nie mów nigdy.

Kto cię najbardziej zaskoczył a kto rozczarował w tym sezonie?

- Z drużyn najbardziej zaskoczyła mnie postawa Cracovii. Z tego klubu odeszło wielu zawodników, ale mimo to potrafili bez większego problemu awansować do czwórki i wywalczyć wicemistrzostwo Polski. In minus - na pewno brak w czwórce GKS-u Tychy, jednak trzeba podkreślić, że przez praktycznie cały sezon nękały ich kontuzje.

Indywidualnie doceniłbym pierwszy atak Cracovii. Leszek, Damian i Piotrek zdobyli ponad 200 punktów i stanowili o sile zespołu. Dodałbym jeszcze pierwszą obronę Sanoka Mojżisza i Dronię, którzy cały sezon prezentowali dobrą dyspozycję. Indywidualnych rozczarowań nie chciałbym wymieniać.

Zgodzisz się ze słowami Leszka Laszkiewicza, że polski hokej nie stoi w miejscu, ale się cofa?

- Zgadzam się z tymi słowami. Jak zaczynałem swoją przygodę w ekstralidze, to poziom był zdecydowanie wyższy, grało więcej utalentowanych młodzieżowców i obcokrajowców. Prosto z SMS-u trafialiśmy do pierwszej drużyny i walczyliśmy o miejsce w składzie. Teraz to się zmieniło jest mniej zawodników mogących od razu wejść do drużyny. Myślę, że ten nasz poziom idzie w dół, co widać po pierwszej reprezentacji, gdzie gra i ilu młodych zawodników stanowi o jej sile.

Coraz mniej zawodników z SMS-u trafia do ekstraligi, dlaczego?

- Myślę, że to nie warunki decydują, że coraz mnie talentów trafia do SMS-u, warunki do nauki i trenowania na pewno są tam dobre. Ale teraz do SMS-u idą zawodnicy, by zająć tam tylko miejsce, nie wszyscy najlepsi tam trafiają. Dlaczego? Młodzi teraz wolą zostać w swoich klubach, powalczyć o miejsce w składzie, a do tego zarobić jakieś pieniądze. Nie wiem czy to aż tak dobre rozwiązanie. Kiedyś jak nasz rocznik był w szkole, to później większość od razu z dobrym skutkiem grała w ekstralidze, teraz tej młodzieży coraz mniej, co widać po wynikach i składach reprezentacji młodzieżowych.

Czy liga powinna być bardziej otwarta dla obcokrajowców?

- Jestem za, lecz pod warunkiem, że będą to zawodnicy od których nasi młodzi zawodnicy będą się czegoś uczyć. Bo nie raz bywało tak, że obcokrajowiec grał tylko dlatego, że był obcy a nie lepszy od naszego młodego zawodnika, któremu blokował miejsce w składzie. Jestem za tym, by w lidze byli tacy zawodnicy jak Vozdecky, który umiejętnościami przewyższa innych zawodników i wiele można się od niego nauczyć. Tylko dobrymi obcokrajowcami możemy podnieść poziom ligi, tym samym utalentowana młodzież miałaby się od kogo uczyć.

Rozmawiał Sebastian Królicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL