Reklama

Reklama

Hokejowa ekstraklasa. Kluby czekają na skład ligi i terminarz

​Kluby solidnie trenują, mają poukładane składy, już zaczęły, bądź lada moment zaczną treningi na lodzie. Dotyczy to: GKS-u Tychy, Comarch/Cracovii, MMKS/Podhala, JKH GKS Jastrzębie-Zdrój, Orlika Opole, Unii Oświęcim, STS-u Sanok. Brakującym (na razie) elementem jest tylko odgórna organizacja, zapięcie tego w całość pod nazwą Polska Liga Hokejowa i zapewnienie w miarę wysokiego poziomu.

Prezes PZHL-u Dawid Chwałka deklaruje, że do końca tygodnia znany będzie skład ligi i terminarz.

Mamy nadzieję, że tym razem licencji na ekstraklasę nie dostaną kluby-widma. Takie, które do tej pory nie przeprowadziły ani jednego treningu, co więcej, nie zatrudniły żadnego zawodnika, a w zeszłym sezonie były dostarczycielami punktów.

Jeśli liga ma zrobić postęp, potrzebne są w niej w pełni, albo chociaż w połowie zawodowe kluby. GKS Tychy i Cracovia mają ambicję gry w Lidze Mistrzów. Tyszan czeka w tym roku próba ognia w jej namiastce - w Pucharze Kontynentalnym. Jeśli dwa na trzy spotkania w lidze będą spacerkami, szturmowanie Europy będzie skazane na niepowodzenie.

Reklama

Kasa PZHL-u jest pusta, dlatego jak na zbawienie związek czeka na chętnych do wpłacenia 100 tys. zł za dziką kartę na występy w ekstraklasie. Jeśli to zrobi Nesta Toruń, to będzie jeszcze pół biedy. "Stalowe Pierniki" montują skład. Dobrych Polaków już nie znajdą, gdyż ci mają kontrakty w innych klubach, ale sprowadzają posiłki ze Wschodu (ostatnio Białorusinów - Jauhiena Żylinskiego i Stanislaua Kamkę).

Gorzej, jeśli do ligi zostanie dopuszczony jakiś klub-widmo, jak w zeszłym roku HC Katowice.

Polska powinna pójść drogą szwajcarską. Wprowadzić żelazne zasady licencyjne. Jeśli na początek spełni je choćby nawet tylko sześć klubów, to trudno, gramy w takim składzie. Ale tylko w ten sposób polski hokej może się pozbyć działaczy, którym rosną brzuchy, ale dla hokeistów pieniędzy nie mają. I tylko zmieniają szyldy swych klubów, wraz z każdą upadłością.

Jedynym poważnym sponsorem w hokeju jest Comarch. Jego prezes i właściciel Cracovii Janusz Filipiak mógłby inwestować jeszcze więcej, ale na razie, bez dobrej odgórnej organizacji, nie widzi takiego sensu.

- W Comarch/Cracovii buduje się duża drużyna. PZHL ciągle się organizuje i czekamy na szczegóły rozgrywek. Klubów jest bardzo dużo, bo mówi się, że nawet 12 może przystąpić do nowego sezonu. Według mnie jest to bez sensu. Nie wiem, czy Cracovia będzie mistrzem, ale na pewno będzie sytuacja, że będziemy wygrywać tak wysoko, że to przestanie mieć sens - obawia się prof. Filipiak w rozmowie z Interią.

- Ciągle jeszcze szukamy odpowiednich zawodników, bo mamy miejsca w drużynie. Tylko nie chcemy, tak jak w minionych latach, "odrzutów" z lepszych lig. Czyli hokeistów, którzy przychodzą do nas na emeryturę. Chcemy uniknąć takich sytuacji, dlatego ciągle się rozglądamy - dodaje.

- Liga Mistrzów jest realna. Są mocne obietnice i jej władze są zainteresowane, żeby bezgotówkowo zainwestować w polski hokej. Wszystko po to, by odzyskał dawny blask - zdradza prezes "Pasów".

Tu znajdziesz o tym, jak hokejowa Liga Mistrzów zawitała do Krakowa

- PZHL wciąż rozmawia z Krakowem na temat przyszłorocznych mistrzostw świata. Zobaczymy co z tego wyniknie, ale uważam, że taka impreza powinna się odbyć w Tauron Arenie Kraków. Zarówno IIHF, jak i władze hokejowej Ligi Mistrzów wyraźnie wskazują na ten obiekt. Próby przenoszenia imprezy do Katowic są trochę niepoważne ze strony polskich władz hokejowych - nie kryje Janusz Filipiak. 

Michał Białoński, Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy