Reklama

Reklama

GKS Tychy mistrzem Polski. Michał Kotlorz: Czuliśmy się silni

- W obecnym sezonie było inaczej niż wcześniej, gdy przegrywaliśmy w finale z Cracovią. Wyciągnęliśmy wnioski, czuliśmy się silni i wierzyliśmy do końca - powiedział Michał Kotlorz, kapitan GKS Tychy po zdobyciu tytułu mistrza Polski w hokeju.

Tyszanie wywalczyli trzeci złoty medal w historii pokonując w finale Tauron KH GKS Katowice. W serii do czterech zwycięstw wygrali 4-1.

Michał Kotlorz (kapitan GKS Tychy): - Dla mnie to spełnienie marzeń. Jestem wychowankiem Tychów, jestem z tego miasta, jako młody chłopak zawsze marzyłem, żeby grać w tej drużynie, a teraz zdobyłem mistrzostwo i to jeszcze będąc kapitanem.

- W pierwszej i drugiej tercji przeważaliśmy, mieliśmy sporo sytuacji, natomiast GKS grał bardzo uważnie w obronie. Mecz był na styku, ale bardzo się cieszę, że w dogrywce stworzyliśmy tę sytuację i zdobyliśmy bramkę.

Reklama

- GKS po dwóch pierwszych wysokich przegranych wyciągnął wnioski i było to widać już w meczach w Katowicach. W czwartek mieli nóż na gardle, musieli na sto procent wracać do obrony. Wiedzieliśmy, że już się tak nie otworzą i nie będzie łatwo zdobyć bramki. Tak właśnie było.

- W obecnym sezonie było inaczej niż wcześniej, gdy przegrywaliśmy w finale z Cracovią. Wyciągnęliśmy wnioski, czuliśmy się silni i wierzyliśmy do końca. Myślę, że zimny prysznic w postaci przegranej w Katowicach dużo dał nam do myślenia i dlatego dziś wygraliśmy.

- Teraz będzie czas na świętowanie i odpoczynek. Dzisiaj szczęśliwy dzień dla Tychów!

Patryk Wronka (Tauron KH GKS Katowice): - Na pewno dzisiejszy mecz był lepszy niż pierwsze dwa finałowe, które oddaliśmy za łatwo. Dzisiaj walczyliśmy, na ile mogliśmy. Było nas strasznie mało, na dodatek wypadł jeszcze Jesse Rohtla. Chwała za cały sezon, bo wykonaliśmy naprawdę dobrą robotę. Mimo porażki, jesteśmy zadowoleni, że doszliśmy tak daleko. Dzisiaj mamy srebro, zobaczymy, co będzie za rok. To był szybki mecz, czują to moje nogi, ale naprawdę oddaliśmy całe serce. Trudno, ktoś musiał przegrać.

Edyta Bieńczak, MZ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy