Reklama

Reklama

GKS Tychy - JKH Jastrzębie 4-1 w 4. finale PHL

W czwartym meczu finałowym Polskiej Hokej Ligi GKS Tychy pokonał na własnym lodzie JKH Jastrzębie-Zdrój 4-1 i stan rywalizacji do czterech zwycięstw wyrównał na 2-2. W II tercji polała się krew po tym, jak przypadkowo został zraniony reprezentant Polski Adam Bagiński.

Po triumfie w pierwszym meczu tyszan, jastrzębianie zdołali odwrócić losy rywalizacji, wygrywając najpierw u siebie, a później - w sobotę - w Tychach 2-0.

Trener tyszan - Jirzi Szejba, po sobotniej porażce dokonał roszad. M.in. nowotarżanie Kacper Guzik i Marcin Kolusz z czwartego ataku powędrowali do pierwszej formacji, a ich miejsce w ostatnim ataku gospodarzy zajęli Patryk Kogut i Josef Vitek.

Już w 25. sekundzie mocno strzelał Kolusz, ale Przemysław Odrobny pewnie obronił. 

Tyszanie od początku byli aktywniejsi. W 7. min atakowali w dwóch na jednego, ale podanie Jakuba Wanackiego do Josefa Vitka przeciął Leszek Laszkiewicz.

Za moment bramce gospodarzy zagroził Mateusz Danieluk, lecz Sztefan Żigardy zatrzymał zmierzający w krótki róg krążek.

W 9. min do boksu kar powędrował Laszkiewicz, który wytrącił kija z rąk Radosławowi Galantowi. Gospodarze nieporadnie grali w przewadze, w ogóle nie zagrozili bramce Odrobnego.

Reklama

Tyszanie walili głową w mur, a Maciej Urbanowicz wywalczył krążek w ich tercji, wyłożył go jak na tacy Michalovi Plichcie, który bez przyjęcia trafił w lewy róg i Żigary był bez szans!

Podopieczni Jirziego Szejby dwoili się i troili. Jarosław Rzeszutko próbował strzałów nawet z zerowego kąta, ale takimi nie da się pokonać "Wiedźmina".

W końcówce I tercji znacznie bliżej drugiej bramki - niż tyszanie wyrównującej - byli goście. Laszkiewicz zatańczył z krążkiem za bramką Żigardiego, wyłożył "gumę" Janowi Steberowi, ale ten nie trafił, celując w długi róg.

- Ciężką nam będzie odrobić tę stratę, ale nasza gra wygląda lepiej niż w sobotę - powiedział po I tercji w TVP Sport środkowy tyszan Adrian Parzyszek.

JKH lepiej zaczął II tercję, bliski podwyższenia na 0-2 był Laszkiewicz, ale później karę - i to w strefie ataku - złapał Michał Plichta i gospodarze po raz drugi grali w przewadze.

Tym razem tyszanom udało się stworzyć zagrożenie - Kolusz zza bramki podał do nadjeżdżającego Maksima Kartoszkina, ale ten nie trafił na bramkę Odrobnego.

W 31. min reprezentant Polski - Adam Bagiński został przypadkowo zraniony kijem przez Tomasza Protivnego i z krwawiącą twarzą zjechał do boksu. Konieczne było szycie rany.

W 33. min Jakub Witecki oddał strzał z prawej strony, Odrobny obrobił kijem, z bliska, z powietrza dobijał Vitek, ale tę próbę reprezentacyjny bramkarz jastrzębian pięknie złapał!

W rewanżu Plichta przedarł się pod bramkę miejscowych, lecz uderzył z bekhendu niecelnie.

Za moment Josef Vitek wyrównał! Dostał podanie od Witeckiego, trafił w słupek, tak odbity krążek odbił się od parkana Odrobnego i wpadł do bramki! Co ciekawe, jastrzębianie dali się wówczas skontrować, gdyż zapędzili się do przodu!

Sędzia Włodzimierz Marczuk obejrzał jeszcze zapis wideo, by upewnić się, czy krążek wpadł do bramki, zanim została ona ruszona, ale powtórka rozwiała jego wątpliwości.

Bagiński pokazał charakter. Z zaszytą raną wrócił do gry na trzy minuty przed końcem II odsłony.

Na początku III tercji tyszanie wyszli na prowadzenie! Josef Vitek strzelił z prawej strony, krążek odbił się od kija Jana Stebera, przez co przelobował zaskoczonego Odrobnego!

Za moment GKS prowadził już 3-1! Radosław Galant wykonał piruet z rywalem na plecach i z ostrego kąta wypalił w okienko długiego rogu! "Wiedźmin" był już na kolanach i nie zdołał zatrzymać tego krążka!

Trener jastrzębian - Robert Kalaber wziął czas, ale nie zmienił bramkarza. Jego ekipa ruszyła do natarcia. Mateusz Danieluk mógł zniżyć na 2-3, lecz przegrał pojedynek z Żigardym w 46. min. Za moment przed bramką tyszan znalazł się Roman Bondariew, lecz zatrzymał się na parkanie czeskiego bramkarza.

- Tyszanie powinni postawić jakiś ołtarz Żigardiemu, bo broni niesamowicie - żartował w TVP Sport Mariusz Czerkawski.

Później Michal Plichta wychodził san ma bramkarza, gdy w ostatniej chwili, rzucając się na lód, wybił mu krążek Jaroslav Hertl.

W 55. min Plichta doznał kontuzji kolana, próbując zatrzymać pod bandą zatrzymać rosłego Hertla. Koledzy pomogli Plichcie opuścić lód, wygląda to na poważniejszy uraz.

W 58. min, po faulu Richarda Bordowskiego na szarżującym Nicolasie Beschu, tyszanie grali w przewadze i wykorzystali ten okres. Besch uderzył spod niebieskiej, a zasłaniający widoczność Odrobnemu Kolusz z bekhendu dobił krążek o łyżwę bramkarza i tak wpadł on do siatki! "Wiedźmin" zostawił lukę przy krótkim słupku i tam wpadła "guma". 


4. finał PHL:

GKS Tychy - JKH Jastrzębie-Zdrój 4-1 (0-1, 1-0, 3-0)

Bramka: 0-1 Plichta (15:01 Urbanowicz, Steber), 1-1 Vitek (35. z podania Witeckiego), 2-1 Vitek (43:14 Sokół, Witecki), 3-1 Galant (44:37), 4-1 Kolusz 57:18 Besch w przewadze).

GKS Tychy: Żigardy - Besch, Kotlorz; Guzik, Kartoszkin, Kolusz - Ferenc, Hertl; Woźnica, Galant, Bagiński - Pociecha, Sokół; Witecki, Rzeszutko, Kuzin - Mojżisz, Wanacki; Kogut, Parzyszek, Vitek.

Trener: Jirzi Szejba

JKH GKS Jastrzębie: Odrobny - Rompkowski, Nemeczek; Laszkiewicz (2), Bondariew, Bordowski (2) - Bryk, Górny; Urbanowicz, Steber, Plichta (2) - Ałeksiuk, Protivny; Danieluk, Polodna, Ł. Nalewajka - Bigos, Pastryk; Przygodzki, Marzec, R. Nalewajka.

Trener: Robert Kalaber

Sędziują: Włodzimierz Marczuk i Paweł Meszyński.

Kary 0 oraz 6 min.

Widzów: 3 tys. (komplet).

Stan rywalizacji do czterech zwycięstw 2-2, piąty mecz 1 kwietnia o godz. 18:30 w Jastrzębiu-Zdroju.

Autor: Michał Białoński


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje