Reklama

Reklama

Finał PP w hokeju. Odrobny: Organizacyjnie jesteśmy na coraz wyższym poziomie

- Jak nie wprowadzimy jakiejś regulacji, to polscy bramkarze wkrótce będą przeszłością. Z regularnie broniących Polaków w lidze zostałem tylko ja i Rafał Radziszewski - powiedział w rozmowie z Interią bramkarz hokejowej reprezentacji Polski i JKH Jastrzębie-Zdrój - Przemysław Odrobny.

Odrobny i jego JKH zagra w turnieju finałowym o Puchar Polski. W sobotę, o godz. 15:30 JKH Jastrzębie zmierzy się z GKS-em Tychy, a o godz. 19 Comarch/Cracovia spotka się z KH Ciarko PBS Bank Sanok. W niedzielę, o godz. 18:30 zostanie rozegrany finał. Wszystkie mecze w Kraków Arenie.

Interia: Przed Wami Puchar Polski, który rozegracie w sobotę. Nie jesteś zmęczony po wypadzie z kadrą do Mediolanu i po spotkaniu z Podhalem, w którym obroniłeś sporo strzałów?

Reklama

Przemysław Odrobny, bramkarz JKH Jastrzębie-Zdrój i reprezentacji Polski: -  W meczu z Podhalem faktycznie nie narzekałem na brak pracy. Rywale oddawali sporo strzałów, grunt, że udało się wygrać. Cała drużyna zapracowała na to zwycięstwo.

- Ale po Mediolanie nie jestem zmęczony, bo broniłem tylko w drugim meczu z Włochami (w pierwszym między słupkami stanął Rafał Radziszewski - przyp. red.). To nie był Ice Hockey Challenge, gdzie jeden bramkarz w trzy dni broni trzy mecze. Treningi na zgrupowaniu były bardzo ciężkie, tak jak to jest na kadrze. Ćwiczyliśmy po dwa razy dziennie.

Jak zapatrujesz się na rywalizację z Tychami w półfinale Pucharu Polski? Tyszanie ostatni mecz z Naprzodem wygrali walkowerem i to powinno zadziałać na Waszą korzyść, bo rywal mógł wypaść z rytmu?

- Wigilię mamy wolną, z rodziną spędzimy też pierwszy dzień świąt do popołudnia, bo wieczorem tego dnia zaczniemy przygotowania i w Boże Narodzenie będziemy się koncentrowali na tym meczu.

- Nie można za szybko zacząć tej koncentracji, bo można się "przesterować". Oczywiście wcześniej były analizy z kim się gra w Pucharze Polski i jaką taktyką, ale dopiero od wieczora w Boże Narodzenie zaczniemy się koncentrować na rywalizacji w Pucharze Polski.

Lubisz grać z Tychami, bo wydarzenie będzie niesamowite. Zanosi się na rekord frekwencji - w Kraków Arenie ma zasiąść ponad 10 tys. widzów!

- Super! To świetna informacja, że jest tyle biletów sprzedanych na finał Pucharu Polski. Przy pełnych trybunach gra się zupełnie inaczej, gra się dla tych kibiców, są emocje, jest atmosfera, kibice "niosą" ten mecz.

- Rywalizacja z Tychami jest taka sama jak z każdą inną drużyną z czołówki. Czy to byłaby Cracovia, czy to byłby Sanok, mentalnie podeszlibyśmy do meczu w ten sam sposób, różnicą jest dobór taktyki.

Jak odbierasz to, co się dzieje z polskimi bramkarzami? Trochę stajecie się jak dinozaury, powoli "wymieracie", w lidze zostało Was tak niewielu, że trener reprezentacji Jacek Płachta ostatnio przywrócił do kadry Rafała Radziszewskiego, a także powołał nawet Czecha Ondreja Raszkę, który na razie nie ma polskiego paszportu.

- Jest to problem, rozmawialiśmy o nim ostatnio na kadrze. Tak naprawdę w lidze bronię tylko ja i Rafał Radziszewski, pozostali chłopaki grają śladowo, są zdominowani przez obcokrajowców i dobrze nam to nie wróży. Przecież polski hokej potrzebuje też bramkarzy. Ondrej nie ma paszportu, to nie może bronić.

Szkoda Kamila Kosowskiego, który miał próbował się zahaczyć w silniejszej lidze słowackiej, w Żylinie, ale od końca października jest bez klubu.

- Fajnie by było, aby polscy bramkarze na stałe wywalczyli sobie miejsce w lidze silniejszej od polskiej, ale to nie jest proste. Trzeba by było poznać dobrego agenta, który ma kontakty. Wtedy próbować wejść tam, do silniejszej ligi, i - gdyby forma dopisała - próbować tam zostać.

- Problem braku polskich bramkarzy w lidze trzeba jakoś rozwiązać. Albo przywrócić przepis, że obcokrajowiec w bramce liczony jest za dwóch w polu, albo regulację, że grają w bramce tylko Polacy. Bez tego żaden młody talent nic nie wskóra. Konieczne jest ogranie.

Jak traktujesz wygrany dwumecz z Włochami? To dobry prognostyk, nawet wziąwszy pod uwagę fakt, że tak jak nam brakowało pięciu dobrych graczy, tak oni mieli tylko czterech uczestników ostatnich MŚ elity.

- Nie można powiedzieć, że to były słabe Włochy, bo ich liga jest na wyższym poziomie niż nasza i zawodnicy prezentują wysokie umiejętności. Wygraliśmy ze spadkowiczem z elity, to budujące, ale nie możemy popadać w euforię. Schodzimy na ziemię i kontynuujemy ciężko pracę, by być w najlepszej formie na kwietniowe MŚ w Krakowie.

Jak wyglądają sprawy organizacyjne w kadrze? Do niedawna mieliście niewypłacone premie za awans na MŚ Dywizji IA.

- Teraz mamy już wszystko wypłacone. Mieliśmy termin wypłaty z prezesem Chwałką ustalony na 26 grudnia, a pieniądze przyszły na nasze konta wcześniej, więc prezes super się wywiązał z obietnicy. Dostaliśmy pieniądze za wszystkie trzy zgrupowania i w tej chwili nie mamy żadnych zaległości. Od strony organizacyjnej wszystko jest na coraz wyższym poziomie. Naprawdę. Cieszę się, że w roli konsultanta kadry został Igor Zacharkin, jest trener bramkarzy Kirył Korenkow.

Właśnie, trener Korenkow był z Wami w Mediolanie? On przecież pracuje także w SKA Sankt Petersburg razem z Zacharkinem i Bykowem.

- Nie chcę się wypowiadać na temat sytuacji Kiryła w Petersburga, są tam różne pomysły. Dla mnie istotne, że był z nami na dwóch ostatnich zgrupowaniach.

Dla Ciebie to chyba świetna rzecz, bo lepszego fachowca od bramkarzy trudno znaleźć.

- Dokładnie. Pracowałem z Kiryłem w zeszły sezonie przez cztery miesiące w Krynicy i choć grałem tam za darmo, to nie żałuję tego. Gdyby drugi raz coś takiego zdarzyło, to też bym się na to zdecydował. Po to, żeby nabrać doświadczenia.

Rozmawiał: Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Przemysław Odrobny | Rafał Radziszewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL