Reklama

Reklama

Finał PHL. Comarch Cracovia - GKS Tychy 3-1 w 2. meczu

Comarch Cracovia pokonała GKS Tychy 3-1 i wyrównała stan rywalizacji (1-1) w finale Polskiej Hokej Ligi. Krakowianie odnieśli zasłużone zwycięstwo, a po tyszanach widać było zmęczenie poprzednimi meczami w play-offach. Teraz mają trzy dni, aby odzyskać świeżość, bo trzeci mecz w niedzielę w Tychach. Mistrzem zostanie zespół, który wygra cztery spotkania.

Hokeiści Cracovii od początku zaatakowali rywali wysokim pressingiem i sprawili tym tyszanom spore problemy. Nie minęło 70 sekund, a krakowianie przechwycili krążek po złym wybiciu przez Johna Murraya, a Filipowi Komorskiemu nie udało się przeciąć podania przed bramkę, Emil Szvec dograł do Marka Tvrdonia i ten strzałem z bliska dał prowadzenie "Pasom".

Gospodarze starali się pójść za ciosem. Bardzo bliski podwyższenia prowadzenia po kontrataku w 8. minucie był Jaakko Turtiainen, ale tyszan uratował słupek.

Trzy minuty później goście wygrali jedną z nielicznych w pierwszej tercji walkę o krążek pod bandą, z dystansu strzelił Michael Kolarz i zasłonięty Miroslav Koprziva skapitulował. Goście oddali tylko cztery celne strzały w pierwszej części, a krakowianie 11. Krótko przed pierwszą przerwą gospodarze odebrali krążek rywalom pod bandą w okolicach bramki i Kasper Bryniczka sprytnym, lekkim strzałem po lodzie trafił do siatki pod parkanem Murraya.

Reklama

Dobrnięcie do finału znacznie więcej sił kosztowało tyszan, więc hokeiści Cracovii starali się narzucić jak najszybsze tempo, żeby zmęczyć rywali i zmusić do błędu. Zwłaszcza w pierwszej części drugiej tercji grali szybko, starając się oddawać jak najwięcej strzałów. Nie potrafili jednak przełożyć przewagi na kolejnego gola.

Tyszanie częściej strzelali niż w pierwszej tercji, co nie zmienia faktu, że ich gra w ofensywie w drugiej części wyglądała blado. Piękną akcję rozegrali w 24. minucie Alex Szczechura i Gleb Klimienko, ale świetnie obronił Koprziva. Po chwili z kontrą na ich bramkę jechał Stephan Csamango, jednak Bartłomiej Pociecha popędził za nim ile sił w nogach i nie pozwolił mu oddać strzału.

W połowie drugiej tercji krakowianie atakowali w przewadze, jednak nie stworzyli groźnej sytuacji. Co więcej, łatwiej przychodziło im zamykanie rywali w ich tercji dopiero wtedy, gdy siły na lodzie się wyrównały. Niczego nie wskórali też, gdy w końcówce drugiej tercji na ławkę kar odesłany został Jarosław Rzeszutko.

Zdecydowanie groźniej było pod krakowską bramką, gdy tyszanie przycisnęli w przewadze na początku trzeciej tercji. Koprziva nie dał się jednak pokonać. Na wysokości zadania stanął też Murray w 48. minucie, gdy jego koledzy nie upilnowali Tvrdonia. Zawodnik Cracovii celował w piątą dziurę, ale bramkarz obronił parkanami.

Im bliżej końca tym większy napór GKS-u. Stanęli przed szansą, gdy siedem minut przed końcem trzeciej tercji karę dostał Tvrdoń i mogli atakować pięciu na czterech. Krakowianie wyszli jednak z tarapatów obronną ręką.

Niespełna trzy minuty przed końcem trener GKS-u Andriej Gusow wziął czas, a po chwili wycofał bramkarza. Gospodarze wyłuskali krążek pod bandą za swoją bramką i Mateusz Bepierszcz trafił strzelając z koła bulikowego.

To nie był koniec emocji, bo już po chwili na ławce kar wylądował Michal Vachovec i tyszanie atakowali sześciu na czterech. Wypracowali sytuację bramkową, ale Koprziva zdążył się przemieścić między słupkami i obronił strzał Klimienki.

Mirosz

Drugi mecz finałowy:

Comarch Cracovia - GKS Tychy 3-1 (2-1, 0-0, 1-0)

1-0 Marek Tvrdoń (01.13; Emil Szvec)             
1-1 Michael Kolarz (10.50; Mateusz Gościński)
2-1 Kasper Bryniczka (19.34; Filip Drzewiecki - Patryk Noworyta)
3-1 Mateusz Bepierszcz (58.00; Kamil Kalinowski)

Kary: 8-6 minut. Widzów 2 400.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje