Reklama

Reklama

Comarch Cracovia - Ciarko PBS Bank STS Sanok 4-3 po karnych w meczu numer 5 półfinału PHL

W piątym boju o awans do finału mistrzostw Polski hokeistów Comarch/Cracovia, po horrorze z karnymi, pokonała Ciarko PBS Bank Sanok 4-3 i do pełni szczęścia potrzebuje jednej wygranej, podczas gdy goście - dwóch. Kolejny mecz w Sanoku.

Cracovia to najlepsza drużyna po części zasadniczej, ale w półfinale, z silnym Sanokiem, idzie jej jak po grudzie. W dzisiejszym meczu pokazała charakter i brakuje jej tylko jednej wygranej, żeby w finale spotkać się z GKS-em Tychy!

"Pasy" zaczęły agresywniej, gra toczyła się głównie w tercji gości. Ale zamiast strzelić gola krakowianie rozgrzali Jasona Missiaena, pod którego bramką brakowało im spokojnej głowy i precyzji.

Najlepszym przykładem była akcja z 8. min, gdy Petr Szinagl, w sytuacji dwóch na jednego, zamiast podawać do Patrika Svitany, strzelił z bekhendu, prosto w "raka" Missiaena. Później Krystian Dziubiński, z bekhendu, trafił w bramkarza, a w 19. min, w sytuacji sam na sam uderzył obok słupka.

Reklama

Ciarko czyhało na kontry. Po pierwszej miało rzut karny, a strzał Bryana Camerona łapawicą odbił Rafał Radziszewski. Po kolejnym wypadzie gości "Radzik" był bezradny. Jared Brown wycofał do Roberta Kosteckiego, a ten wypalił w okienko dalszego rogu.

Stracona bramka wybiła z rytmu "Pasy" na kilka minut. Dopiero w końcówce przycisnęły. W końcowych sekundach I tercji Damian Kapica celował w lewy róg, ale Missiaen przytomnie interweniował odbijaczką

W 30. min "Pasy" grały w podwójnej przewadze, bo sanoczanie - grający w osłabieniu po faulu Nathana Sliwinskiego - popełniły błąd przy zmianie i za nadmierną liczbę graczy na lodzie na karę powędrował Rafał Ćwikła. To był moment zwrotny w meczu. Patrik Svitana dograł przed bramkę do Krystiana Dziubińskiego, a ten nie dał szans Missiaenowi.

"Dziubek" zasługiwał na słowa pochwały, gdyż od drugiej tercji musiał tyrać w dwóch formacjach, bo kontuzja odnowiła się Grzegorzowi Pasiutowi.

Na prowadzenie "Pasy" wyszły 31 sekund później, grając w pięciu na czterech. Rafał Dutka uderzył z dystansu, a Damian Słaboń, dobitką z bekhendu strzelił drugiego gola.

Sanoczanie nie dali za wygraną. Po szybko rozegranym krążku i strzale niemal z zerowego konta, pod samą poprzeczkę, Jareda Browna zrobiło się 2-2 i bój rozgorzał na nowo.

Później niesamowitym sprytem wykazał się Damian Kapica. Wychowanek Podhala Nowy Targ zza bramki nabił nogę bramkarza i w ten sposób zapewnił "Pasom" prowadzenie 3-2.

W III tercji goście z uporem dążyli do odrobienia straty. Mieli nawet dwa okresy gry w przewadze. Najpierw po faulu Damiana Słabonia, a później po wystrzeleniu krążka przez Patryka Wajdę. Gdy pozostały cztery sekundy do końca drugiej kary Tony Vidgren spod niebieskiej wstrzelił krążek, a przed bramką jego tor lotu zmienił Mike Danton i "Radzik" skapitulował, po czym ze złości huknął kijem w poprzeczkę bramki.

Gospodarze mogli sobie pluć w brodę, że Filipowi Drzewieckiemu nie udało się podwyższyć na 4-2, w okresie osłabienia, lecz przegrał pojedynek z Missiaenem.

W 63. min, po błędzie Vidgrena, sam na bramkarza popędził Dziubiński, szukał luki między parkanami, ale Missiaen zdołał odbić krążek kijem!

Doszło do serii rzutów karnych.

Jako pierwszy do karnego podszedł Brown, ale "Radzik" nie dał się zwieść serii zwodów i obronił parkanem.

W rewanżu "Dziubek" znowu nie znalazł luki między parkanami.

Później Michael Cichy zwiódł Radziszewskiego na bekhend i nad parkanem bramkarza strzelił na 0-1.

Wyrównać udało się Drzewieckiemu, trafił między parkanami Missiaena, bez kombinowania.

Bryan Cameron przegrał pojedynek z Radziszewskim, który wybił mu krążek kijem.

Natomiast Svitana uderzył w długi róg i "Pasy" wygrały mecz! Do awansu potrzebują tylko jednej wygranej!

Mecz numer sześć już w czwartek (18.00) w Sanoku.

Ultrasi Cracovii na meczach hokejowych nie dopisują, w tej sytuacji zmobilizowali się pozostali kibice, którzy na ogół pełnią rolę widzów. Jeden z nich przyniósł megafon i zagrzewał pozostałych ludzi do dopingu. Jak podkreślał trener gospodarzy Rudolf Rohaczek, to pomogło zespołowi w odniesieniu kluczowej wygranej.


Comarch/Cracovia - Ciarko PBS Bank STS Sanok 4-3 (0-1, 3-1, 0-1; 0-0; 1-0) karne: 2-1

0-1 Kostecki (7:55 Brown, Cameron), 1-1 Dziubiński (30:01 Svitana, Szinagl w podwójnej przewadze), 2-1 Słaboń (30:32 w przewadze), 2-2 Brown (34:15 Tarasuk, Sliwinski), 3-2 Kapica (36:04), 3-3 Danton (56:06 Vidgren, Cichy), 4-3 Svitana (65:00 decydujący karny).

Comarch/Cracovia: Radziszewski - Rompkowski, Turoń, Svitana, Dziubiński, Szinagl - Wajda (2), Kruczek, Drzewiecki, Pasiut, Guzik - Noworyta, Dąbkowski, Urbanowicz, Słaboń (2), Kapica - Novajovsky, Dutka, Domogała, Kuczewicz, Kisielewski.

Ciarko Sanok: Missiaen - Roberts, Vidgren, Danton, Cichy, Szczechura - Tarasuk, Sproule, Sliwinski (2), Brown. Cameron - Rąpała, Tuominen, Kostecki, Kartoszkin (2), Ćwikła - Demkowicz, Olearczyk, Strzyżowski, Biały, Bielec.

Stan rywalizacji play-off do czterech zwycięstw 3-2. Kolejny mecz w czwartek, w Sanoku.

Sędziowali: Zbigniew Wolas i Michał Baca z Oświęcimia. Kary: 4 oraz 8 (w tym 4 technicznej).

Krystian Dziubiński, napastnik Comarch/Cracovii:

- Widocznie nie dane mi było zostać bohaterem tego meczu, bo miałem dwie świetne sytuacje, a nie udało się wykorzystać żadnej, ale nie jestem smutny, bo wygraliśmy ten mecz i to jest najważniejsze. Teraz Sanok musi walczyć "o życie", a my mamy zrobić jeszcze jeden krok.

Tomasz Demkowicz, drugi trener Ciarko Sanok:

- Mecz od początku dobrze wyglądał, akcje były z obu stron, walka na całym lodowisku, Z naszej strony załamało się przy wyniku 1-0, gdy dwie kary otrzymaliśmy, a w podwójnym osłabieniu straciliśmy bramkę. Czy były kary, nie chcę się wypowiadać, a przy stanie 3-2 wierzyliśmy, że możemy wyrównać i to się udało. Karne to loteria.

- Wrócę do pierwszej kary, uważamy, że jej nie było. Druga to błąd napastnika, który wyszedł przedwcześnie.

- Dalej w rywalizacji jest pół na pół, nic nie jest zamknięte, przegraliśmy w karnych. W czwartek drużyna będzie walczyć, będzie zdeterminowana, postaramy się wrócić w sobotę do Krakowa.

- Dla nas najważniejszy cel awans do finału, jak widać w kolejnych meczach, mimo iż gramy na trzy piątki, chłopaki wytrzymują w miarę dobrze, dobrze się regenerują. Oby tak było dalej.

- Olearczyk był na jednej zmianie. Każdy z młodzieżowców był po razie na lodzie, bo taka była decyzja.

Rudolf Rohaczek, trener Comarch/Cracovii

- Bardzo ciekawy mecz, szybki  z obu stron, dużo okazji, bramek, dogrywka, karne. Liczyliśmy, że 3-2 dociągniemy do końca, ale głupia kara, wyrzucenie krążka, nie możemy sobie pozwolić na to, spowodowała, że straciliśmy bramkę na 3-3 i doszło do dogrywki.

- Chciałem podziękować kibicom, że dobrze nas wspierali, to również ich zasługa.

- Szanse dalej są 50 na 50 i zgadzam się, z tym że chcemy wygrać w Sanoku. Dopóki krążek w grze, zespoły są wyrównane, wszystko jest otwarte.

- Dlaczego nie wystawiłem 13 zawodników, w związku z tym, że mogła się odnowić kontuzja Pasiutowi? To kwestia ryzyka, ja postanowiłem grać na pełne cztery piątki.

Z Krakowa Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje