Reklama

Reklama

Bepierszcz: Zwycięstwo w Tychach było wielką niespodzianką

​"Zwycięstwo z Tychami było dla nas wielką niespodzianką. Wiedzieliśmy, że w tym sezonie lepiej gra nam się na wyjeździe i chcieliśmy to wykorzystać" - przyznaje w rozmowie z RMF FM napastnik Aksam Unii Oświęcim Mateusz Bepierszcz.

Aksam/Unia walczy z GKS-em Tychy w półfinale play off polskiej ligi hokejowej. Najbliższe dwa mecze rozegrane zostaną w Oświęcimiu. "Mam nadzieję, że pomogą nam kibice i w końcu przełamiemy złą passę na własnym lodowisku" - podkreśla Bepierszcz.

Reklama

Edyta Bieńczak: Zimny prysznic za zimny prysznic - tak można by chyba podsumować dwa wasze mecze z GKS-em Tychy. Najpierw sprawiliście niespodziankę, wygrywając 3-1, a później tyszanie sprowadzili was na ziemię, wygrywając 6-1.

Mateusz Bepierszcz, napastnik Aksam/Unii Oświęcim: W pierwszym meczu mieliśmy na pewno sporo szczęścia, udało nam się wykorzystać kilka sytuacji podbramkowych. Mocnym punktem naszego zespołu był bramkarz Michal Fikrt, który obronił kilka stuprocentowych sytuacji. Strzeliliśmy dwie bramki, wynik 2-1 ciągnął się do samego końca. Na koniec udało nam się strzelić trzeciego gola do pustej bramki, no i dowieźliśmy wynik 3-1 do 60. minuty.

Dobrze zagraliście w tym meczu w defensywie.

- Tychy to drużyna bardzo ofensywna, więc nastawialiśmy się bardziej na defensywę, ale też chcieliśmy strzelić jakąś bramkę. Doprowadziliśmy do stanu 2-1 i przy tym wyniku wiedzieliśmy, że musimy się bronić, skupić się nie na strzelaniu goli, ale właśnie na obronie. Może z tego wynikało to, że cofnęliśmy się do defensywy.

W drugim meczu GKS zagrał bardziej agresywnie i to przyniosło efekty.

- Ten mecz na pewno nie ułożył się po naszej myśli. Chcieliśmy utrzymać jak najdłużej bezbramkowy wynik. To nam się niestety nie udało, straciliśmy kilka szybkich bramek. Trochę nas to na pewno zaskoczyło - wcześniej wydawało nam się, że będziemy w stanie kontrolować ten mecz tak jak pierwsze spotkanie. Mieliśmy też kilka sytuacji, których nie wykorzystaliśmy - gdyby nam się to udało, może wszystko potoczyłoby się inaczej. Ale przy wyniku cztery czy pięć do jednego gra się ciężko, nie myśli się już o szczegółach, o obronie - chce się strzelić bramki, dogonić wynik. No ale to nam się niestety nie udało.

Chciałabym jeszcze wrócić do ćwierćfinałów, bo to wasze zwycięstwo z Tychami 3-1 było niemałym zaskoczeniem, ale niespodziankę sprawiliście też w ćwierćfinale, w którym pokonaliście mistrzów Polski - Cracovię.

- Zwycięstwo z Tychami dla nas też było na pewno wielką niespodzianką. Wiedzieliśmy, że w tym sezonie lepiej gra nam się na wyjeździe, chcieliśmy to wykorzystać. W ćwierćfinale z Cracovią było tak samo - graliśmy lepiej w Krakowie niż u siebie. Wygraliśmy dwa mecze, wydawało nam się, że u siebie będzie nam się grało łatwiej, ale niestety dwa kolejne spotkania przegraliśmy. Chyba na nasze szczęście ten piąty mecz był w Krakowie.

To, co mówisz, nie jest dla was dobrym prognostykiem przed dwoma najbliższymi spotkaniami z Tychami, bo znowu gracie u siebie.

- Mam nadzieję, że pomogą nam kibice i w końcu przełamiemy tę złą passę.

Uda się zapomnieć o tej wysokiej porażce 6-1 i postarać o kolejne niespodzianki?

- Na pewno. Play offy trwają, jeszcze dużo przed nami, w meczach jest 1-1, więc nie będziemy zbyt długo myśleć o tej porażce. Patrzymy przed siebie, a nie za siebie.

Rozmawiała: Edyta Bieńczak

Czytaj cały tekst na RMF24.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje