Zagłębie nie składa broni w walce o utrzymanie. Gębala nie pomógł w nawiązaniu walki z faworytem
Zagłębie Lubin pozostaje na ostatnim miejscu w tabeli ORLEN Superligi, ale po 15. serii traci już cztery punkty do bezpiecznej lokaty. W czołowej ósemce umocnił się beniaminek z Mielca. Do tego poprowadził go bramkarz Żeljko Kozina, który w czwartek popisał się aż 23 obronami.

W środę po raz kolejny przekonaliśmy się, że różnica między czołową dwójką a resztą stawki jest dalej bardzo duża. Industria Kielce ograła na wyjeździe PGE Wybrzeże Gdańsk 38:22. W Ergo Arenie zasiadło blisko 4500 widzów, co jest frekwencyjnym rekordem tego sezonu. W pierwszej połowie goście nie mogli odskoczyć na więcej niż trzy, cztery trafienia. Duża w tym zasługa bramkarza gospodarzy - Mateusza Zembrzyckiego. Po upływie niespełna dziesięciu minut drugiej części spotkanie zostało rozstrzygnięcie. Pierwsze dziesięć minut po wznowieniu podopieczni Tałanta Dujszebajewa wygrali 10:2. W ekipie Gdańska zadebiutował Tomasz Gębala.
- Przycisnęliśmy w obronie, z tego poszły kontrataki. Może wyszedł ich brak doświadczenia. Często uciekały im piłki, akcje nie były już takie płynne jak w pierwszej połowie. Popełnili sporo błędów. Może co drugą akcje rzucali w światło bramki. My chcieliśmy wszystko skończyć jak najszybciej. W pełni się to udało - powiedział Łukasz Rogulski, obrotowy kieleckiej drużyny.
Dalej dobrze ma się "Twierdza Kwidzyn". Energa Bank PBS MMTS wygrała w niej trzeci mecz z rzędu, znów po emocjach w końcówce. Podopieczni Bartłomieja Jaszki ograli KGHM Chrobrego Głogów 27:26. W tym spotkaniu kilka razy budowali minimalną przewagę, którą później oddawali. W końcówce odskoczyli na pięć bramek i ostatnia pogoń gości była już nieskuteczna.
- To był nasz ostatni domowy mecz w tym roku. Zależało nam na zdobyciu trzech punktów, aby tabela wyglądała jeszcze ładniej na święta. Chcieliśmy sprawić udany prezent kibicom. To był bardzo wyrównany mecz, prowadzony gol za gol. W końcówce wyszliśmy na prowadzenie pięcioma
trafieniami. Wszystko dowieźliśmy do końca, to było wyliczone, pod kontrolą, jest okej - przyznał Leon Łazarczyk, rozgrywający kwidzynian.
Wyjazdowe przełamanie zanotowało Zagłębie Lubin, które wygrało w Piotrkowie Trybunalskim po rzutach karnych. Dla "Miedziowych" to pierwsze trzy punkty w delegacji od pół roku. Mecz długo był zacięty. W końcówce goście prowadzili już 30:26, ale miejscowi odrobili straty. Już po czasie, przy wyniku 33:33, Piotrkowianin miał karnego na wagę trzech punktów. Miłosz Byczek wyczuł jednak intencję Jana Stolarskiego. Podopieczni Jarosława Hipnera zwyciężyli w serii siódemek 5:3 i złapali oddech w walce o utrzymanie.
- Rzadko to mówię w tym sezonie, ale gratuluję moim chłopakom. Wykonali super robotę. Zawsze mogliśmy wygrać za trzy punkty. W ostatnim karnym i w konkursie siódemek blokadę postawił Miłosz Byczek. Wyszarpaliśmy dwa punkty. Dla nas to waży nie jak złoto, ale jak diament. Poprawiliśmy swoją sytuację, powolutku zbliżamy się do jedenastego miejsca. Zostało jeszcze sporo meczów i mam nadzieję, że zostaniemy w lidze - powiedział trener Zagłębia.
Serię czterech porażek z rzędu przerwał Netland MKS Kalisz, który pewnie ograł u siebie LOTTO Puławy 37:26. Gospodarzy do triumfu poprowadził Rostyslav Polishchuk. Ich zwycięstwo nie było zagrożone nawet w momentach widocznego spadku koncentracji.
- Nigdy nie jest idealnie. Na pewno wygrana cieszy. Mieliśmy spotkanie pod kontrolą, ale nie uniknęliśmy błędów. Może w niektórych momentach było za dużo rozluźnienia z naszej strony. Świetnie weszliśmy w mecz. Zbudowaliśmy przewagę, która wszystko ustawiła. Ona czasami, przy braku koncentracji, delikatnie topniała. Grunt, że nie zaważyło to na końcowym wyniku - powiedział Łukasz Kucharzyk, obrotowy drużyny z Kalisza.
Na superligowe podium awansowała Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski, która ograła na wyjeździe Corotop Gwardię Opole 29:21. W czołowej ósemce umocnił się beniaminek z Mielca. Handball Stal ograła u siebie Zepter KPR Legionowo 27:23. Kapitalne zawody rozegrał bramkarz gospodarzy Żeljko Kozina, który zanotował aż 23 obrony, co dało mu 51-procentową skuteczność.










