Zagłębie jeszcze żyje. Pewne zwycięstwa faworytów
Zagłębie Lubin nie składa broni w walce o utrzymanie w ORLEN Superlidze. W środę, w pierwszym meczu grupy spadkowej, pokonało na wyjeździe Piotrkowianina Piotrków Trybunalski 32:31 i opuściło ostatnie miejsce w tabeli.

"Miedziowi" przystąpili do play-outów w bardzo trudnej sytuacji, bo tylko z ośmioma punktami na koncie. Jeśli chcą się utrzymać, nie mogą pozwolić sobie na potknięcia - szczególnie z rywalami, których gonią. W środę dopięli swego. Pierwszy kwadrans był wyrównany. Później do głosu doszedł Piotrkowianin, który w 20. minucie prowadził 10:7. Gospodarze pogubili się jednak w ataku, a drużyny na przerwę schodziły przy remisie 13:13.
Po zmianie stron było podobnie, ale z tą różnicą, że ton wynikowy nadawało Zagłębie. W ataku dobrze spisywał się Paweł Krupa. Goście prowadzili dwiema, trzema bramkami, a rywale musieli gonić. Finalnie ta sztuka im się nie udała.
- To był dla nas mecz o życie. Wygrywając, przedłużyliśmy swoje szanse na utrzymanie. Jestem dumny z chłopaków, że udźwignęli trudne zadanie. Przed nami jeszcze trzy mecze o takim ciężarze gatunkowym. W każdym z nich musimy poszukać punktów - powiedział Grzegorz Klimczak, trener Zagłębia.
Lubinianie awansowali na 12. miejsce i tracą dwa punkty do zajmującego lokatę barażową Piotrkowianina.
ORLEN Superliga. Kluczowe chwile dla Zagłębia, Wisła i Industria walczą o swoje
Nie było niespodzianek w meczach faworytów w pierwszych odsłonach ćwierćfinałów. Orlen Wisła Płock pokonała na wyjeździe Handball Stal Mielec 35:23. W jej szeregach zabrakło kilku zawodników z powodu kontuzji. Beniaminek zaliczył udany początek. Po 16. minutach był remis 9:9. W kolejnym fragmencie podopieczni Xaviera Sabate wyraźniej odskoczyli i mieli wszystko pod swoją kontrolą. Na superligowych parkietach w barwach mistrza Polski zadebiutował 19-letni rozgrywający Igor Szafryna.
- Walczyliśmy do samego końca. Pierwsze 20 minut staraliśmy się grać bramka za bramkę. W końcu musieliśmy uznać wyższość rywala. Staraliśmy być skupieni na sobie. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, z kim przyszło nam się mierzyć. Nie ukrywamy, że teraz przygotowujemy się do walki o miejsca 5-8, a takie spotkanie, jak to z Płockiem, może nam tylko pomóc. Musimy pokazywać się z jak najlepszej strony, ale przede wszystkim czerpać naukę - tłumaczył Jakub Tokarz, rozgrywający Handball Stali.
Jeszcze bardziej okazałe zwycięstwo zanotowała Industria Kielce, która po nieudanym dla siebie Final4 Pucharu Polski wróciła do Kalisza i pokonała Netland MKS 37:21. Gospodarze również starali się walczyć, ale w drugiej połowie mogli być tylko tłem dla faworyzowanego rywala, który postawił mocne warunki w obronie, a na dodatek dobry dzień mieli bramkarze. Klemen Ferlin i Adam Morawski zanotowali łącznie 18 obron.
- Drużyna bardzo dobrze zareagowała na sobotnią porażkę z Płockiem. Wstaliśmy z kolan. Od początku mecz potoczył się pod nasze dyktando. Prowadziliśmy od pierwszej minuty. Gospodarze mieli problem, aby przedostać się na szósty metr, dlatego próbowali oddawać więcej rzutów z dystansu. W ataku mieliśmy przestoje. Nie potrafiliśmy zamieniać na bramki naszych wszystkich sytuacji. Piotr Wyszomirski i Krzysztof Szczecina grają jednak na wysokim poziomie od wielu lat. Potrafią odbijać. Musimy popracować nad tym, aby lepiej rozgrywać przewagę. W drugiej części wyglądało to lepiej. Podkręciliśmy tempo. Byliśmy też bardziej skuteczni, co przełożyło się na wysoką wygraną - wyjaśniał Krzysztof Lijewski, który w środę poprowadził Industrię Kielce pod nieobecność chorego Tałanta Dujszebajewa.
W czwartek w kolejnym spotkaniu grupy spadkowej Corotop Gwardia Opole zmierzy się z LOTTO Puławami, a w ćwierćfinale Energa Bank PBS MMTS Kwidzyn podejmie Rebud KPR Ostrovię Ostrów Wielkopolski.













