Siódme zwycięstwo z rzędu Ostrovii. Gwardia złapała głęboki oddech
Orlen Wisła Płock spędzi przerwę na mistrzostwa Europy w fotelu lidera ORLEN Superligi. W 17. serii, spotkanie "za sześć punktów" w strefie spadkowej wygrała Corotop Gwardia Opole. Pod kreską przezimują LOTTO Puławy i Zagłębie Lubin.

"Nafciarze" zakończyli pierwszą część sezonu z kompletem piętnastu zwycięstw. W środę bez najmniejszych problemów ograli u siebie Energę Bank PBS MMTS Kwidzyn 38:28.
Emocji nie zabrakło w derbach Dolnego Śląska. Znów górą był KGHM Chrobry Głogów, który pokonał Zagłębie w Lubinie 30:28. Początek przyniósł efektowną wymianę ciosów. Faworyzowani goście prowadzili do przerwy 16:14. Na początku drugiej połowy odskoczyli na sześć trafień, ale podopieczni Jarosława Hipnera nie składali broni. Dwa razy złapali bezpośredni kontakt - ostatni raz na trzy minuty przed końcem. Ekipa Witalija Nata wytrzymała jednak presję i dopisała do swojego konta kolejne trzy punkty.
- Mecz derbowy zwiększa napięcie. Wiedzieliśmy, że to będzie bardzo ciężki pojedynek. Zagłębie zapunktowało w dwóch wcześniejszych spotkaniach po rzutach karnych. Grają coraz lepiej. Mamy swoje problemy zdrowotne, przyjechaliśmy w trzynastu. Każdy z moich zawodników walczył bardzo mocno o zwycięstwo. Z Zagłębiem nigdy nie mamy łatwych meczów. Nie ważne, na których miejscach są obie drużyny. Rywalom mogę tylko pogratulować postawy i trzymać za nich kciuki w walce o utrzymanie. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie znów spotkamy się w superligowych derbach - powiedział Witalij Nat, trener KGHM Chrobrego, który kończy rok na piątym miejscu.
Lokatę wyżej plasuje się Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski, która w sobotę wygrała w Piotrkowie Trybunalskim 29:21. Podopieczni Kima Rasmussena zaczęli słabo, bo po kwadransie przegrywali 5:8. Od tego momentu gospodarze musieli radzić sobie bez Patryka Grzesika, który po niefortunnym zderzeniu z kolegą z drużyny rozciął łuk brwiowy i został odwieziony do szpitala. W następnych fragmentach goście grali
zdecydowanie lepiej, w bramce mogli liczyć na solidne wsparcie Kacpra Ligarzewskiego.
- Do piętnastej minuty rozgrzewaliśmy się. Ciężko było nam wejść w mecz. Trener wziął czas, padło kilka mocnych słów. Po tym weszliśmy na swój optymalny poziom. Prowadziliśmy do przerwy. W drugiej części wszystko mieliśmy już pod kontrolą - przyznał Patryk Marciniak, rozgrywający drużyny z Ostrowa Wielkopolskiego.
Rok na trzecim miejscu kończy PGE Wybrzeże Gdańsk, które ograło u siebie Zepter KPR Legionowo 34:26. Mecz lepiej zaczęli goście, którzy po pięciu minutach prowadzili 5:1. Jednak to gospodarze schodzili na przerwę przy wyniku 19:15 na swoją korzyść. W drugiej części dołożyli do swojej przewagi kolejne cztery trafienia.
- Początek nie poszedł po naszej myśli. Bardzo męczyliśmy się w ataku. Bramkarz gości zaliczył kilka interwencji. Do tego doszły problemy w obronie. Za łatwo traciliśmy bramki z centralnego sektora. Całe szczęście, trwało to kwadrans. Wróciliśmy na odpowiednie tory. Narzuciliśmy swój styl gry i wszystko kontrolowaliśmy do końca - przyznał Jakub Będzikowski, rozgrywający PGE Wybrzeża.
W pojedynku o szóste miejsce Netland MKS Kalisz ograł u siebie Handball Stal Mielec 27:24.
- To była ciężka przeprawa. Wydawało się, że mamy wszystko pod kontrolą, ale cały czas było na kontakcie. W okolicach 50 minuty odskoczyliśmy na cztery bramki i możemy jechać zadowoleni na święta. Z perspektywy kibiców znów były emocje. Mamy swoje braki kadrowe. Mam nadzieję, że takie "pewne" mecze będziemy mocniej kontrolować, kiedy wszyscy wrócą do zdrowia - powiedział Jan Klimków, obrotowy kaliskiego zespołu.
W ostatnim tegorocznym spotkaniu bardzo cenne zwycięstwo odniosła Corotop Gwardia Opole, która pewnie pokonała przed własną publicznością LOTTO Puławy 38:27. Podopieczni Bartosza Jureckiego szybko ustawili przebieg rywalizacji. Zaczęli od prowadzenia 6:1. W dalszej części spotkania tylko podwyższali wynik. Gospodarze dobrze bronili, a w ataku błyszczeli
Bartosz Kowalczyk i Kelian Janikowski. Dla Corotop Gwardii to pierwsza domowa wygrana w tym sezonie, która dała im awans na 10. miejsce.
- Ten mecz nauczył nas, że potrafimy zrobić rzeczy niewykonalne na naszą niekorzyść. Przecież pierwsza domowa wygrana przyszła… 22 grudnia, w siódmym spotkaniu. Przed sezonem nikt z nas nie uwierzyłby w taki obrót spraw. Na szczęście w tym meczu cały czas dobrze funkcjonowała obrona. Popełniliśmy kilka błędów w ataku, ale mimo wszystko mieliśmy kontrolę i teraz możemy cieszyć się z naszymi kibicami - przyznał Bartosz Kowalczyk.
ORLEN Superliga wróci do gry w drugi weekend lutego.















