W majowych finałach Superligi podopieczni Xaviera Sabate byli zdecydowanymi faworytami. Przegrali jednak z kretesem z drużyną, w której kilka tygodni wcześniej doszło do trzęsienia ziemi po odejściu Tałanta Dujszebajewa. Po tych wydarzeniach, w Płocku panowała słaba atmosfera. Dużo mówiło się o możliwym odejściu hiszpańskiego szkoleniowca. Ostatecznie, ten został na stanowisku.
Wielu kibiców "Nafciarzy" zastanawiało się, czy to dobra decyzja. Superpuchar pokazał, że 50-latek dalej ma pomysł na drużynę. W porównaniu z majowymi spotkaniami, jego podopieczni zaliczyli lepszy początek. Nie pozwalali rywalom na rozpędzenie się w kontratakach. Praktycznie wyłączyli ten element. Nawet przy błędach w ataku lub niecelnych rzutach, potrafili szybko organizować powrót do defensywy.
- W poprzednim roku przegraliśmy mistrzostwo w złym stylu. Teraz zaczynamy wszystko od nowa. Nie zmieniliśmy wcale tak dużo, na pewno inaczej weszliśmy w mecz - powiedział Siergiej Kosorotow, rozgrywający ORLEN Wisły.
Przed sobotnim spotkaniem w Łodzi pisaliśmy, że czynnikiem, który może przechylić szalę zwycięstwa na płocką stronę jest szersza i bardziej wyrównana kadra. Krzysztof Lijewski na początku sezonu musi sporo łatać. Z powodu urazów, bardziej lub mniej poważnych, wypadli Szymon Sićko, Arkadiusz Moryto, Michał Olejniczak i Milorad Bakić. Po operacji kręgosłupa swojej optymalnej formy fizycznej szuka nowy nabytek mistrza Polski - Luka Klarica. Chorwat pojawił się na boisku tylko na chwilę. Z bolącymi żebrami niemal całe spotkanie w ataku musiał rozegrać Piotr Jędraszczyk. Blisko 60 minut atak-obrona wybiegali Arciom Karaliok, Dylan Nahi i Benoit Kounkoud. "Żółto-biało-niebiescy" prowadzili wyrównaną grę, byli nawet na prowadzeniu, kiedy mieli jeszcze siły. Szczególnie ich ofensywny lider - Aleks Vlah.
Xavier Sabate doskonale wiedział, że dysponuje mocniejszą ławką. Mądrze zarządzał czasem swoich zawodników. Kilku zmian w ataku dokonywał… po kwadransie połowy, niczym Tałant Dujszebajew. Tę najważniejszą zostawił na ostatnie 15 minut. To wtedy na dłużej na boisku pojawił się Siergiej Kosorotow. Lewy rozgrywający zawiódł w ostatnim przedsezonowych sparingach, ale w Łodzi zrobił wszystko, aby pokazać swoje wybitne umiejętności rzutowe. Trafiał z olbrzymią łatwością, wyprowadzając swoją drużynę na trzy, czterobrakowe prowadzenie.
- Czekałem na moment, w którym wejdę i będę mógł pomóc drużynie. Wyszło tak, że chłopaki zmęczyli dla mnie ich obronę - przyznał po spotkaniu.
Xavier Sabate przygotował też niespodziankę, jaką był występ Frederika Bjerre. Do tej pory słyszeliśmy, że duński lewy skrzydłowy doznał urazu barku, który może wykluczyć go z gry na dłuższy czas. Były gracz GOG Gudme nie wyglądał na gracza, który był wyłączony z treningów. Pokazał, że na tej pozycji może dać bardzo wysoką jakość.
ORLEN Wisła ma nowego bohatera. To sprowadzony w trybie awaryjnym Oriol Rey Morales. 32-letni Hiszpan, specjalista od obrony, nie wyglądał jak nowy zawodnik w systemie. Znakomicie współpracował z Leonem Susnją. Płocka defensywa wymusiła aż 17 błędów indywidualnych u rywali.
Z polskimi boiskami bardzo dobrze przywitał się Dejan Milosavljev. Serb, jeden z najlepszych bramkarzy świata, odbił 12 piłek. Dwa razy w świetnym stylu zatrzymał rzuty karne Frederika Bjerre.
- Jestem smutny. Przez większość spotkania dobrze graliśmy w obronie. W ciągu pięciu, sześciu minut straciliśmy tempo, nasz poziom spadł. W tej drużynie mamy jednak dużo miejsca do poprawienia, na zrobienie postępu - powiedział Dejan Milosavljev po końcowym gwizdku.
Pierwszą, największą rezerwą Kielczan jest powrót kontuzjowanych zawodników. Szczególnie ważny w tej układance będzie Michał Olejniczak, który świetnie gra w obronie. Jak przyznał reprezentant Polski "wróci szybciej niż później". Najprawdopodobniej na przełom września i października. W najbliższych tygodniach na najwyższym poziomie powinni okrzepnąć posiadający duży potencjał, ale dalej młodzi Kirył Rabczyński i Faruk Yusuf.
Na pewno z pierwszego meczu Kielc w nowym składzie osobowym nie należy wyciągać daleko idących wniosków.
Sobotnia "Święta Wojna" miała spokojny przebieg. Trzy razy sędziowie korzystali z systemu VAR. Swoje decyzje ogłaszali kibicom przez mikrofon. Nie pokazali jednak żadnej czerwonej kartki, co w ostatnich latach przy spotkaniach Kielc z Płockiem zdarzało się bardzo rzadko.
Na pochwałę zasługuje również reakcja kieleckiej ławki w momencie, kiedy na trybunach ucierpiał jeden z kibiców ORLEN Wisły. To Krzysztof Lijewski i Adam Morawski zasygnalizowali sędziom i delegatom, że doszło do niebezpiecznego zdarzenia i potrzebna jest pomoc medyczna. Ta zadziałała sprawnie. Na szczęście, z fanem "Nafciarzy" wszystko jest w porządku.
W dwóch poprzednich latach zdobywca Superpucharu Polski cieszył się później z mistrzostwa. Czy teraz historia również się powtórzy?









