MKS Lublin przełamał dominację Zagłębia, choć to dopiero początek sezonu i wiele może się wydarzyć. Industria Kielce faworyzowany Orlen Wisłę zaskoczyła już w końcówce poprzednich rozgrywek i wygrała finał mistrzostw Polski. I teraz to Kielczanie są wskazywanie jako faworyt w tym sezonie.
Klub z Płocka ma mniejszy budżet, nie zrobił wielu transferów, ale z drugiej strony stabilny skład może się okazać atutem. Industria pierwszą rewolucję przeżyła właśnie w końcówce rozgrywek, kiedy po 12 latach odszedł Tałant Dujszebajew. Funkcję trenera objął Krzysztof Lijewski i teraz zaczyna pierwszy pełny sezon.
Ostatnie pięć meczów między tymi drużynami to dwa zwycięstwa Industrii, dwa Orlenu i remis. A Superpuchar rok temu też przyniósł wielkie emocje. Kielczanie wygrali dopiero po konkursie rzutów karnych.
Pierwsi na rozgrzewkę wybiegli szczypiorniści Industrii, za to doping rozpoczęli fani Wisły około pół godziny przed rozpoczęciem meczu. Zanim rozpoczęło się spotkanie był jeszcze czas na koleżeńskie pogaduszki między reprezentami Polski grającymi w obu drużynach. I tak Piotr Jędraszczyk pożartował z Michałem Daszkiem i Przemysławem Krajewskim.
A potem zaczęła się pierwsza bitwa "Świętej wojny" sezonu 2026/2027. I, że od początku iskrzyło, to mało powiedzieć. Mecz był bardzo żywiołowy, energiczny, a zawodnicy właściwie nie mieli chwili na wytchnienia. Początek należał do Wisły, bo świetnie bronił Mirko Alilović. Płocczanie prowadzili 3:1, ale za chwilę na wysokości zadania stanął też bramkarz Industrii.
Szybko był remis i Kielczanie wyszli na prowadzenie po golu Dylana Nahiego. Tyle że żadnej drużynie nie udało się odskoczyć na więcej niż jedną bramkę. Dopiero w 28. minucie po trafieniu Artem Karalka było 13:11. Wisła jednak nie odpuściła, a Michał Daszek na cztery sekundy przed przerwą trafił ze swojej połowy do pustej bramki.
Początek drugiej połowy lepiej zaczęli Kielczanie. Odzyskali dwie bramki, ale bardzo szybko ją stracili. W 38. minucie było 16:16. Zawodnicy Industrii mieli lekką przewagę, ale w takim meczu losy mogą się szybko odwrócić. Wisła miała okazję, by wyjść na prowadzenie, ale nie wykorzystała rzutu karnego.
Walka cały czas była zaciekła. Żadna drużyna nie odpuszczała nawet na centymetr. Coraz częściej zawodnicy musieli korzystać z pomocy medycznej, ale wstawali i twardo walczyli dalej. W 46. minucie na prowadzenie wróciła Wisła, pierwszy raz od dziesiątej minuty.
Decydującym momentem mogła być 50. minuta spotkania i kontratak wykończony przez Bjerre. Pierwszy raz w tym meczu Wisła wygrywała trzema golami (24:21). Było jednak jeszcze sporo czasu. Zaczęły się mnożyć proste błędy z obu stron. Lepiej grała jednak Wisła, jeszcze powiększyła przewagę (27:23) i zasłużenie sięgnęła po pierwsze trofeum sezonu.












