Pięć czerwonych kartek w Kielcach, potem deklasacja. Oto nowy mistrz kraju
Odkąd faza play-off powróciła do Orlen Superligi, Orlen Wisła Płock nie przegrała w niej choćby jednego spotkania. Każda piękna seria kiedyś jednak musi dobiec końca i ta ekipy z województwa mazowieckiego przeszła do historii tydzień temu, gdy pewne zwycięstwo na jej terenie odniosła Industria Kielce. Dziś zawodnicy Krzysztofa Lijewskiego tylko albo aż musieli iść za ciosem. Dostali trzy czerwone kartki, ale zadanie wykonali wzorowo. W nagrodę wracają na tron po dwóch sezonach przerwy.

Z dużo większą pewnością siebie do drugiego spotkania finałowego przystępowali Kielczanie. Podopieczni Krzysztofa Lijewskiego przełamali play-offową niemoc w konfrontacjach z Orlen Wisłą i po czterech z rzędu przegranych potyczkach, wreszcie wygrali z odwiecznym rywalem. Dodatkowo zrobili to w pięknym stylu, bo niedawne starcie w Płocku zakończyło się triumfem Industrii różnicą pięciu punktów. Tak jednostronnej "Świętej Wojny" spodziewał się mało kto.
Dziś też "Żółto-Biało-Niebiescy" zaczęli spektakularnie. Błyszczał Klemen Ferlin, który obronił wszystkie trzy w pierwszej połowie rzuty karne. Po drugiej stronie "siódemki" doskonale wykonywał natomiast Piotr Jaroszewicz. Gdy do tego błyskotliwe akcje indywidualne dołożył Alex Dujszebajew, na tablicy wyników zrobiło się 6:2 dla Industrii. Ale żeby nie było tak idealnie, szybką czerwoną kartkę otrzymał Benoit Kounkoud. Francuz uderzył w twarz Gergo Fazekasa. Jeszcze przed zmianą stron kartonik tego samego koloru zobaczył Przemysław Krajewski.
Gracze w żółtych koszulkach cały czas znajdowali się na komfortowym prowadzeniu. Spora w tym zasługa wspomnianego wcześniej Klemena Ferlina. W pewnym momencie Płocczanie byli blisko zbliżenia się na zaledwie dwa gole, lecz Słoweniec ponownie zanotował kluczową interwencję. Z kontrą popędził Piotr Jarosiewicz i zrobiło się 17:14. Polak dodatkowo skutecznie wyegzekwował karnego wywalczonego w ostatniej akcji przed przerwą. Efekt? Podopieczni Krzysztofa Lijewskiego schodzili do szatni z zapasem czterech trafień.
Pierwsza połowa to był dopiero początek demolki. Industria Kielce wraca na tron
Różnica wzrosła do siedmiu goli po niecałych pięciu minutach od wznowienia spotkania. Kielczan nie zastopowało nawet wyrzucenie na stałe z boiska Theo Monara po zbyt ostrym ataku. Goście natomiast popełniali błędy, dodatkowo niezbyt skutecznie grali w przewadze. Wizja trzeciej potyczki w tej serii oddalała się coraz bardziej. "Jeszcze jest nadzieja dla mistrzów Polski, ale gaśnie iskierka" - nie łudzili się Artur Siódmiak oraz Tomasz Włodarczyk z Polsatu Sport. Kilkadziesiąt sekund po tych słowach dwie szybkie bramki rzucił Alex Dujszebajew, który podgrzał dodatkowo atmosferę na trybunach.
Gorąco zrobiło się również na boisku. Na przestrzeni zaledwie kilku minut niedzielne współzawodnictwo za brutalne faule zakończyli Jorge Maqueda oraz Leon Susnja. Chorwat z Orlen Wisły nie oszczędził Aleksa Dujszebajewa. Hiszpan jednak zbytnio się tym nie przejął i wciąż rzucał kolejne bramki, w wymarzony sposób żegnając się z kielecką drużyną. Poziomem dorównywali mu koledzy, Industria osiągnęła dwucyfrową przewagę. Wielkie świętowanie rozpoczęło się na długo przed ostatnią syreną.
Miejscowi po prostu nie mogli wypuścić tak okazałej przewagi z rąk. Skończyło się na zwycięstwie 36:27. Tegoroczna feta będzie inna niż wszystkie. Głównie z powodu odejścia braci Dujszebajewów - Aleksa oraz Daniela. W kolejnym sezonie barw Industrii nie będzie bronił też choćby inny z jej dzisiejszych bohaterów, Klemen Ferlin. Nowi mistrzowie kraju rozpoczną tym samym nową erę.
Industria Kielce - Orlen Wisła Płock 36:27
Zobacz również:












