Ostrovia jedną nogą w półfinale. Gruzin odmienił jej grę
Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski zrobiła duży krok w stronę walki o obronę brązowego medalu ORLEN Superligi. W środę, w pierwszym spotkaniu ćwierćfinału, pokonała na wyjeździe Energę Bank PBS MMTS Kwidzyn 31:23. Początek nie zapowiadał takiego wyniku.

Było pewne, że po środowych, jednostronnych ćwierćfinałach, w czwartek poziom emocji pójdzie zdecydowanie w górę. Energa PBS MMTS pokazała już w tym sezonie, że potrafi mocno walczyć z głównymi pretendentami do brązowego medalu. Podopieczni Bartłomieja Jaszki od początku mocno pracowali w obronie, której dowodził Ryszard Landzwojczak. Pierwsze akcje przyniosły wymianę ciosów. W końcu z piłką zaczął zderzać się Łukasz Zakreta, do tego karnego obronił Eryk Pisarkiewicz i gospodarze odskoczyli. W 21. minucie po piątym golu Jovana Milicevicia prowadzili 10:7. Kim Rasmussen poprosił o przerwę. Po nim jego podopieczni dalej grali niemrawo w ataku. Gospodarze dorzucili kolejne dwie bramki. Trener Ostrovii znów nacisnął "grzybek".
W kolejnej akcji Ryszard Landzwojczak trafił w twarz Dmitrija Smolnikowa. Sędziowie bez wahania pokazali mu czerwoną kartkę. Goście wykorzystali osłabienie. Rzucili trzy gole z rzędu. Kwidzynianie prowadzili do przerwy 14:12.
Na drugą część Ostrovia wyszła z inną energią. W ataku zaczęła grać szybciej. To olbrzymia zasługa wprowadzonego Mirianiego Gawaszeliszwiliego. Do tego doszła mocna praca w obronie. Podopieczni Kima Rasmussena błyskawicznie wyszli na prowadzenie. W 38. minucie prowadzili 18:16.
Gospodarze starali się grać wyżej w obronie. Ich rywale świetnie sobie z tym poradzili. W 44. minucie na 22:16 z karnego rzucił Kamil Adamski. Po 50. minucie Ostrovii przyszło grać w potrójnym osłabieniu. Nie dała się jednak dojść. Prowadziła po tym 27:23. Później rzuciła trzy gole z rzędu, czym zrobiła olbrzymi krok w stronę strefy medalowej.
- Jesteśmy bardzo zadowoleni. Pierwsza połowa nie układała się po naszej myśli. Po wyjściu z szatni wyszliśmy z innym nastawieniem. W pierwszej połowie uciekała nam koncentracja. Jesteśmy dopiero w połowie drogi, ale taki wynik wzięlibyśmy w ciemno przed pierwszym gwizdkiem - wyjaśniał Dawid Frankowski, skrzydłowy Ostrovii.
W grupie spadkowej nie było niespodzianki. Znajdująca się w dobrej formie Corotop Gwardia Opole pokonała przed własną publicznością LOTTO Puławy 36:28. Dla podopiecznych Bartosza Jureckiego to czwarte zwycięstwo z rzędu. Od początku Gwardziści narzucili swoje warunki, zyskując czterobramkową przewagę. Goście, którzy spadli na ostatnie miejsce w tabeli, starali się ambitnie walczyć, ale finalnie dała znać o sobie krótka ławka. W drugiej część gospodarze dopełnili dzieła. Znów z bramce błysnął Dawid Balcerek, który odbił 13 piłek, co przełożyło się na 43-procentową skuteczność.
- Mamy nadzieję, że nasza forma pójdzie jeszcze w górę. Tak jest z każdym kolejnym spotkaniem. Czujemy się pewnie. Naszym celem w play-outach są cztery zwycięstwa. To da nam 9. miejsce. Z Puławami udało nam się sporo pobiegać do kontrataków i to dało te najłatwiejsze bramki. Teraz musimy dalej ciężko pracować, aby zniwelować mankamenty, które występują w naszej grze - wyjaśniał Dawid Balcerek.
W sobotę o przypieczętowanie awansu do półfinałów zagrają Orlen Wisła Płock i Industria Kielce. W niedzielę pierwsze starcie stoczą ze sobą KGHM Chrobry Głogów z PGE Wybrzeżem Gdańsk.











