Ostrovia górą w Wielkopolsce. Ważny triumf Gwardii
Podobnie jak w poprzednich latach, "Derby Wielkopolski" dowiozły poziom emocji. Po ciekawym spotkaniu Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski pokonała przed własną publicznością Netland MKS Kalisz 25:23. Arcyważne zwycięstwo zanotowała Corotop Gwardia Opole, która opuściła strefę spadkową.

W sobotę w Ostrowie Wielkopolskim potwierdziło się prawidło o tym, że derby rządzą się swoimi prawami. Od pierwszych minut obie ekipy postawiły twarde warunki w obronie. Na boisku iskrzyło. Lepiej spisywali się gospodarze i do przerwy prowadzili 13:9. Po zmianie stron utrzymywali przewagę, ale goście ambitnie walczyli do końca i odrabiali straty. Duża w tym zasługa Piotra Wyszomirskiego. Bohaterem został jednak bramkarz gospodarzy - Kacper Ligarzewski, który zanotował 11 obron i przede wszystkim nie zawiódł w kluczowych momentach. Ostrovia zakończyła pierwszą część sezonu zasadniczego na czwartym miejscu.
- Zdobyliśmy trzy punkty w ważnym, derbowym meczu. Bardzo się z tego cieszymy. Były momenty lepsze, gorsze. Bardzo dobrze funkcjonowała nasza obrona. Trochę słabiej było z przodu. O zwycięstwie zdecydowała nasza mocna defensywa. Przy niej łatwiej było mi odbijać piłki. Zwykle przychodziło to w ważnych momentach - wyjaśniał Kacper Ligarzewski.
Moim zdaniem sama walka to za mało do odniesienia zwycięstwa. Robiliśmy, co mogliśmy do ostatniej sekundy. Niestety, pogubiliśmy się w ataku, czasami nie domykaliśmy odpowiednio w obronie. W ofensywie piłka chodziła zbyt wolno. Kacper bronił bardzo dobrze, ale nas to nie usprawiedliwia, bo niektóre rzuty były po prostu niecelne. Na pewno przy lepszej skuteczności, moglibyśmy wywieźć stąd zwycięstwo
Na zwycięską ścieżkę i do czołowej ósemki wrócił Zepter KPR Legionowo, który pewnie pokonał na wyjeździe Azoty Puławy 36:26. Podopieczni Tomasza Strząbały postawili twarde warunki w obronie. W ataku błyszczał Mateusz Chabior, który zaliczył dziewięć bramek i pięć asyst.
- Uważam, że dobra gra jednego zawodnika to składowa dobrego występu całej drużyny. Każdy ma swoje zadania do wypełnienia. Cieszę się, że mogłem często kończyć ataki. Dzisiaj robiłem to ja, w następnym spotkaniu może być to ktoś inny. Tak wygląda drużyna. Zwycięstwo dziesięcioma bramkami wzięlibyśmy w ciemno przed meczem. Zrobiliśmy jednak kilka błędów po obu stronach boiska, więc wynik mógłby być jeszcze wyższy. Na pewno trener nam to wypunktuje, ale możemy być zadowoleni z wykonanej pracy - przyznał Mateusz Chabior.
Emocji nie zabrakło w meczu na szczycie. Prowadząca Orlen Wisła Płock pokonała trzecie PGE Wybrzeże Gdańsk 35:30. Spotkanie zostało rozegrane w Hali Chemika. Goście starali się wykorzystać zmęczenie gospodarzy, którzy w czwartek grali w Paryżu. Ekipa Patryka Rombla starała się narzucić dużą intensywność. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 17:17. Do niego świetnym rzutem z dystansu tuż przed syreną doprowadził Mitja Janc. W drugiej części "Nafciarze" nieco uszczelnili obronę i zbudowali przewagę, która dała im kontrolę.
Jesteśmy zmęczeni, ale mimo wszystko zadowoleni. Naszym najgorszym momentem był początek drugiej połowy, gdzie popełniliśmy kilka błędów, a Wisła pobiegła do kontrataków. W szatni trener powiedział nam, że popełniliśmy aż 18 błędów taktycznych, co zabiło to spotkanie. Skończyło się tylko piątką, więc można powiedzieć, że postawiliśmy się topowemu europejskiemu zespołowi. Zostawiliśmy tutaj kawał serducha i zbudowaliśmy się przed meczami, które chcemy wygrywać
Na piątej lokacie umocnił się KGHM Chrobry Głogów, który pokonała na wyjeździe Piotrkowianina Piotrków Trybunalski 36:29. Świetny mecz zanotował Kacper Grabowski, którzy rzucił 13 goli dla gości, notując stuprocentową skuteczność. Industria Kielce rozbiła Handball Stal Mielec 41:25.
Na zakończenie serii arcyważne zwycięstwo odniosła Corotop Gwardia Opole, która ograła na wyjeździe Zagłębie Lubin 36:30. Dzięki temu podopieczni Bartosza Jureckiego opuścili strefę spadkową, kosztem Azotów Puławy. "Miedziowi" zamykają stawkę z trzema punktami.
- Za nami bardzo ciężki okres. Potrzebowaliśmy tych punktów jak tlenu. Założyliśmy sobie, że każdy ma zostawić tutaj całego siebie, do ostatniej kropli krwi i potu. Mam nadzieję, że tym odkupiliśmy wszystkie słabsze spotkania. Teraz wracamy na pozytywną ścieżkę - powiedział Mateusz Wojdan, prawoskrzydłowy Corotop Gwardii, który rzucił aż 14 bramek.








