Kwidzyn górą na Pomorzu. Ostrovia wskoczyła na trzecie miejsce
Energa Bank PBS MMTS Kwidzyn wyszła góra z "Derbów Pomorza". Potknięcie PGE Wybrzeża Gdańsk w pełni wykorzystała Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski, która wskoczyła na trzecie miejsce na dwie serie przed końcem sezonu zasadniczego ORLEN Superligi.

Bardzo dobrą dyspozycję przed rozpoczęciem rywalizacji w fazie pucharowej Ligi Mistrzów pokazała Orlen Wisła Płock. Na start 24. serii, podopieczni Xaviera Sabate w pełni zdominowali Handball Stal w Mielcu. Pierwszego gola dali sobie rzucić dopiero w 10. minucie. Do przerwy prowadzili 17:6, a finalnie skończyło się na 34:16.
- Dla chłopaków to doświadczenie, zderzenie się z najlepszymi zawodnikami na świecie. Dla kibiców to pewnie też była frajda, bo mogli zobaczyć mistrza Polski na żywo. Dla mnie, szkoleniowo, to cofanie się o trzy kroki. Rzeczy, które wychodzą z drużynami na naszym poziomie, tutaj zupełnie zawodzą. Może Kielce i Płock powinny grać w innej lidze, bo u nas jest za duża różnica między nimi a resztą. Czy przegramy dwudziestoma, czy trzydziestoma golami, to tylko zależy od przeciwników - powiedział Robert Lis, trener Handball Stali.
Do bardzo zaciętego pojedynku doszło w Opolu, gdzie Corotop Gwardia podejmowała Piotrkowianina Piotrków Trybunalski. Żadna ze stron nie mogła uzyskać przewagi. Gospodarze prowadzili przez większość spotkania, ale nie więcej niż dwiema bramkami. Finalnie taka różnica widniała w wyniku końcowym. Podopieczni Bartosza Jureckiego wygrali 27:25. Autorem dwóch decydujących trafień był Bartosz Kowalczyk. Corotop Gwardia ma na koncie 21 punktów - o osiem więcej od swojego przeciwnika i raczej wypisała się z walki o utrzymanie.
- Całkiem dobrze zagraliśmy po obu stronach boiska. Nie popełniliśmy zbyt wielu błędów. To był nasz mankament. Troszkę zawiodła skuteczność, ale rywale mają klasowych bramkarzy. U nas w ważnych momentach też mogliśmy liczyć na Kubę Ałaja. W kluczowych minutach zachowaliśmy chłodną głowę. Potrafiliśmy wykluczyć rywali, przetrzymać piłkę i te wszystkie elementy dały nam trzy punkty - wyjaśniał Bartosz Kowalczyk.
Równie duży poziom emocji miał mecz w Kaliszu, w którym Netland MKS Kalisz pokonał Zagłębie Lubin 28:25. Gospodarze zaczęli dobrze, ale walczący o sportowe życie goście zredukowali straty, a na początku drugiej części wyszli na prowadzenie. Miejscowi znów zyskali przewagę, a w ostatnich minutach potrafili rzucić cztery gole z rzędu. MVP został Piotr Wyszomirski, który bronił z 43-procentnową skutecznością.
- Byliśmy przygotowani na to spotkanie. Wiedzieliśmy, że rywale nie mają nic do stracenia. Walczą o każdy punkt. Pokazali taką postawę. Cieszę się, że mogłem pomóc - szczególnie w drugiej połowie. W niej dobrze wyglądaliśmy w obronie. Byliśmy agresywni, dochodziliśmy do przeciwników. W ataku nie zabrakło nam cierpliwości i to przeważyło - przyznał doświadczony golkiper.
Punktem kulminacyjnym serii były niedzielne "Derby Pomorza". Górą wyszli z nich szczypiorniści Energi Bank PBS MMTS-u Kwidzyn, którzy pokonali na wyjeździe PGE Wybrzeże Gdańsk 30:28. W pierwszej połowie drużyny stworzyły "show", idąc na wymianę ciosów. Na przerwę schodziły przy wyniku 19:19. W drugiej mur w swojej bramce postawił Łukasz Zakreta. Doświadczony golkiper bronił w trudnych sytuacjach i umożliwił kolegom z pola zbudowanie przewagi.
- W drugiej połowie, a szczególnie na jej początku, zagraliśmy dużo lepiej w obronie. Wykluczyliśmy wszystkie błędy, o których rozmawialiśmy w przerwie. To dało nam kilka bramek przewagi. Byliśmy drużyną. Nie mamy wybitnych jednostek. Wszyscy ciężko harujemy, wspieramy się. To daje nam siłę - przyznał Piotr Papaj, skrzydłowy ekipy z Kwidzyna, który wcześniejsze 12 lat spędził w Gdańsku.
Potknięcie PGE Wybrzeża wykorzystała Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski, która w poniedziałek pokonała Zepter KPR w Legionowie 25:20 i awansowała na 3. miejsce w tabeli.











