Druga partia walki o brąz przy rekordowej publice
Poznaliśmy najważniejsze rozstrzygnięcie w ORLEN Superlidze, ale pozostała jeszcze jedna niewiadoma. We wtorek odbędzie się druga odsłona walki o brązowy medal. Bliżej krążka jest PGE Wybrzeże Gdańsk, które zagra przy rekordowej publiczności. Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski chce przedłużyć rywalizację do trzech spotkań.

Na drugi pojedynek o brąz przyszło nam czekać ponad tydzień. Pierwszy mecz w Ostrowie Wielkopolskim przyniósł wiele zwrotów akcji i ogrom emocji. Rozstrzygnięcie przyniosły dopiero rzuty karne, które lepiej egzekwowali gracze z Gdańska.
Drugi mecz w Ergo Arenie nie mógł odbyć się przed rywalizacją o złoto, którą wygrała Industria Kielce. Wszystko… przez wcześniej zaplanowany koncert Sabatonu. Czekanie miało jednak sens, bo klub z Gdańska zagra przy rekordowej publiczności - największej w historii superligowych rozgrywek. Na trybunach zasiądzie ponad sześć tysięcy fanów.
- To, że na trybunach pojawi się tyle osób, to coś naprawdę wyjątkowego i najlepsza nagroda za cały sezon ciężkiej pracy. To pokazuje, że nasza postawa na parkiecie podoba się ludziom, a Gdańsk na nowo zakochuje się w piłce ręcznej - mówi Jakub Będzikowski, rozgrywający PGE Wybrzeża.
Klub z Gdańska czeka na medal mistrzostw Polski od 25 lat. W starciu z Rebud KPR-em Ostrovią może spodziewać się kolejnej, bardzo trudnej przeprawy.
- Według mnie największym wyzwaniem będzie podejście do tego meczu z chłodną głową. Drużyna z Ostrowa przyjeżdża nie mając tak naprawdę nic do stracenia, a z takimi zespołami zawsze gra się najciężej - nie ukrywa Jakub Będzikowski.
W pojedynkach na linii Ostrów - Gdańsk nigdy nie ma nudy. Rebud KPR Ostrovia jedzie nad morze w jednym celu, aby przedłużyć rywalizację do trzeciego spotkania w Ostrowie. Kim Rasmussen musi poradzić sobie z kilkoma kontuzjami. Do grona nieobecnych dołączył spisujący się coraz lepiej na polskich boiskach Miriani Gavashelishvili. Gruzin doznał urazu kolana. Obrońca brązowego medalu liczy, że we wtorek lepiej spiszą się bramkarze, którzy kilka dni temu zanotowali tylko cztery obrony.
- Jestem zły na siebie za pierwszy mecz. Często musieliśmy zatrzymywać rzuty z pierwszej linii. Nie mogliśmy złapać rytmu. Musimy oczekiwać od siebie więcej. Nie pomogliśmy drużynie jak mogliśmy. Wziąłem winę na siebie i mocno pracowałem, aby teraz pokazać, że to był wypadek przy pracy. Zrobimy wszystko, aby rywalizacja wróciła do naszej hali i sprawa medalu rozstrzygnęła się dopiero w sobotę - wyjaśnia Kacper Ligarzewski, bramkarz drużyny z Ostrowa.
Wtorkowy mecz o brąz w Ergo Arenie rozpocznie się o godz. 18.









