Punkt odrobiony! Emocjonujące starcia w Lublinie i Kobierzycach
PGE MKS El-Volt Lublin odwrócił losy spotkania z KRASOŃ MKS Piotrcovią i zanotował 14. zwycięstwo z rzędu w ORLEN Superlidze Kobiet! Dolnośląskie derby w Kobierzycach przyniosły kibicom sporo emocji, a do końcowego rozstrzygnięcia potrzebna była seria rzutów karnych!

Hit 20. serii ORLEN Superligi Kobiet nie zawiódł pod względem emocji. Pierwszy kwadrans przebiegał wprawdzie pod dyktando zawodniczek PGE MKS-u El-Volt Lublin, jednak wraz z upływem czasu rywalki systematycznie zmniejszały straty. Po raz kolejny świetne prezentowała się Marcelina Polańska, która zdobyła w tym fragmencie gry aż cztery bramki. Po zmianie stron lepiej radziły sobie Lublinianki, jednak przydarzył im się później aż dwunastominutowy przestój w grze. To właśnie wtedy KRASOŃ MKS Piotrcovia doprowadziła do remisu i objęła nawet dwubramkowe prowadzenie. W decydujących momentach nie zawiodły jednak Paulina Wdowiak, Maria Prieto O'Mullony czy Aleksandra Rosiak. PGE MKS El-Volt Lublin pokonał KRASOŃ MKS Piotrcovię 29:28 (16:14), notując czternaste zwycięstwo z rzędu w ORLEN Superlidze Kobiet.
- Wydaje mi się, że bardzo dobrze weszłyśmy w ten mecz. Pierwsze dwadzieścia minut było bardzo dobre w naszym wykonaniu. Potem wkradły się zbyt proste błędy, a w drugiej części spotkania Karolina Sarnecka miała swój moment w tym meczu. Wydaje mi się, że zrobiło się trochę nerwowo, ale dowiozłyśmy ten wynik do samego końca - oceniła Daria Szynkaruk, skrzydłowa PGE MKS-u El-Volt Lublin.
Derbowe emocje
Dolnośląskie derby w ORLEN Superlidze Kobiet padły łupem zawodniczek KGHM MKS Zagłębia Lubin, jednak do końcowego rozstrzygnięcia konieczna była seria rzutów karnych. W niej pomyliły się Wiktoria Kostuch i Ausra Arcisevskaja, więc dwa punkty wywalczyły aktualne mistrzynie Polski z Lubina. To spotkanie było bardzo podobne do tego rozgrywanego nie tak dawno w ramach Pucharu Polski Kobiet. Przez większość meczu na prowadzeniu znajdowały się zawodniczki KPR-u Gminy Kobierzyce, a świetne zawody rozgrywały m.in. Milana Shukal, Anna Mączka czy Zuzanna Zimnicka. W szeregach KGHM MKS Zagłębia Lubin nie zawodziły Joanna Drabik czy Alicia Fernandes Fraga.
Ostatni kwadrans meczu przyniósł dwa zwroty akcji - najpierw zespół prowadzony przez Bożenę Karkut doprowadził do remisu i objął dwubramkowe prowadzenie, a następnie KPR Gminy Kobierzyce doprowadził do remisu za sprawą bezbłędnej tego dnia Patrycji Kozioł. Nie byłoby to również możliwe, gdyby nie świetna dyspozycja w bramce Viktorii Saltaniuk. Ten wynik spowodował, że obecnie przewaga KGHM MKS Zagłębia Lubin nad PGE MKS-em El-Volt Lublin wynosi jedynie dwa punkty.
- Myślę, że to był jeden z lepszych meczów w naszym wykonaniu. Miałyśmy przestoje w meczu i dopuściłyśmy do tego, że dogoniły nas zawodniczki KGHM MKS Zagłębia Lubin. Mimo wszystko cieszymy się ze zdobycia jednego punktu i jestem dumna z całego zespołu - zaznaczyła Anna Mączka, rozgrywająca KPR-u Gminy Kobierzyce.
W drugim niedzielnym spotkaniu zawodniczki Piłki Ręcznej Koszalin pokonały Enea MKS Gniezno 27:26 (12:13), który po raz kolejny musiał sobie radzić bez Katarzyny Cygan, Malwiny Hartman oraz Magdaleny Nurskiej. Przez niemal 45 minut spotkania toczył się wyrównany pojedynek i żadnemu z zespołów nie udało się zbudować poważnej przewagi. To zmieniło się w ostatnim kwadransie, gdy zawodniczki Piłki Ręcznej Koszalin wypracowały czterobramkową przewagę i nie oddały prowadzenia do końca spotkania.
- To było bardzo wyrównane spotkanie. Wiadomo, że dla zespołu lepiej jest jeśli ma kilka bramek przewagi nieco wcześniej niż dwadzieścia, piętnaście minut przed końcem, ale myślę, że dla kibiców takie mecze jak dzisiejszy są najfajniejsze, najbardziej emocjonujące - oceniła Adrianna Nowicka, rozgrywająca koszalińskiego zespołu!
Przełamanie Kaliszanek
TAURON Ruch Szczypiorno Kalisz nie powiedział ostatniego słowa w kontekście utrzymania w ORLEN Superlidze Kobiet, a świadczy o tym zwycięstwo z Energa Startem Elbląg 38:37 (19:20). To było bardzo wyrównane spotkanie, a kluczowy fragment meczu miał miejsce w ostatnich siedmiu minutach. TAURON Ruch Szczypiorno Kalisz rzucił trzy bramki z rzędu i objął dwubramkowe prowadzenie. Podopieczne Magdaleny Stanulewicz doprowadziły do emocjonującej końcówki, jednak ze zwycięstwa mogły cieszyć się gospodynie tego spotkania. MVP trafiło do rąk Natalii Doktorczyk, która zdobyła osiem bramek.
- Pokazałyśmy walkę do samego końca. Nareszcie ten wynik jest po naszej stronie. Zdecydowanie lepiej spisywałyśmy się w drugiej części sezonu i ten rezultat musiał wreszcie nadejść. Zachowałyśmy chłodną głowę i wykorzystywałyśmy swoje stuprocentowe sytuacje. To zwycięstwo dodaje nam skrzydeł i wszystko jest jeszcze w naszych rękach - zapowiedziała Natalia Doktorczyk, kapitan TAURON Ruchu Szczypiorno Kalisz.
Niespodzianki nie było natomiast w drugim meczu grupy spadkowej ORLEN Superligi Kobiet, w którym zawodniczki Galiczanki Lwów pokonały Sośnice Gliwice 25:23 (12:9). Oba zespoły miały problemy ze skutecznością, a dodatkowo bardzo dobrze prezentowały się bramkarki obu zespołów - Mariia Poliak oraz Weronika Glosar. Aktualne mistrzynie Ukrainy mają jednak również powody do zmartwień, ponieważ na początku drugiej połowy kontuzji doznała Diana Dmytryshyn i nie pojawiła się ona już ponownie na parkiecie. Ten wynik spowodował, że sytuacja w tabeli nie uległa zmianie, a na miejscu barażowym pozostają zawodniczki Sośnicy Gliwice.









