Piotrcovia zatrzymana w Gnieźnie. Ważne zwycięstwo elblążanek
Enea MKS Gniezno znalazł skuteczny sposób na znakomicie spisujące się w tym sezonie zawodniczki Piotrcovii Piotrków Trybunalski. Energa Start Elbląg pokonał po emocjonującym spotkaniu Galiczankę Lwów i zbliżył się do czołowej szóstki ORLEN Superligi Kobiet.

Pierwsze na parkiet w 11. serii ORLEN Superligi Kobiet wybiegły zawodniczki KGHM MKS Zagłębia Lubin oraz Sośnicy Gliwice. Klub z województwa śląskiego jedynie w początkowych fragmentach spotkania był w stanie nawiązać wyrównaną walkę z aktualnymi mistrzyniami Polski, które potrzebowały zaledwie kwadransa, aby wypracować kilkubramkową przewagę. Do siatki rywalek trafiały m.in. Alicia Fernandes oraz Kinga Jakubowska, a mecz zakończył się wygraną KGHM MKS Zagłębia Lubin 39:25 (20:11).
- Dziewczyny dzisiaj od początku wyszły z nastawieniem ofensywnym i zdecydowanie chciały zdominować przeciwnika, jeżeli chodzi o atak. Natomiast początkowe minuty to był taki radosny handball, bo w sześć minut padło w sumie dziesięć bramek z obu stron. W miarę upływu czasu nasza przewaga stale się powiększała. Trzy punkty zdobyte to najważniejsze - oceniła Bożena Karkut, trenerka aktualnych mistrzyń Polski.
Hit dla gnieźnianek
Świetnie spisująca się w tym sezonie Piotrcovia Piotrków Trybunalski zanotowała drugą porażkę w obecnych rozgrywkach ORLEN Superligi Kobiet. W hicie 11. serii sposób na ten zespół znalazły zawodniczki Enea MKS-u Gniezno. Nieoczekiwany przebieg miała pierwsza część spotkania, bowiem piotrkowianki popełniły aż dwanaście strat, co skrzętnie wykorzystały rywalki z Gniezna, zasłużenie prowadząc do przerwy 19:12. Trudno nie odnieść wrażenia, że przebieg meczu nie odbiegał zbytnio od tego rozgrywanego kilka dni wcześniej w Kobierzycach. We wspomnianym spotkaniu zawodniczki Piotrcovii zdołały odrobić straty i bliskie były tego również w Gnieźnie. Bramka kontaktowa dla zespołu prowadzonego przez Horatiu Pascę podziałała jednak jak zimny prysznic na Enea MKS, który wrócił do dobrej gry i ponownie wypracował kilkubramkową przewagę, ostatecznie wygrywając 35:28 (19:12).
Nie poszło nam w tym meczu, robiłyśmy błędy, w obronie też do pewnego momentu nie wszystko funkcjonowało. Dziewczyny z Gniezna wyprowadzały kontrataki i w pierwszej połowie wynik był bardzo dla nas niekorzystny. W drugiej połowie starałyśmy się to odrobić, wyszło do pewnego momentu, potem znowu zakradły się błędy
Drobne problemy
Nieoczekiwany rezultat widniał na tablicy wyników po pierwszej połowie meczu w Lublinie, ponieważ na jednobramkowym prowadzeniu znajdowały się zawodniczki Piłki Ręcznej Koszalin. W drugiej części spotkania zawodniczki PGE MKS-u El-Volt Lublin zaprezentowały się zdecydowanie lepiej od rywalek, a spora w tym zasługa świetnie broniącej Pauliny Wdowiak oraz skutecznej Marii O'Mullony. Na niewiele ponad kwadrans przed końcem meczu PGE MKS El-Volt Lublin prowadził 24:19, a m.in. trzy bramki z rzędu Darii Szynkaruk pomogły aktualnym mistrzyniom Polski odnieść zwycięstwo 31:26 (16:17).
Start bliżej szóstki
O niespodziance nie mogło być również mowy w Kobierzycach, gdzie brązowe medalistki poprzednich rozgrywek ORLEN Superligi Kobiet pokonały TAURON Ruch Szczypiorno Kalisz 34:21 (15:11). Podopieczne Ivo Vavry starały się stawiać twarde warunki faworyzowanym rywalkom, a bramki zdobywały Marta Gęga oraz Anna Diablo. W zespole gospodyń trafienia rozkładały się niemal równomiernie, a udane interwencje w bramce notowała Viktoriia Saltaniuk. W drugiej części spotkania coraz wyraźniej uwidaczniała się przewaga KPR-u Gminy Kobierzyce, co wynikało również ze zmęczenia rywalek, które wystąpiły w zaledwie 12-osobowym zestawieniu.
- To kolejny mecz, w którym czterdziesta minuta spotkania zdecydowała o tym, że wynik nam odjechał. Starałyśmy się, ale gdy to zmęczenie przychodzi, to wtedy drużyna przeciwna nam odjeżdża. Mam nadzieję, że znajdziemy jakiś sposób na to, żeby przez te sześćdziesiąt minut trzymać równy poziom - zapewniła Natalia Doktorczyk, kapitan TAURON Ruchu Szczypiorno Kalisz.
Bardzo wyrównany przebieg miało niedzielne spotkanie w Elblągu, w którym Energa Start pokonał Galiczankę Lwów 34:33 (16:17). Kluczowy moment meczu miał miejsce na początku ostatniego kwadransa, gdy gospodynie zdobyły cztery bramki z rzędu i ponownie objęły prowadzenie. Aktualne mistrzynie Ukrainy starały się odrobić straty, jednak trafienia m.in. Poliny Masalovej pozwoliły chwilę później wypracować czterobramkową przewagę, a rywalki w końcówce spotkania zdołały jedynie zmniejszyć rozmiary porażki.










