Reklama

Reklama

Mariola Wiertelak: Wiara była w nas cały czas

Drużyna KPR-u Gminy Kobierzyce, po niezwykle zaciętej walce z Eurobudem JKS Jarosław, sięgnęła po trzecie miejsce w PGNiG Superlidze, choć wydawało się, że to ekipa z Podkarpacia ma większe szanse na medale. Jedna z gwiazd "Kobierek" Mariola Wiertelak zapewnia, że w zespole do samego końca była wiara w podium, nawet po nieoczekiwanych wpadkach. Teraz przed nimi szansa na historyczny triumf w Pucharze Polski, gdzie ich rywalkami będzie Zagłębie Lubin, czyli aktualne mistrzynie kraju.

Gratuluje medalu. To był bardzo ciężko wywalczony krążek.

Bardzo dziękujemy. Zdobyłyśmy medal właściwie w ostatnich kolejkach. To na pewno był bardzo trudny sezon, ale dobrze, że zakończył się dla nas pozytywnie.

Ten sezon układał się dla Was bardzo różnie, wydawało się, że to Eurobud JKS Jarosław jest bliżej tego brązowego medalu. Do końca była wiara, że uda się stanąć na podium?

Przed sezonem postawiłyśmy sobie za cel zdobycie medalu. Nie doprecyzowałyśmy, jaki ma mieć kolor. Zdawałyśmy sobie sprawę, że będzie trudniej, bo wiedziałyśmy, jakie składy mają drużyny z Jarosławia czy z Piotrkowa. Traciłyśmy punkty w meczach, gdzie nie zakładałyśmy strat, np. w starciach z ekipą z Koszalina i ten medal się oddalał. Wiary jednak nie traciłyśmy. Choć zdarzały się niespodzianki, jak wygrana Eurobudu w Lublinie, to ta wiara była do końca.

Reklama

Początek jednak miałyście znakomity, bo wygrałyście cztery spotkania z rzędu. Pojawiły się gdzieś z tyłu głowy myśli, że może przyszedł czas na mistrzostwo?

To był dopiero początek ligi. Na pewno te zwycięstwa motywowały, apetyt rośnie w miarę jedzenia, a rok temu zdobyłyśmy wicemistrzostwo, więc jakieś tam nadzieje były, ale zdawałyśmy sobie sprawę, że o złoto będzie bardzo ciężko. 

Przed Wami teraz finał Pucharu Polski, pierwszy w historii dla Kobierzyc. Jak podchodzicie do tego spotkania?

Jesteśmy bardzo zmotywowane. To nasz pierwszy finał i na pewno damy z siebie wszystko. Uważam, że wynik jest sprawą otwartą, gramy na neutralnym terenie i wszystko w naszych rękach.

Czytaj także: Wielki pech Wisły Płock przed Final 4

Zagłębie, po wygranej w lidze, będzie miało przewagę psychologiczną?

Nie sądzę, żeby ten mecz spowodował, że Zagłębie ma przewagę psychologiczną. Znamy się bardzo dobrze i Lubin ma świadomość, że mecze w finale będzie inny niż ten ostatni w PGNiG Superlidze. W tamtym spotkaniu było widać, że zespoły nie pokazują wszystkiego, jakby każdy chciał zostawić coś na finał. Już nie raz pokazałyśmy, że jesteśmy dla Zagłębia trudny rywalem, więc wynik jest sprawą otwartą.

A co dalej z Pani karierą? Zostaje Pani w "Kobierkach"?

Kontrakt mam jeszcze na przyszły sezon, tak że zostaje w Kobierzycach. Pojawiały się różne oferty, wyjazd przechodził mi przez myśl, ale zawsze szybko osiągałam porozumienie z moją obecną drużyną i dlatego jestem tutaj już piąty sezon i czuje się w "Kobierkach" bardzo dobrze. Choć rzecz jasna zobaczymy, co będzie za rok. Jestem otwarta na różne propozycje.

A co poza piłką ręczną? Jak spędza Pani wolny czas?

Głównie z rodziną. Mieszkam blisko Kobierzyc, moi bliscy są tutaj również i poza treningami to z nimi spędzam wolny czas.

Na koniec chciałem zapytać, skąd wzięła się ksywa "Kwiatuszek"?

Przeszła na mnie z mojej starszej siostry, która jako pierwsza zaczęła grać w piłkę ręczną. I jak ja zaczynałam grać, dziewczyny początkowo mówiły na mnie "Mały Kwiatek", a na nią duży. Potem został mi już tylko "Kwiatek".

Reklama

Reklama

Reklama